Limerykowym Królem została Antonella


Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

W konkursie o Złotą Pietruchę w temacie PIKNIK wygrał utwór
Taki piknik to ino roz autor - elafel

Zapraszamy do konkursu na wiersz tematyczny
lato



Znalezionych wyników: 1935
PISZEMY.PL - Portal literacki i edukacyjny Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: myśli jak ptaki
bodek

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 154

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-21, 11:19   Temat: myśli jak ptaki
tak jak w piosence Jarosława Chojnackiego "nie wracajmy jeszcze na ziemie". podobaś, pozdrawiam
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-19, 17:00   Temat: rocznik '66
witaj Dany, wilki skundliły się dopiero na szczycie lub przy korycie:)
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-19, 07:59   Temat: rocznik '66
to witam w klubie Tosiu, ja też już nie kumam:(
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-19, 06:46   Temat: rocznik '66
witaj komisarz, wersja robocza pewnie jeszcze przejdzie metamorfozę. pozdrawiam:)
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-17, 10:34   Temat: rocznik '66
dzięki Tosiu, pozdrawiam:)

[ Dodano: 2019-07-17, 10:36 ]
witaj spirytysta, niestety niektórzy nie słuchają pieśni barda do końca:(
  Temat: *** (bo stoję... )
bodek

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 487

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-16, 13:20   Temat: *** (bo stoję... )
mocny ale prawdziwy, pozdrawiam")
  Temat: Alicja w krainie czarów
bodek

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1039

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-16, 08:28   Temat: Alicja w krainie czarów
życiowy wiersz, mocny. podobaś
  Temat: prawo wyboru
bodek

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1609

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-07-16, 08:26   Temat: prawo wyboru
dzięki Eluniu, pozdrawiam:)
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-15, 21:38   Temat: rocznik '66
dzięki Elu, niestety, ile zostało z czasów euforii po obaleniu komuny?
  Temat: rocznik '66
bodek

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 391

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-15, 20:54   Temat: rocznik '66
Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...


[J. Kaczmarski, mury]

w dzieciństwie chodziłem w pierwszomajowym pochodzie
z kwiatami i biało czerwoną chorągiewką

po dorastaniu pozostał mi bunt
ślady na plecach po szturmówkach
zomowców z Placu Komuny Paryskiej

spod sztandaru „ W Służbie Ojczyźnie”
wyniosłem naderwane mięśnie zwyrodniałe stawy
poparzone ciało zryty beret puste kieszenie

runęły mury
wzniesiono nowe wyższe
po naszych karkach weszły na szczyty
farbowane lisy hieny szakale

dziś znowu obława
na czele zaś

skundlone wilki w diamentowych obrożach
gorsze od wściekłych psów
czerwonych rzeźników
  Temat: Ucieczka
bodek

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 256

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-12, 21:23   Temat: Ucieczka
dzięki tcz, pozdrawiam:)
  Temat: Ucieczka
bodek

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 256

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-12, 11:49   Temat: Ucieczka
dzięki Tosiu, pozdrawiam:)
  Temat: powrót po dotyk
bodek

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 451

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-09, 08:55   Temat: powrót po dotyk
fajny erotyk:)
  Temat: Ucieczka
bodek

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 256

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-07-08, 17:08   Temat: Ucieczka
Ucieczka
Zbliżała się godzina przyjazdu autobusu. Bogdan stał na przodzie grupki oczekujących ludzi. Punktualnie podjechał prawie nowiutki Autosan. Chłopiec pamiętał, że gdy pierwszym razem jechał do dziadków, podróżował Jelczem tzw. ogórkiem. Teraz popychany przez pozostałych podróżnych wsiadł do autobusu i podszedł do kierowcy.
– Poproszę ulgowy do Krasińca– Powiedział.
– A nie za młody jesteś, żeby podróżować sam?- Zapytał kierowca.
– Rodzice w pracy, a babcia zachorowała. – Skłamał.
Wziął bilet i żeby nie rzucać się w oczy wścibskiemu kierowcy poszedł na sam tył autobusu. Za nim wyjechali z Warszawy prawie wszystkie miejsca były zajęte. Obok Bogdana rozsiadła się grupa dorastającej młodzieży. Czterech chłopców i dziewczyna. Oni już pod wąsem, ona z mocnym makijażem. Żuli gumy balonowe i rozmawiali podniesionymi głosami. Gdy autobus minął Legionowo, wyjęli z plecaka piwo królewskie w baryłkach i zaczęli pić. Robili to z przyczajki, żeby kierowca zbytnio się nie czepiał. Częstowali też Bogdana, ale powiedział, że bierze leki. Skłamał żeby nie przyznać się do tego, że jeszcze nie próbował alkoholu. Potem przestał dla nich istnieć, zajęli się własnym światem. Chłopiec zamyślił się. Musiał zmontować jakąś bajkę dla dziadków.
Pułtusk, pierwszy dłuższy przystanek. Bogdan szybko pobiegł na dworzec do toalety. Wracając, zdążył napić się wody z sokiem z saturatora. Opróżniony pęcherz i ugaszone pragnienie wpłynęło na niego kojąco. Po chwili już kimał oparty głową o okno. Obudził się dopiero w Makowie Mazowieckim, znowu szybko wyskoczył na dworzec za potrzebą. Po powrocie, usiadł na pierwszym wolnym miejscu. Nie chciał przegapić swojego przystanku. Gdy autobus minął Bramurę Szlasy, w dali zamajaczył wysoki komin cukrowni. Zarzucił plecak na ramię i przyszykował się do wyjścia. Kierowca zjechał na pobocze i zatrzymał się.
– Do widzenia, miłego dnia – Pożegnał się chłopiec.
- Trzymaj się mały, życz babci zdrowia – Odpowiedział kierowca.
Bogdan przeszedł na drugą stronę drogi. Minął olbrzymi zbiornik na melasę i ruszył drogą do Krasnego. Obok biegł tor kolejki wąskotorowej, a całe pobocze wysadzone było drzewami morwowymi. Zapuszczony mały dworek po prawej pamiętał lepsze czasy, gościł nawet Elizę Orzeszkową. W Krasińcu też miał rodzinę, ale wujek Milewski był kierowcą w cukrowni i miał telefon. Nagły przyjazd chłopca mógł spowodować chęć skomunikowania z jego ojcem. Więc tylko poprawił szelki plecaka i ruszył przed siebie. Na razie panowała tu cisza i spokój, dopiero, gdy zaczynie się kampania buraczana, wszędzie pojawią się przyczepy z burakami cukrowymi. Teraz mógł bez przeszkód iść poboczem w kierunku zabytkowego kościoła w Krasnym. Sześć kilometrów po asfaltowej drodze nie sprawiło mu trudności. Na Krzyżówce skręcił w lewo, wszedł na podwórko z figurką matki boskiej. Mieszkali tu Kowalscy, rodzona siostra ojca z mężem i dwoma córkami. Zapukał do drzwi i nacisnął klamkę.
– Dobry wieczór – Zdążył powiedzieć i już utonął w ramionach ciotki.
– Boguś, dziecino, co tu robisz sam? – Zapytała.
– Rodzice mają przyjechać później – Skłamał.

– Pewnieś głodny, siadaj właśnie robię racuchy z jabłkami – Ciotka posadziła go na taborecie przy kuchennym stole pokrytym ceratą.
Zręcznie zdjęła pogrzebaczem fajerki, odsłaniając palenisko. Przegrzebała żar i dosypała węgla. Z haczyka nad kuchnią zdjęła olbrzymią patelnię. Otworzyła stary kredens wyjmując z niego miskę przykrytą lnianą bieżnikiem. Uniósł się zapach rozczynionego ciasta. Na patelnie wrzuciła najpierw łyżkę smalcu zaczerpniętego z kamiennego naczynia. Gdy już temperatura była wystarczająca, zaczęła wylewać ciasto i formować placuszki
– W salaterce masz konfiturę z wiśni, możesz smarować – Powiedziała stawiając przed nim talerz pełen pachnących placków.
Dla samych tych smakołyków warto było przyjechać. Po trzeciej dokładce i wypiciu kwarty świeżego mleka, chłopiec rozsiadł się na taborecie i popuścił pasek.
– Dziękuję, nie dam rady wcisnąć już nawet okruszka. Muszę jeszcze przed wieczorem dojść do Wężewa.– Boguś uśmiechnął się do ciotki, cmoknął ją w policzek i zaczął powoli się zbierać.
– Jak poczekasz na wujka, to cię odwiezie– Rzuciła za nim kobieta.
Jazda wozem zaprzężonym w koniki była pociągająca, ale nie chciał czekać. Pomachał tylko na do widzenia i ruszył asfaltówką w kierunku wsi swoich dziadków. Po obu stronach szosy ciągnęły się rowy melioracyjne. Po lewej kawałek lasu, po prawej pola. Gałęzie drzew rosnących na poboczu tworzyły baldachim nad drogą. Po przejściu dwóch kilometrów, zamajaczyły na widnokręgu dwa budynki gospodarskie z drewna i murowany dom. To była tak zwana kolonia. Właściwa wieś była dopiero za następne dwa kilometry. Pierwsze wyczuły go psy. Zaczęły obszczekiwać obcego. Gospodarze podchodzili do bram i furtek, wpatrywali się w twarz przybysza, oczekiwali powitania. Boguś grzecznie mówił wszystkim dzień dobry. Większość tych ludzi to jego bliższą lub dalszą, albo jak to mówiła babcia „piąta woda po kisielu”. Trochę śmiesznie wyglądali, gdy tak wisieli na sztachetach płotów. Ale była to jedna z niewielu uciech, jaką mieli, obserwacja. Pod ciekawskimi spojrzeniami, doszedł do dużego metalowego krzyża stojącego przy domu cioci Poli. Skręcił w prawo i już stał w opłotkach gospodarstwa dziadków. Po lewej stronie rósł sad. Z sześć gatunków jabłoni, cztery grusze, czereśnia, wiśnia i śliwki. Przy samym domu, babcia miała mały warzywniak i kwietnik. Na tle drewnianego ganeczku, rosły różnokolorowe malwy. Na progu sieni stał już dziadek, sprawdzający, na kogo szczeka pies.
– Boguś, to ty? Aleś wyrósł – Przywitał chłopca.
– Witaj dziadziusiu – Chłopiec przytulił się do wysuszonego ciała starzyka.
– Chodź do izby, babcia właśnie herbatkę z malinami zrobiła – Zagarnął chłopca ramieniem do środka.
– Chodź dziecino do babci–I już zamknęła go w ramionach.
– Kocham cię babciu– wyszeptał i wtulił się jeszcze bardziej.
Po chwili już siedział przy stole popijając herbatkę malinową i pogryzał ciasteczka cynamonowe z dużego metalowego pudełka.
Chłopiec rozejrzał się po izbie, nic nie zmieniło się od jego ostatniej wizyty. Przy wejściu stał piec na cztery paleniska. Z jednej strony miał dwie pary drzwiczek, jedne do dosypywania węgla, drugie do usuwania popiołu. Z drugiej strony były duże drzwiczki do komory służącej do pieczenia chleba. Większość kafli pieca śnieżyła biela, tylko dwa rzędy były zdobione jakimś dawnym motywem roślinnym. Po drugiej stronie wejścia stał biały kredens. Posiadał mnóstwo drzwiczek i szufladek. Następny mebel rzucający się w oczy to bardzo stara szafa. Gdzieniegdzie odłaziła z niej politura odsłaniając poczerniały dąb. Ściany ozdobione były kilimami i świętymi obrazami. To proste reprodukcje przedstawiały ostatnią wieczerzę, Józefa podczas pracy i anioła przeprowadzającego dwójkę dzieci przez dziurawą kładkę. Całość wyposażenia dopełniały dwa łoża, robione na zamówienie. Drewniane stelaże, a na nich materace wypchane słomą. Wszystko przykryte pierzynami, poduchami i ręcznie dziergane serwety. Po wypiciu herbaty, wyszedł z dziadkiem przed chatę. Od podwórza oddzielał ich płot. Przez szpary między sztachetami chłopiec widział całe zabudowania gospodarcze. Stajnia połączona z oborą była wymurowana z polnych kamieni. Dach pokryty eternitem. Chlewnia i drewutnia były zbudowane z drewna i pokryte słomianą strzechą. Najnowszą konstrukcją to parownik wymurowany z cegły. Całość zamykała stodoła z olbrzymimi wierzejami. Z drugiej izby otworzyły się drzwi i wyszła kobieta z dzieckiem na ręku, drugie chowało się za jej spódnicą.
– O, Boguś. Myślałam, że dopiero na wakacje przyjedziesz– Powiedziała Jagoda.
– Dobry wieczór ciociu, a gdzie wujek Jurek – Zapytał.
– A znowu gdzieś polazł, pewnie pije w Kaciubie w Krasnem– Odpowiedziała wyraźnie zdenerwowana.
– Krowy trzeba zaraz zagnać, pójdziesz – Wtrącił dziadek.
– Oczywiście, tylko nie wiem czy poradzę sobie z nalaniem wody do koryta – powiedział chłopiec patrząc na żurawia przy studni.
– Przyprowadź krowy, my nalejemy wody – Dziadek ruszył w kierunku furtki prowadzącej do wodopoju przy studni.
Chłopiec ruszył polną drogą, a raczej koleinami wyjeżdżonymi przez wóz. Z jednej strony rosły ziemniaki, z drugiej buraki. Na widnokręgu widać było łąki i pasące się bydło. Boguś ruszył biegiem uważając na doły i krowie placki. Na miejscu wyciągał po kolei pale. Na długich łańcuchach do nich przymocowanych spokojnie pasły się krowy. Gdy tylko zwierzęta poczuły swobodę grzecznie zaczęły truchtać w stronę zabudowań.
Studzienny żuraw skrzypiał jakby z wysiłku. A to przecież dziadek spracowanymi, ale jeszcze krzepkimi dłońmi wciskał kluczkę z wiadrem do studni. Głęboka była na osiem betonowych kręgów i zawsze pełna smakowitej zimnej wody. Olbrzymie koryto wydłubane w pniu drzewa było napełnione. Krowy piły długo i trzeba było jeszcze dwukrotnie dolewać do pełna. Potem w szeregu jak żołnierze trzoda pomaszerowała do obory. Jeszcze tylko w drzwiach odpiął im łańcuchy i przypiął do koryt pod ścianą. Kontrolę na oborą przejęły babcia z ciotką. Miały po wiadrze i zydelku. Zaczął się wieczorny udój.
– Jak chcesz się napić świeżego, to przynieś sobie kubek – Zachęcała babcia.
Przyniósł emaliowaną kwartę i po chwili pił ciepłe mleko z pianką.
– Tam w kredensie jest placek drożdżowy to se ukrój – Powiedziała nie przerywając rytmicznego uciskania wymion krowy.
Była w tym mistrzynią, chłopiec widział jak skierowała strumień mleka na sześć metrów trafiając do małego kubka.
Po napełnieniu wiadra, mleko przelewano do dwudziesto litrowej bańki. Przepuszczane było przez tetrową pieluchę. Całość wynoszono do piwniczki. Znajdowała się ona w ziemiance przy wejściu do sadu. Była w niej druga studnia służąca też za chłodnię. Przykryta drewnianą klapą miała drzwiczki zamykane na dużą kłódkę. Dziadek mawiał, że to zabezpieczenie przed wścibskimi dzieciakami. Na ścianach ziemianki były półki, a na nich przetwory wszelkiego rodzaju. W najdalszym kącie stał kojec zbity z grubych desek. Zawsze pełny trocin i brył lodu. To starożytna lodówka niepotrzebująca zasilania prądem. Ze względu na te wszystkie skarby babcia zamykała piwniczkę na zamek z poprzedniej epoki. Klucz był olbrzymi i wisiał poza zasięgiem dzieci nad kuchnią.
– Umyj się i do łóżka spać – Zawołała babcia.
Mimo że dopiero była dwudziesta Boguś nie dyskutował. Zmęczony i senny. Przeżycia i świeże wiejskie powietrze wyczerpało jego siły witalne. W dużej miednicy na stojaku stała wlana ciepła woda z czajnika. Wziął mydło, namydlił twarz i ręce. Potem obficie spłukał wodą. Jedno łóżko już było przygotowane do spania. Szybko rozebrał się i w samych slipach wskoczył pod pierzynę.
– Śpij, opowiesz jutro, co ci się przyśniło – powiedziała babcia okrywając go dokładnie, potem pogłaskała go jeszcze go głowie i pocałowało w policzek.
– Dobranoc, kocham cię babciu – Powiedział sennie chłopiec i przytulił się do poduszki.
Dziadek poprawił się na krześle, dopił herbatkę ze szklanki. Wsparł się na lasce i przygarbiony zamyślił się.
– Jak Wala myślisz? Co tam znowu się stało?– Zapytał.
– Wiesz Janku, że byłam przeciwna temu małżeństwu. Ale Adela ma swój rozum– Odpowiedziała i zrzuciła grubą chustę na plecy – Chodź idziemy na drogę, widzę, że kumoszki czekają.
Chłopiec czuł się tu bezpiecznie. Z dala od miejskiego zgiełku i ojca. Mimo iż stary drewniany dom jakby ożywał w nocy, skrzypiał piszczał i wibrował, to usypiał go. Po chwili już śnił, że kąpie się w Węgierce. W małej rzeczce, przy stawidłach młyna w Bogatym.
Wala z Jankiem po godzinie plotkowania z sąsiadami, siedzenia przy opłotkach na stojaku gdzie rano wystawiano bańki, zastanawiali się czy iść już do domu.
– A może zadzwonimy od Poli do Warszawy? – Zapytał dziadek.
– Tak po nocy dzwonić, lepiej jutro rano jak Andrzej będzie w pracy – Stwierdziła babcia.
W nocy obudziły ich rumor w sieni a potem krzyki w drugiej izbie. Dziadek w koszuli nocnej i szlafmycy, podpierając się laską pokuśtykał do źródła hałasu. Gdy Bogdan dotarł do drugiej izby, zobaczył niesamowicie umorusanego wujka Jurka leżącego przy piecu. Na głowie miał ranę, z której ciekła krew. Nad nim stała ciotka z szufelką od węgla i nadawała w takim tępię kurpiowska gwarą, że nie sposób było ją zrozumieć. Na pewno nie było to przyjazne ani miłe dla wujka. Babcia pochyliła się na Jurkiem, zmywakiem przetarła ranę na głowie.
– Nic mu nie będzie, ma mocny łeb. Szkoda, że nie do wódki – Powiedziała – Boguś, przynieś bandaż i spirytus salicylowy z kredensu.
Chłopiec szybko pobiegł i przyniósł potrzebne rzeczy. Starsza pani z widoczną wprawą przemyła ranę i założyła opatrunek. Wujaszek zaczął dawać znaki życia, gdy spirytus dotarł przeniknął do rany. Coś mamrotał i wygrażał ciotce, ale nie był wstanie nawet wstać.
– Jagoda, podłóż mu coś pod głowę i przykryj kocem. Rano mu zrobisz burę, teraz i tak nic do niego nie dociera – wydała polecenie ciotce – Idziemy spać, rano mamy dużo pracy.
O piątej rano wozak zbierał bańki z mlekiem i zawoził do mleczarni. Czyli o czwartej trzydzieści gotowa przesyłka musiała stać na stojaku przy drodze. Bańki oznakowane inicjałami gospodarza i numerem posesji. Co jakiś czas przy zwrocie opróżnionych opakowań dodawano masło. Dobre gospodarstwa były samowystarczalne. Wszystko zależało od zaradności gospodyni. Ze sklepu GS kupowały rzadko, kiedy, a jeśli już to rzeczy, których same nie potrafiły zrobić. No chyba, że były żniwa lub wykopki i normalnie nie miały na to czasu. Tym razem Boguś został wysłany po chleb i konserwy. We wsi ze wszystkich zabudowań były dwa najważniejsze budynki. Strażnica OSP z remizą i sklep GS z klubokawiarnią. Druhowie mieli Stara z motopompą i sporo wyjazdów w okresie letnim. W remizie odbywały się zebrania i imprezy koła gospodyń wiejskich oraz zabawy wiejskie. Sklep to już całkiem inna bajka. Po wejściu nos był atakowany taką ilością zapachów, że aż zatykało. Mieszały się aromaty landrynek, świeżego chleba, a z drugiej strony nafty i mydła.
– Dzień doby– Chłopiec przywitał się w progu drzwi.
– A dzień dobry Bogusiu. Co babcia wysłała po zakupy?– Zapytała z uśmiechem ciocia Wandzia.
– Tak, mam wziąć chleb i konserwy – Boguś odwzajemnił uśmiech.
– Proszę bardzo, dwa bochenki chłopskiego i cztery paprykarze szczecińskie – mówiła i pakowała do lnianej torby podanej przez chłopca.
Chłopiec chłonął widoki sklepu, jakże innego niż w Warszawie. Była duża waga z odważnikami do gabarytowych towarów i miała z szalami takimi jak Temida trzymała przy sądach. W szklanych słojach widać było różnokolorowe cukierki. Wyroby czekoladopodobne i oszukana chałwa. Oranżada w proszku i cukrowane galaretki. No i lizaki, różnej wielkości i koloru. Wszystko, co dzieci lubią najbardziej.
– Weź sobie landrynkę na drogę – Powiedziała sprzedawczyni widząc rozmarzonego chłopca.
– Mogę tą białą?– Zapytał.
– Tak, a to przesyłka od Balcerzaków z Mosak – dodała kobieta i przekazała siatkę z zawiniątkiem.
Gdy Boguś odwinął róg zatłuszczonej gazety, zapach kaszanki i salcesonu powędrował przez nos prosto do jego brzucha i zaburczał.
– Dasz radę, trochę ciężkie? – Zapytała z troską.
– Tak, nie jest tak daleko – odpowiedział i wyszedł ze sklepu.
Drogę powrotną pokonał prawie biegiem, tak bardzo chciał spróbować kaszanki. Już skręcał w opłotki, gdy kątem oka zauważył samochód na podwórzu u cioci Poli. Był zagraniczny i miał dziwną rejestrację. Zaczął czujnie się rozglądać, ale było za późno. Furtkę otworzyła zapłakana mama.
– Jak mogłeś mi to zrobić? Odchodziłam od zmysłów, myślałam, że coś ci się stało. Milicja już wszczęła poszukiwania, przesłuchiwała twoich kolegów ze szkoły i podwórka – Szlochając mówiła, z przerwami na otarcie łez chusteczką.
– A ojca nie zapytali? Pewnie spokojnie poszedł do pracy – Zapytał Boguś.
– Dobrze, że Dragan zechciał przyjechać a ambasador Jugosławii dał mu samochód i wolne – przerwała –pędził tu jak wariat, dobrze, że milicji nie wolno zatrzymywać samochodów CC.
– Ale ja nie chcę wracać, zostanę i będę pomagać dziadkowi w gospodarstwie – Zaoponował, gdy zaczęła go ciągnąć za rękę w kierunku samochodu.
– Jak na razie to musisz zameldować się na komisariacie w Warszawie – Powiedziała wpychając go do samochodu.
Zdążył tylko pomachać dziadkom przez tylną szybę auta i pomknęli do domu.


[ Dodano: 2019-07-10, 15:04 ]
zgodnie z obietnicą dalsze przygody Bogusia:)
  Temat: aresztowany rzutnik
bodek

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 553

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-07-01, 06:17   Temat: aresztowany rzutnik
dzięki Danusiu, pozdrawiam:)
  Temat: prawo wyboru
bodek

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1609

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-06-21, 23:01   Temat: prawo wyboru
dzięki Rafał, pozdrawiam:)
  Temat: nie przespać lata
bodek

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 613

PostForum: Wersje robocze   Wysłany: 2019-06-19, 19:30   Temat: nie przespać lata
tak, wyrwać się z betonowej dżungli i wyciszyć się w ostoji:)
  Temat: Szaman z blokowiska
bodek

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 736

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-06-19, 06:31   Temat: Szaman z blokowiska
dzięki Eluniu, pozdrawiam:)
  Temat: w myślach, słowach i sercu
bodek

Odpowiedzi: 16
Wyświetleń: 1294

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-06-19, 06:31   Temat: w myślach, słowach i sercu
dzięki Eluniu, pozdrawiam:)
  Temat: prawo wyboru
bodek

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1609

PostForum: POEZJA   Wysłany: 2019-06-17, 17:35   Temat: prawo wyboru
miło mi Tosiu, pozdrawiam:)
 
Strona 1 z 97
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group