Fraszkowym Królem została Antonella

Limerykowym Królem zostały dwie osoby: Antonella oraz echo

Kryształową Dynię zdobył utwór : Czarny piątek autorstwa - Autsajder1303

Publicystyką Roku/2017 został utwór:POWSTANIE WARSZAWSKIE autor - Owsianko

Zapraszam do głosowania na:
Prozę Miesiąca
Wiersz Miesiąca
Złotą Pietruchę



Znalezionych wyników: 4442
PISZEMY.PL - Portal literacki i edukacyjny Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Sczęście z Przychodni lekarskiej
Pola

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 22

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: Dzisiaj 10:43   Temat: Sczęście z Przychodni lekarskiej
Co za gorący dzień... - westchnął mężczyzna ocierając pot z czoła. Zmierzał powłóczystym krokiem w kierunku przychodni, czuł przez podeszwy butów rozgrzaną betonową drogę. Gdyby tak bardzo nie skupiał wzroku patrząc posępnie właśnie na ten chodnik, pewnie zauważyłby jak pięknie rozkwitły drzewa przed przychodnią, jak starannie przystrzyżona jest trawa i w jak wielu kolorach są kwiaty w donicach, spostrzegłby jak słońce i niebo odbijają się w oknach budynku. Zobaczyłby motyle i ptaki, uśmiechniętych wiosennych ludzi. Nie zobaczyłby jednak kartki, którą upuściła przechodząca obok dziewczyna. Patrząc pod nogi zauważył jak zupełnie spokojnie ona upadła, schylił się powoli po nią, gdyż był zmęczony (nieustająco zmęczony) i gdy się wyprostował, obrócił aby zawołać za dziewczyną, ona już wsiadała do autobusu. Wpatrując się w drogę, nie zauważył, że ona uśmiechnęła się do niego, i gdy przypadkiem wypadła jej kartka wcale nie chciała jej podnosić, pomyślała sobie, że może temu smutnemu człowiekowi się przyda. Mężczyzna nie widząc dookoła kosza na śmieci, złożył kartkę na pół i schował do kieszeni. Nie miał czasu na myślenie więcej o niej, śpieszyło mu się, był umówiony na godzinę z lekarzem...

Jedną z rozrywek tego doktora było zgadywanie, co jest pacjentowi zanim jeszcze przedstawi mu swój problem. Patrząc na bladego, zgarbionego, wychudzonego pacjenta, który ledwo wszedł do gabinetu, był niemal pewny swojej diagnozy, jednakże jego obowiązkiem było zadać mu pytanie:
- Jaki jest pana problem? -
Pacjent usiadł na krześle, rozejrzał się niepewnie, i unikając kontaktu wzrokowego z doktorem zaczął:
- Bo, widzi doktor... Mi jakoś tak szczęścia brakuje. - powiedział powoli, beznamiętnie, i spuścił wyblakłe, podkrążone oczy.
Doktor poprawił się na siedzeniu, uśmiechnął się dobrodusznie i złożył palce w piramidę:
- Tak, to dość popularny przypadek. Na podstawie moich osobistych badań podejrzewam, że to już jest jakaś epidemia.
- Czy da się to jakoś wyleczyć - zapytał pacjent.
- Hm... Nie wymyślono na to żadnego antybiotyku ani szczepionki. Pan pewnie słyszał o różnych metodach uszczęśliwiania się, ale ja bym nazwał stosowanie ich raczej zapominaniem o nieszczęściu i w efekcie końcowym doprowadzeniu do jeszcze większego nieszczęścia...
- Mówi pan o używkach?
- Tak, i o różnych środkach na poprawę humoru. Tabletki przeciwdepresyjne?
- Ha! Miałem nawet przepisane przez poprzedniego lekarza, ale gdy usłyszałem o tym, że można się od nich uzależnić i że czasami, jako efekt uboczny doprowadzają do pogorszenia się stanu. To wycofałem się. Czy są może jakieś metody niekonwencjonalne? Czy jest dla mnie jeszcze jakaś szansa?
Lekarz spojrzał w skupieniu na pacjenta. Powiedzieć mu czy nie powiedzieć? -zastanawiał się.
- Jak już powiedziałem nie ma żadnego złotego środka na szczęście. Nie może pan sobie go kupić. Mieć tak po prostu. Sam sobie musi pan na swoje pytanie odpowiedzieć. Wszystko zależy od pana. Musi być pan otwarty.
- A czy doktor jest szczęśliwy?
- Czasami. - Odpowiedział, ale widząc pytające spojrzenie pacjenta dodał - Nie można być szczęśliwym cały czas.
- Dlaczego nie? - zapytał zdziwiony.
Lekarz ciężko westchnął, spojrzał pacjentowi w oczy i znudzonym głosem odpowiedział:
- Dla kontrastu...
- Taa, słyszałem nie można być szczęśliwym nie znając nieszczęścia, ale co wtedy gdy ciągle jest się nieszczęśliwym?
- To nie możliwe. Choćby nie wiem jak trudne i nieprzyjazne mieli moi pacjenci życie to i tak każdy od czasu do czasu przeżywa dobre chwile. Trzeba umieć się cieszyć małymi rzeczami.
- Ależ doktorze, jak można cieszyć się małymi rzeczami, gdy duże problemy nade mną wiszą. Nie popłacone rachunki, problemy z rodziną, przyjaciółmi, pracą... To wszystko przysłania drobne radości, nie mam na drobne rzeczy czasu ani czystości umysłu!
- Mimo wszystko, powinien pan się starać aby obowiązki nie przeszkadzały panu w korzystaniu z życia, w cieszeniu się nim. Każda jedna osoba rodzi się po to, aby móc i być szczęśliwą. I choćby w nie wiem jak ciężkich warunkach się wychowała, choćby z nie wiem jak ciężkimi przeciwnościami losu się zmagała, to i tak czy będzie szczęśliwa zależy tylko i wyłącznie od niej.
- Czyli to moja wina, że nie jestem szczęśliwy, tak?! Zagnębiam się dla czystej masochistycznej przyjemności?! - oburzył się pacjent - Myśli pan, że ja nie chce być szczęśliwy, że się nie staram?
- Skoro pan tu przyszedł to wnioskuje, że jednak stara się pan coś zrobić ze swoim życiem. Uleczyć je. - doktor zrobił pauzę, podszedł do okna i otworzył je szeroko - Ładny dziś dzień mamy, prawda?
- Za gorąco... Duszno. - Mruknął pacjent.
- Gdyby wiało powiedziałby pan, że za zimno, gdyby padało, że zbyt deszczowo... A kiedy powiedziałby pan, „tak, dzisiaj jest bardzo ładny dzień”? - zapytał doktor.
- Wydaje mi się, że odchodzimy od tematu - mruknął pacjent.
- Skoro już pan ustalił, że chce się wyleczyć. Skoro pan tu przyszedł i tym samym postanowił, że to ja mam w tym panu pomóc. To niech pan się nie buntuje, niech pan otworzy umysł na to co mówię.
- Dobrze, przepraszam...
Lekarz wrócił na swój fotel.
- Są trzy zasady. - zaczął stanowczo lekarz.
- Tak, słucham. - pacjent spojrzał wreszcie mu w oczy.
- Pierwsza: nie wracaj do przeszłości. To znaczy, że nie należy rozpamiętywać spraw na które nie mamy teraz już wpływu. Te błędy i pomyłki już popełniliśmy. To zło zostało już nam wyrządzone albo my je już wyrządziliśmy. Nie mówię, że należy zapomnieć. Ale trzeba zaakceptować naszą przeszłość taką jaką jest. To co się stało najwyraźniej było koniecznie, w jakiś sposób wpłynęło na to kim teraz jesteśmy. Nie można cofnąć czasu, nie można już zmienić przeszłości. Dlatego myślenie: co by było gdyby, lub wypominanie sobie i innym tego jest absolutnie bezsensowne i bezproduktywne. Z zasady pierwszej wychodzi zasada druga: trzeba żyć teraźniejszością. Należy zajmować się sprawami, na które mamy jeszcze wpływ, działać tu i teraz, każdy dzień trzeba przeżyć tak, jakby był ostatnim, każdy dzień ma być przeżyty w całym tego słowa znaczeniu. Każdy dzień ma coś wnosić. Każdy dzień ma być zamkniętą całością, która ma jakiś sens. Każdego dnia mamy też mieć nadzieję na jutro, jutro jeszcze lepsze niż dziś. Trzeba mieć plany. I z każdym dniem trzeba je realizować i zbliżać się do z góry ustalonego celu. Nie wolno bać się marzyć i planować. Nie ważne ile mamy lat i jak bardzo nierealne są nasze pragnienia. Trzeba wierzyć. Samo to gonienie za marzeniami może być szczęściem. Do tych marzeń trzeba mieć jednak dystans. Nie należy też ciągle chcieć więcej. Trzeba się cieszyć się tym, co mamy tu i teraz. Dzisiejszym dniem. Chwilą. Drobną rzeczą...
Lekarz zrobił sobie przerwę, przełknął ślinę i nabrał w płuca powietrza potrzebnego do kolejnej wypowiedzi:
- Rozumie pan wszystko to co mówię? Nie podaję gotowego przepisu na szczęście. Wydaję receptę na lek, który pan sam sobie musi przyrządzić. Według własnych zapotrzebowań i indywidualnych preferencji. Nie ma wzoru szczęścia, każdy odczuwa je w indywidualny sposób i potrzebuje do niego odmiennych składników. Podaje panu tylko rady, które sam pan musi zanalizować, przemyśleć i dostroić do siebie. Mogą w ogóle panu nie pomóc, albo też zmienią pana sposób myślenia. To nie jest metoda, to jest tylko moja sugestia.
- A więc jak brzmi trzecia zasada? - zapytał pacjent.
- Nie należy poddać się rutynie, drobnostkowości, codzienności. Małym robaczkom rzeczywistości, które nas gryzą. Pojedynczo są nie groźne, ale gdy zbierze się ich większa ilość to potrafią zadręczyć. Nie możemy się im poddawać. Trzeba porównywać je z wielkimi rzeczami, trzeba myśleć o wielkich rzeczach. Czym jest to, że zarabiamy sześćset złotych miesięcznie w porównaniu z tym iż, niektórzy nie zarabiają w ogóle? Czym jest to, że ktoś nam powiedział coś nie miłego, gdy inni potrafią zabić z nienawiści. Nie można też popadać w przesadę. Ale trzeba umieć zachować właściwy system wartości. Ważne jest to, że nawet jeżeli coś nam się nie udaje, to nie wolno nam się poddawać. Trzeba ciągle próbować. Ciągle zaczynać od nowa. Starać będziemy się przez całe życie, tak już jest. Nie należy się zniechęcać. Nie wszystko przychodzi od razu. Ale trzeba ciągle powoli, bo powoli, ale pchać do przodu. Nawet wielkie niepowodzenia, rozczarowania i tragedie są cenne. Trzeba je postrzegać, jako nowe doświadczenia. Wszystko co przeżywamy jest kolejnym doświadczeniem, które nas rozwija. Trzeba z nich czerpać. Nie załamywać się i nie zatrzymywać, ale uczyć się na błędach. Teraz nie wyszło, poprawię się, wiem co było źle i spróbuję jeszcze raz. Porażki trzeba akceptować, powinny nas nie deprymować ale raczej mobilizować do tego, aby następnym razem bardziej się postarać. Zabrnął pan już do miejsca w którym całe pana życie wydaję się panu bezsensowne, nieciekawe i nie takie jakie pan by chciał. Jest pan z niego niezadowolony więc nie korzysta pan z niego. Niektórzy w takiej sytuacji popełniają samobójstwo, wydaje się im, że nie ma już szans na odmianę. Pan przyszedł tu, bo podświadomie pan wierzy. Bo podświadomie pan wie, że szczęście się panu należy, że zawsze może zdarzyć się cud i wszystko może się jeszcze odmienić. Nigdy nie jest za późno i nie ma sytuacji bez wyjścia.
- Tak więc, co według pana doktora powinienem teraz zrobić? - zapytał pacjent i skierował głowę w stronę okna. Przyjrzał się widokowi. Ma nadzieje, tak ma.
- Musi pan zmienić swoje życie. Zacząć od nowa. Zacząć żyć tak jak pan chce żyć. Nie ma rzeczy nie możliwych. Musi pan wierzyć.
- Zacząć od nowa...
- Poskładać tą układankę jeszcze raz, inaczej.
- Hmmm... Muszę to wszystko przemyśleć. - Pacjent trochę się rozmarzył. Władza którą mu lekarz przed chwilą uświadomił, władza którą ma w rękach. Władza nad swoim życiem. Rola budowniczego swojego życia. Pana swojego świat. Który może zmieniać, który może decydować, który może przyznawać się do błędów ale mimo to budować dalej. Natchnęła go siłą. Poczuł się rześko. To wszystko może być jego, to wszystko co najwspanialsze oferuje życie jest dla niego dostępne. Może tego dosięgnąć jeżeli tylko będzie próbował, jeżeli tylko się postara. - Bardzo dziękuje doktorze!
- To, widzimy się za tydzień? - zapytał lekarz i otworzył notes.
- Jak najbardziej!
- Ocenię pana postępy. - lekarz zanotował datę i uścisnął dłoń pacjenta. - Następny proszę!
Mężczyzna wymienił porozumiewawczy uśmiech z kolejnym pacjentem i zamknął drzwi od gabinetu. Nie wiedział, że pod tym całym powierzchownym zmęczeniem, odnajdzie w sobie tyle energii. Jego krok był o wiele bardziej zdecydowany, uśmiechnął się do ludzi w poczekali, powiedział im:
- Do widzenia i miłego dnia! - po czym wyszedł z budynku. Na zewnątrz przypomniał sobie o kartce, wyjął ją z tylnej kieszeni. Rozłożył i przeczytał kolorowy napis:

S z c z ę ś c i e - j e s t - j a k - m o t y l . . .
  Temat: "Sralis mazgalis''
Pola

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 112

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: Wczoraj 10:27   Temat: "Sralis mazgalis''
Jacku, dziękuję za czytanie i rymowany komentarz.
Chcesz zobaczyć spokojne ciocie, to przyjedź do Szynwałdu.
Serdecznie pozdrawiam :D
  Temat: "Sralis mazgalis''
Pola

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 112

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2018-02-19, 09:37   Temat: "Sralis mazgalis''
Ciocia zabiera siedmioletnią Zosię, na kilka dni na wieś. Ta decyzja, została podyktowana wyższą koniecznością. Kuzynka cioci, a mama Zosi, musi wyjechać w delegację służbową. Ojciec dziecka, już od dawna przestał zajmować się córką w sposób odpowiedzialny.
Zosia bawi się w piaskownicy i gada...gada, zadając cioci różne pytania:
- Ciociu, gdzie mieszkają Anioły?
- Anioły mieszkają w niebie.
- Sralis mazgalis. Mieszkają tam, gdzie chcą.
- Przestań używać brzydkich słów, bo powiem o tym twojej mamie.
- To leć i wypaplaj. Wcale się tym nie przejmuję. Zanim mama wróci, i tak o wszystkim zapomnisz. Stale o czymś zapominasz.
- Zapomnę, jak przestaniesz robić siusiu do piaskownicy. Tu również bawią się inne dzieci i na pewno nie będzie im przyjemnie robić babeczek z dodatkiem twoich siuśków.
- Wiesz, moja mama ma rację. Zawsze powtarza, że jesteś najlepsza z wszystkich cioć.
- E tam, chyba troszkę przesadza.
- Chcesz się przekonać?
- Zosiu, baw się grzecznie, a ja polecę na grządki po jarzynki na zupkę. - Ok?
- Ok.
- Ciociu, zsiusiałam się w majtki!
- Nie szkodzi. Pójdziemy do domu i się przebierzesz.
- Sralis mazgalis. Ciebie niczym nie można zdenerwować?
- A ciebie można zdenerwować?
- Tak ciociu. Denerwuję się, gdy słyszę rozmowy o diable.
- Ciociu, a Jacek nie jest diabłem?
- Jaki Jacek? - Co ci dziecko chodzi po głowie?
- Jacek jest moim kolegą z zerówki, a nasza pani mówi na niego - " mały diablik".
- Jacek nie jest diabłem. Wiem kto nim jest, ale to na pewno nie on.
- A kto?
Ciocia kuca przy Zosi i delikatnie przemawia:
- Tego nigdy ci nie powiem, choćbyś miała nawet sto lat. Widzisz, diabeł jest nieśmiały. Wpada w złość kiedy ktoś go rozpozna, i natychmiast próbuje tego kogoś dopaść. Nie chcę, żeby dopadł ciebie.
- Ciociu, ciebie też ściga?
- Też.
- Jezus może go pokonać?
- Jeśli Bóg tego zechce.
- Bóg diabła stworzył.
- Po co?
- Żeby było zabawniej.
- Sralis mazgalis - ciociu. Stworzył go po to, żeby poddawać nas próbom.
- Skoro wiesz, to po co pytasz?
- Bo mój tatuś mówi, że diabła nie ma, że to tylko takie pojęcie.
- Dziecko, diabeł mieszka w nas.
- Nieprawda! - Tatuś nie jest diabłem.
- Czy powiedziałam, że to tatuś?
- Sralis mazgalis. Wcale się nie zdenerwowałam.
- Wobec tego, idziemy na lody.
- Przepraszam, ciociu, przepraszam.
  Temat: kariera
Pola

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 2725

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-19, 08:52   Temat: kariera
Motysia, dziękuję :)
  Temat: Czarna wdowa (Pająk czy pajęczyca ? )
Pola

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 517

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-14, 09:17   Temat: Czarna wdowa (Pająk czy pajęczyca ? )
Po raz pierwszy uśmiechnęłam się dzisiaj. Witaj Jacku :) Wiersz przedni.
Jak to zwykle u Ciebie bywa. Powodzenia :lmao:
  Temat: Rycerz
Pola

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 1489

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-14, 09:10   Temat: Rycerz
Zabawne, bardzo zabawne i o to chodzi.
Powodzenia w konkursie :D
  Temat: fantasmagoria
Pola

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 400

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-14, 09:04   Temat: fantasmagoria
Pomysłowo, powodzenia Antosiu :lmao:
  Temat: kariera
Pola

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 2725

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-14, 09:01   Temat: kariera
Antosiu,
Jacku,
dziękuję za komentarze :yes:
  Temat: Wyniki głosowania na Prozę grudnia
Pola

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 322

PostForum: Wiadomości   Wysłany: 2018-02-14, 08:58   Temat: Wyniki głosowania na Prozę grudnia
:D Danusia,
Motysia,
tetu,

Serdecznie dziękuję :yes:
  Temat: Sam...ogon
Pola

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 517

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2018-02-08, 08:49   Temat: Sam...ogon
:hihi: Gelsomina,
Aga, aleście mi zamieszały w głowie
:(
:(
  Temat: Kulinarny mezalians
Pola

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 964

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-06, 08:35   Temat: Kulinarny mezalians
Fajne, powodzenia :hihi:
  Temat: kariera
Pola

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 2725

PostForum: Laureaci Zielonej Naci   Wysłany: 2018-02-06, 08:31   Temat: kariera
Danusia,
Seba,
Ewa,
Gelsi,
Aga,
echo,
Dziękuję za komentarze :lmao: :D
  Temat: Jeszcze pożyjecie w naszej pamięci
Pola

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1597

PostForum: PROZA   Wysłany: 2018-02-06, 08:25   Temat: Jeszcze pożyjecie w naszej pamięci
Sebuś, dziękuję za gratulacje :yes:
  Temat: Sam...ogon
Pola

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 517

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2018-02-03, 10:44   Temat: Sam...ogon
Jest prima aprilis - chociaż dla Franciszki każdy dzień jest równie dobrym pretekstem. Teraz bawi się z Lilią na strychu wśród czeredy lalek. Lilia wkrótce skończy sześć lat. Franciszka ma lat jedenaście. Jest samozwańczą opiekunką, towarzyszką zabaw i katem młodszej siostry. Lilia sama tego chce.
Już nie przypomina dziwnego dziecka, jakim kiedyś była. Jedynym śladem dawnej jest specyficzna czujność jej ślicznych zielonych oczu, które wyglądają tak, jakby były zawsze gotowe na przyjęcie głębokiej prawdy. Tę cechę szczególnie ceni sobie Franciszka. Czarne włosy Lilii nabrały kasztanowego połysku i chociaż większość małych dziewczynek i chłopców nosi teraz krótkie fryzurki, ona swoich nie ścina, tak że rozpuszczone sięgają jej pasa. Skórę ma barwy brzoskwini, mleka i miodu i nawet zimą wygląda tak, jakby ucałowało ją słońce. Jej usta są jak pączek róży, a kiedy jest czymś zaniepokojona, na czole pojawia się mały guz. Franciszka mówi, że wkrótce wyrośnie jej róg.
Tego dnia Lilia ma na sobie krynolinę i piękną plisowaną sukienkę z jasnozielonej tafty. Ubrała się tak bez specjalnej okazji, jest po prostu słodką, kochaną Lilią, a Tatuś lubi, gdy się tak pięknie ubiera. Większość dziewcząt, dużych i małych, od dawna nie nosi ani krynolin, ani sztywnych halek - kobiety nie chcą już potykać się o te idiotyczne falbany; od końca wojny mają dużo więcej do roboty. Ale ona nie musi nic robić, musi być tylko szczęśliwa.
Tego dnia, tak samo jak we wszystkie inne dni, jej głowę zdobi lśniąca korona francuskich warkoczy zwiniętych tak ciasno, że Lilia ma oczy jak Chinka. Za jej włosy odpowiada starsza siostra Mercedes, lecz ubiera ją i kąpie wyłącznie Franciszka. Lilia nie życzy sobie, żeby robił to ktokolwiek inny. Po prostu nie i kropka, chociaż nigdy nie wie, kiedy Franciszka powie coś niepokojacego: " Adoptowaliśmy my cię, naprawdę. Znaleźliśmy cię w kuble na śmieci. byłaś cała w obierkach".
Franciszka jest chuda i żylasta. I biała jak śnieg. Choć nie zawsze i nie wszędzie, bo na swoim rzymskim nosie ma pieg, a kiedy się śmieje albo knuje naprawdę coś wrednego, w jej brązowych oczach rozbłyskują odpryski zielonego szkła, nos różowieje, a na jego grzbiecie wykwita mała biała pręga. Lilia obserwuje nos siostry z uwagą marynarza wypatrującego latarni morskiej. Kiedy pojawia się znajoma pręga, siostra zaraz z czymś wyskoczy.
A co się stało z pięknymi ciemno bląd włosami Franciszki? Uległy inwazji bujnego podszytu. " Naturalnie kręcone" to tylko eufemizm. W jaskrawym słońcu można dostrzec w nich resztkę jasnej aureoli, w której kiedyś chodziła, ale tylko resztkę, ponieważ teraz na jej głowie panoszą się wszystkie możliwe odcienie rdzy i brązu. Ona też nosi warkocze, tak samo jak Mercedes i Lilia, chociaż jej warkocze wiją się eskapistycznymi lokami, które pod koniec dnia zwykle się rozplatają. Grzywkę przycina sama.
Mercedes już nie interesuje się lalkami, za to Lilia za nimi przepada, tak samo jak Franciszka. Franciszka wciąż ma swoje wszystkie stare lalki. Kiedy nie śpią na łóżku, ożywają na strychu. W tej chwili siedzą równym rzędem pod tajemniczą skrzynią: Maurycy, małpka ulicznego kataryniarza, Szkarlatyna, mała dziewczynka o porcelanowej główce, Dyzenteria w welwetowej sukience, którą Franciszka modnie skróciła, Tyfus i Tężec, dwaj bliźniacy marynarze, oraz mały chłopczyk imieniem Koklusz. Franciszka miała kiedyś śliczną lalkę w balowej sukni - nazywała się Cholera - La France - ale gdzieś ją zapodziała. Na honorowym miejscu stoi tancerka flamenco. Ma na sobie szkarłatną suknię, w rękach trzyma kastaniety - to Influenca.
Lilia uwielbia lalki siostry, ale najbardziej ze wszystkich kocha swoją Szmacianą Konwalie. Uszyła ją dla niej sąsiadka, a Lilia nazwała ją tak na cześć ulubionych perfum siostry. Konwalia ma gęste, wełniane włosy, które można było wspaniale zaplatać, dopóki Franciszka ich trochę nie skróciła. Tego dnia Lilia bierze Konwalię i bez żadnego powodu odrywa jej usta. Natychmiast gorzko tego żałuje, ale cóż, jest już za późno.
- Zniszczyłaś ją - mówi Franciszka.
- Nieprawda, nie zniszczyłam.
- Zniszczyłaś. Daj, niech no spojrzę.
- Co jej zrobisz?
- Spróbuję ją naprawić.
- Tylko jej nie zepsuj.
- Już jest zepsuta.
Lilia podaje jej lalkę.
- Wiem. Możemy udawać, że zachorowała na trąd...
- Nie!
- ...ale spotkała Jezusa, który ją uzdrowił.
Franciszka wkłada rękę do kieszeni i wyjmuje wieczne pióro. Lilia uważnie ją obserwuje, w każdej chwili gotowa pospieszyć lalce z pomocą. Franciszka spokojnie odsuwa Konwalię poza zasięg jej ręki, lecz przekrzywia ją lekko na bok, tak żeby siostra mogła śledzić misterny proces przywracania uśmiechu szmacianej faworytce. Przystępuje do pracy i śpiewa:
- " Znałam Alę, miała lalę,/ co wciąż była chora, chora./
Żeby pomóc lali Ali,/ poszła Ala po doktora./Doktor wzdychał,
kręcił głową,/ kłaniał się do stóp:/ Panno Alu, lala Ali/ to już
trup, trup, trup"*.
- Nie! - wyje Lilia. - To nie tak!
Franciszka zwraca jej Konwalię.
- Już.
- Dlaczego ma teraz niebieskie usta?
- Bo za długo siedziała w wodzie i wargi jej zsiniały.
- A kiedy się ogrzeje?
- Już się nie ogrzeje.
- Franciszko!
- Trudno, nic na to nie poradzę - stwierdza trzeźwo Franciszka. - To ty oderwałaś jej pół twarzy. Ja ją tylko naprawiłam, to wszystko. Bez ust wygląda głupio. Niewdzięcznica z ciebie.
Lilia wbija wzrok w Konwalię.
- Dziękuję ci Franciszko - szepcze.
- Masz szczęście, że się nie utopiła.
Lilia odnajduje w sobie miejsce, w którym miłość odkrywa, że Szmaciana Konwalia jest teraz jeszcze bardziej kochana niż kiedykolwiek dotąd. Głaszcze toporną lalkę, uspokaja, tymczasem Franciszka bawi się niesfornym kosmykiem włosów.
- Lilio - zaczyna przyjacielskim tonem, jakby chciała jej zdradzić ważną tajemnicę. - Wiesz, co jest w baraku tatusia? Bimbrownia. Bimbrownia i szwalnia ogonów. Tatuś pędzi bimber i szyje ogony.
- Nieprawda. On szyje buty.
- Tak? To dlaczego bimber nazywają samogonem? Bo pędzi się go szyjąc same ogony.
- Zmyślasz.
- Nic nie zmyślam. A ja jestem alkoholiczką, wiesz? Odkąd skończyłam sześć lat. Tylko nic nie mów Mercedes. Zaczęłam pić w dniu, kiedy się urodziłaś, i od tamtej pory codziennie ukradkiem popijam. Teraz też jestem pijana.
Lilia nie lubi, kiedy w oczach siostry zaczynają skrzyć się zielone iskierki. To pierwszy znak: Franciszka zaraz powie coś niedobrego.
- Nieprawda, nie jesteś. Poczułabym zapach.
- Ten bimber jest tak czysty, że nie ma żadnego zapachu. - Franciszka zmienia głos: umie przemawiać spokojnie i poważnie zarazem. Jest jak lekarz, mówi samą prawdę. - Obawiam się, że trzeba będzie ściąć jej głowę, szanowna pani Kowalska.
- Tatuś by ci nie pozwolił.
- To właśnie tatuś Jakub daje mi bimber. Jestem jego kiperem.
- To nieprawda, sama go o to spytam.
- Bardzo go zranisz, Lilio. Tatuś pędzi samogon tylko po to, żebyśmy mogli dostatnio żyć. A ja muszę mu pomagać. Szkoda, że wpadłam w nałóg, ale cóż, poświęciłam się dla ciebie i Mercedes. Pomyśl tylko: co by się stało, gdyby nie było nas stać na lekarza? Obcięliby ci nogę.
Lilia wybucha płaczem.
- Franciszko, ja nie chcę, żebyś była alkoholiczką. - Płyną łzy, ze smutku piecze ją w gardle. - Poproszę tatusia, żeby już nie dawał ci bimbru.
- Nie płacz, nie trzeba. Co mi tam, zawsze wiedziałam, że umrę młodo.
- Nieee! - Lilia ukrywa twarz w dłoniach, łzy przeciekają jej przez palce.
Franciszka powoli obejmuje ją i zaczyna łagodnie kołysać.
- Tatuś nie jest złym człowiekiem, Lilio. Tatuś bardzo nas kocha.
Zamyka oczy i chłonie ciepły smutek siostry. Smutek rozchodzi się po jej wąskiej piersi niczym lekarstwo i ogarnia ją bezcenny spokój. Kochana Lilia. Franciszka oddycha głęboko, jej twarz się wypogadza i jest teraz gładka jak twarz młodej dziewczyny.
- Franciszko, Lilio, gdzie jesteście? - obiad na stole...
Mercedes nie lubi podnosić głosu. wszystko to, co jest warte powiedzenia, warto powiedzieć cywilizowanym tonem. Co oznacza, że Mercedes musi często wspinać się po schodach.
Jej jasnobrązowe warkocze są starannie upięte w koszyczek na karku. Stójkę bluzki ozdobiła kameą, ma na sobie spódnicę z niebieskiej serży, która sięga piętnaście centymetrów za kolana. Skromność przede wszystkim. Jest szczupła, zawsze dba o postawę i wygląd. Ma dwanaście lat, niedługo skończy czterdzieści. Po śmierci siostry Katarzyny, przybyło jej pół wieku.
  Temat: Triolet upominawczy
Pola

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 820

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2018-02-03, 09:55   Temat: Triolet upominawczy
Bardzo dobre przesłanie :yes:
Pozdrawiam...
  Temat: Jeszcze pożyjecie w naszej pamięci
Pola

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1597

PostForum: PROZA   Wysłany: 2018-02-03, 09:41   Temat: Jeszcze pożyjecie w naszej pamięci
Danusia,
Elunia,
Gelsi,
Antosia,

Dziękuję za gratulacje :) :) :)
  Temat: gdzie jesteś
Pola

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 1879

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2018-02-03, 09:36   Temat: gdzie jesteś
Gratulacje, Danusia. Ja też głosowałam na ten wiersz, bo bardzo mi się podoba.
Pozdrawiam :D
  Temat: Pokusa
Pola

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 1525

PostForum: PUBLICYSTYKA   Wysłany: 2018-02-02, 08:06   Temat: Pokusa
Danusia, Elunia - dziękuję za gratulacje :yes:
  Temat: POWSTANIE WARSZAWSKIE
Pola

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1936

PostForum: PUBLICYSTYKA   Wysłany: 2018-02-02, 08:04   Temat: POWSTANIE WARSZAWSKIE
Marku, gratuluję najlepszej publicystyki :D
  Temat: Prawdziwi mężczyźni nie piją drinków
Pola

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1573

PostForum: Górna półka RINGU   Wysłany: 2018-01-23, 09:08   Temat: Prawdziwi mężczyźni nie piją drinków
ag, gratuluję ZŁOTEJ PIETRUCHY :yes:
 
Strona 1 z 223
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group