Wierszem Miesiąca został utwór nieprawdziwy - Autsajder1303

Zapraszamy do głosowania o Złotą Pietruchę w temacie - "nietrafiony prezent"

Święte krowy populizmu

Krótkie utwory dziennikarskie.


Moderator: Redakcja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Owsianko
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 745
Rejestracja: 15 września 2010, 00:13
Lokalizacja: Bydgoszcz
Brązowych Pietruch: 1
Najlepsza proza: 3
Najciekawsza publicystyka: 5

Święte krowy populizmu

Post autor: Owsianko »

Wynalezienie prasy w XVIII wieku spowodowało, że przekazywanie informacji stało się szybsze niż dostarczanie jej przy pomocy umyślnego. Jednak odkąd nastąpiły takie frajdy, jak telewizja, radio, zaś jeszcze później – Facebook, zaczęło się zbiorowe narzekanie na podejrzaną jakość i standaryzację pomyłek.

Mowa tu o źródłach, od których można by oczekiwać rzetelności w podawaniu wyłącznie sprawdzonych faktów. Można by, ale nie idzie, gdyż nadaremnie alarmują językoznawcy, iż niektórzy (na szczęście wciąż nieliczni), dzisiejsi żurnaliści używają niewielu słów, piszą niegramatycznie, łamaną anglopolszczyzną, a ich teksty nie są poddawane weryfikacji.

Mowa tu nie o plotkarskich magazynach zajmujących się newsami o tym, kto z kim żyje i jak pięknie mu się nie powodzi. O śmietnikowych periodykach rozsiewających niedyskretne i mało subtelne rozważania o rozwodach, zdradach i skandalach. Od takich, nastawionych na podglądanie cudzych niepowodzeń, oczekiwać powściągliwości, nie sposób; obowiązują w nich żelazne zasady polegające na ich braku.
*
Poważne przekaźniki unieważniły swoją dotychczasową rzetelność: zaraziły się od plotkarskich magazynów i przejęły ich nawyki, a miast podwyższyć poziom swoich usług, obniżyły loty wprowadzając do sprawdzonych wiadomości – sprawozdania prosto z magla.

Wnet lube plotki i wszeteczne poliszynele jęły się rozprzestrzeniać po gumnach i strzechach, a zasłyszane zwierzenia zajęły miejsce publicznych widowisk z szubienicznikami w roli głównej. Barbarzyńskie imprezy i pikniki z atrakcjami w postaci łamania kołem, ćwiartowania i włóczenia flaków po ulicach, zastąpiono łagodniejszymi formami okrucieństwa: publiczną wiwisekcją cudzych życiorysów.

*
Pod pozorem troski o szarego obywatela, do informacyjnego repertuaru weszły obwąchiwania i ujeżdżania po losie tych, co tego nie chcą, a dziennikarskie zainteresowania wzbogaciły się o donosy, posądzenia i szukania potencjalnych dziur w moście.

Zazwyczaj prywatne, przeważnie intymne, namiętnie drastyczne i z nutą pikanterii, ujawniane tajemnice małżeńskiej alkowy, niemiłosiernie pączkują. Wywlekane na publiczną arenę, poddawane obleśnym i podłym komentarzom, zawierają informacje oparte o pogłoski, informacje niezupełne i rozmydlone, bo zmontowane z mgły uważanej za pewnik.
*
Patrzyłem na rozmigotaną daremność reklam. Wepchnął mi się we wzrok i zgwałcił pozostałe zmysły widok przyprawy maczanej w egzotyce. Rozbrzmiał sceniczny szept zachęty do kupowania proszku lepszego od gorszego i tańszego niż droższy, bo za bezpłatną cenę.

Podeszła mi do gardła poezja golarki wyrywającej intymne owłosienie razem z czapką. Zostałem dopieszczony wokalizą faceta wyznającego mi, że odkąd został szczęśliwym posiadaczem smarowidła na hemoroidy, poznikały mu wszelkie utrapienia i teraz krótko a wydajnie siedzi na sraczu.

Kolejna reklama poinformowała mnie, gdzie za tanie pieniądze mogę nabyć całkiem sympatyczną trumienkę. Za chwilę wyskoczył z pudełka przedstawiciel ZUS i poradził, jak mam dożyć do wizyty u lekarza ostatniego kontaktu.

Byłem przeganiany po mieszkaniu ścigającymi mnie bełkotami paniusi na Diecie — Cud, której udało się „schuść” sto kilo przez dwa dni bez traumatycznego przerywania obżarstwa. Oglądałem umięśnionego ciapciaka w złotych cynglach, który namawiał mnie na zaciąganie kredytów i ze spokojem uczciwego oszusta twierdził, że im więcej kupię za darmo, tym mniej wydam na psychiatrę.
*

Zbliżał się koniec puszczania reklam, toteż, ze zziajaną ulgą, zabrałem się za słuchanie wiadomości. A tam, chcąc nie chcąc, uczestniczyłem w nieustającym festiwalu nieszczęść, zbiorowych masakr i pojedynczych dramatów. Z ekranu na powierzchnię zdarzeń wyskakiwały co rusz, to świeższe klęski. Jak nie susza, to powódź, jak nie klęska urodzaju, to oberwanie chmury. Tragedia goniła tragedię. Mnożyły się relacje z wrednego traktowania ludzi o ideologicznym pochodzeniu, a po moim przerażeniu frygały rozwrzeszczane sprawozdania z jazdy wariata środkiem zatłoczonego sklepu. Docierały do mnie selfiki z tłuczenia dziewczyny w tramwaju pełnego klaszczących pasażerów.

Takie zachowanie jest rezultatem celowego nakłaniania do zła. Codziennego budowania międzyludzkich przepaści. Napuszania na siebie i metodycznego sączenia jadowitych myśli. Odnosiłem wrażenie, jakby cały naród błagał dziennikarzy o dostarczenie mu bodaj maciupeńkiej katastrofy. Jakby na kolanach prosił o zbawczy łyk codziennej porcji tragedii. Czułem się wtedy niczym wnuczek oskubany przez babcię.

Zrozumiałem wówczas, że między reklamami, a programem informacyjnym, nie ma różnicy, ponieważ tak jedna, jak druga audycja, bombarduje bzdurą i prowadzi donikąd. Tak jedna, jak druga, uzależnia, niczym narkotyk serwowany bez przerwy. Sprawia, że po większej dawce przestajemy uważać ją za zło, a zaczynamy traktować jako normę.

Ps.
Tak sobie mniemam, że politycy nie powinni wtrącać się do radia telewizji czy prasy i mieć wpływ na niezależność dziennikarzy. Mniemam tak sobie, lecz patrząc na realia, zaczynam wierzyć, iż są to miarkowania utopisty, bo media tylko wtedy będą obiektywne, gdy zostaną powierzone fachowcom.
Myślę też o tym, że wymaganie od durnia taktu, logiki, subtelności, lub powściągnięcia niewyparzonej gęby, sensu za grosz nie ma. Tak, jak oczekiwanie od prezydenta, że będzie znał prawo i zacznie rozumieć, na czym polega niezależność bez smyczy.
*
Wyznam w zaufaniu: nie znoszę chodzić na pasku. Lubię natomiast przebywać we własnych butach. Jestem wtedy szczęśliwy z tego, że nikt nie majstruje przy moich poglądach i nie wywiera na mnie presji. Jestem zadowolony, gdyż mam wówczas w sobie sporą dawkę nadziei, że głupota pójdzie wreszcie do diabła.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2024, 11:31 przez Owsianko, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Gelsomina
Autor/ka z pewnym stażem...
Posty: 6146
Rejestracja: 17 lipca 2014, 01:15
Złotych Pietruch: 3
Srebrnych Pietruch: 4
Brązowych Pietruch: 1
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 2
Kryształowych Dyń: 1
Honorowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 0

Re: Przyzwyczajenie

Post autor: Gelsomina »

Jedyne wyjście to nie oglądać, choć bez tego ten tekst by nie powstał.
🍀
Awatar użytkownika
elafel
Młodszy administrator
Posty: 18384
Rejestracja: 16 listopada 2007, 20:56
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 15
Srebrnych Pietruch: 17
Brązowych Pietruch: 22
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 2
Kryształowych Dyń: 3
Wierszy miesiąca: 15
Najlepsza proza: 7
Najciekawsza publicystyka: 1

Re: Przyzwyczajenie

Post autor: elafel »

W czasie reklam, robię dla przykładu herbatę, a co do programów informacyjnych, należy je wysłuchać, a wnioski wyciągnąć samemu. Pranie mózgu już przeżyłam, teraz się nie daję.

Ela

Awatar użytkownika
Dany
Administrator
Posty: 20068
Rejestracja: 21 kwietnia 2011, 16:54
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 4
Srebrnych Pietruch: 10
Brązowych Pietruch: 11
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 24

Re: Przyzwyczajenie

Post autor: Dany »

Reklamy, to taki przerywnik w czasie ulubionej audycji. Z niektórych reklam można się pośmiać, inne wkurzają, ale jedno mogę powiedzieć, trwają stanowczo za długo.

ObrazekOczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.

Awatar użytkownika
Dany
Administrator
Posty: 20068
Rejestracja: 21 kwietnia 2011, 16:54
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 4
Srebrnych Pietruch: 10
Brązowych Pietruch: 11
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 24

Re: Święte krowy populizmu

Post autor: Dany »

Koniec miesiąca, utwór przenoszę do odpowiedniego działu, tam też można czytać, komentować i odpowiadać na komentarze.
Pozdrawiam :)

ObrazekOczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.

ODPOWIEDZ