Wierszem miesiąca I/2020 zostały dwa utwory:
Między kroplami autorstwa echo
niepowroty autorstwa lidiusza

Prozą roku 2019 zostały miniatury autorstwa Z. Antolskiego

Publicystyką roku 2019 został felieton Ku pamięci Kazimierza Niechody autorstwa - Tigerowa

---------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do głosowania na Wiersz Miesiąca II/2020 oraz do udziału w konkursie o Złotą Pietruchę w temacie - LIST

Śmierć pana Ostoi

Miniatury prozą i inne drobiazgi


Moderator: Redakcja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Śmierć pana Ostoi

Post autor: Z. Antolski »

Lucek, który jako pierwszy oprowadzał mnie po Grodzisku, pokazywał kościół i dzwonnicę, skończył szkołę i nie wiedział, co ze sobą robić. Jego ojciec nie miał pola, tylko jakiś mały kawałek ziemi. Wystarczało na hodowlę krówki i paru świnek.
Nagle coś w Lucka wstąpiło, nudził się swoją bezczynnością, rozpierała go energia. Pragnął przygód, nowych wrażeń. Nie mógł wysiedzieć w domu, więc zaczął uciekać w świat. Po prostu wsiadał w najbliższy pekaes i jechał, gdzie go oczy poniosły. Zatrudniał się przy pracach sezonowych, dorywczych, rozładunku węgla lub u jakiegoś sadownika przy zbieraniu owoców.
Pewnego lata załapał się na mały okręt, który płynął do Gdańska. Lucek pracował na nim jako palacz. Zarobione pieniądze przepił i pan Ostoja, chociaż słaby i schorowany, jechał po odbiór syna pociągiem i pekaesem aż na wybrzeże. Po powrocie matka urządziła marnotrawnemu synowi na podwórzu kąpiel w wielkiej drewniane balii. Następnie prała zabrudzone do niemożliwości ubranie. Bielizna była tak przeżarta pyłem węglowym, że wylądowała w gnojowicy.
Wtedy Lucka powołano do wojska. Wszyscy sądzili, że chłopak się ustatkował. Przyjechał na przepustkę z nowym, złotym zegarkiem radzieckim na ręku. Dostał go w nagrodę, za zajęcie pierwszego miejsca w biegu terenowym, w pełnym żołnierskim oporządzeniu. Odwiedził mnie i podarował mi swoje zdjęcie w mundurze w „deszczyk”, z kałasznikowem w rękach. Wiedział, że bawię się papierowymi żołnierzykami, ale zastrzegł ze śmiechem, że w moim wojsku on musi być co najmniej generałem.
Rodzice liczyli, że może pierworodny się wreszcie opamięta, jednak duma, z powodu sukcesów syna, szybko się skończyła. Wkrótce, niespodziewanie zwolniono Lucka przedwcześnie ze służby. Powodem było, że nie potrafił wykonywać rozkazów, a z warty uciekał do miasta, gdzie pił wódkę z przygodnymi znajomymi. Lekarze dopatrzyli się u niego zaburzeń psychicznych.
Za nic miał kary i areszty, chodził swoimi drogami, nie rozumiał, co to znaczy rozkaz i dyscyplina wojskowa. Bo też nie przymusem i nie rozkazem można było coś wskórać u niego, ale dobrym słowem i pochwałą. Robił się wtedy dziwnie miękki i gotów do wielkich wysiłków i poświęceń dla takiej osoby.

Wejście na szkolne wzgórze sprawiało staremu Ostoi trudność. Zanim wdrapał się na szczyt, przystawał albo przysiadał kilkakrotnie na stoku. Z wysiłkiem wciągał powietrze półotwartymi ustami. Mimo zakazów lekarzy był namiętnym palaczem papierosów sportów. Żadne inne mu tak nie smakowały. Owszem, częstowany zapalił, nigdy nie odmawiał, ale uważał, że to już nie to, co jego ukochany gatunek.
Matka Lucka pracowała jako woźna, a zarazem sprzątaczka w szkole. Do jej zadań należało pozamiatanie sześciu klas, wymycie oraz wypastowanie podłóg. A zimą, dodatkowo napalenie w trzech piecach kaflowych. Jeden piec, wmurowany w ścianę, ogrzewał dwie klasy, tylko pokój nauczycielski miał odrębne źródło ciepła. Swoją pracę zaczynała o godzinie szóstej rano, żeby o ósmej, kiedy zaczynały się zajęcia lekcyjne, było już ciepło. Wieczorami, zmęczona chciała odpocząć, więc w pracy zastępował ją mąż, przy pomocy syna.
Tradycją niepisaną było, że zimą, około godziny dziewiętnastej, przed zamiataniem klas zachodzili do nas na godzinkę, żeby pogadać. W kuchni zawsze czekało na Ostoję krzesło i popielniczka oraz ulubiony kubek na herbatę. Paląc jednego papierosa za drugim, pan Ostoja prezentował swój talent gawędziarski. Co jakiś czas zwracał się do syna mówiąc – Chodźwa, Lucku. A po chwili milczenia wyciągał z paczki kolejnego papierosa, ugniatał go w palcach i rozpoczynał nową opowieść. Bywało, że siedzieli tak prawie do północy, aż skończyła się paczka.
Przez całe życie wynajmował się do prac u bogatych gospodarzy. Przez pewien czas furmanił u księdza proboszcza. Pamiętał z tego okresu mnóstwo ciekawych opowieści. Oddychał z trudem, bywało, że nie mógł złapać powietrza. Zawsze w nieodłącznej czapce na głowie, której nigdy nie zdejmował (do kościoła nie chodził).
W ich domu, ku utrapieniu żony, śmierdziało zastarzałym dymem tytoniowym. Również firanki zżółkły, chociaż popielniczka opróżniana była na okrągło. Pan Ostoja miał tak długie włosy, które zaczesywał do góry, że opadały gęstą kaskadą w dół i zakrywały mu twarz. Pani woźna opowiadała mojej mamie, że rano Ostoja, po wstaniu z łóżka, najpierw zakłada czapkę i wtedy zapala papierosa. Dopiero po jego wypaleniu, myje się i je śniadanie.
Matka Lucka pochodziła z miasta, co podkreślała strojem i zachowaniem. Mówiła poprawną polszczyzną. Dbała o mieszczański wygląd mieszkania, wszędzie u niej leżały różne poduszeczki, firaneczki, makatki, serwetki i obrazki. A poza tym utrzymywała nieskazitelną czystość, dzięki swoim nadludzkim wprost wysiłkom. Jej mąż był pod tym względem raczej abnegatem, choć pękał z dumy, że ma żonę „miastową”.
Miał swoje ulubione powiedzenie: „Dłużej pichaca niż wirzgaca”. Co oznaczało że czasem człowiek słaby, który ledwo dycha, przetrzyma osiłka. Rzeczywiście przeżył kilku swoich rówieśników, nie wspominając o młodszych, których wykończyły choroby. Ale i on zmarł nagle na serce. Chodziłem na jego grób razem z Luckiem i długo staliśmy nad nim w milczeniu. Razem ze śmiercią pana Ostoi kończyła się w moim życiu epoka dzieciństwa.
Podczas mojego ostatniego lata na wsi, przyszedł Lucek, żeby się pożegnać. Były wakacje. Siedzieliśmy w jednej z klas, w pustej szkole. Lucek opowiadał, jak się żyje w mieście. Obiecywał, że mnie kiedyś odwiedzi. Graliśmy w w cymbergaja, za pomocą monet i grzebyków. Bramki Lucek wyrył scyzorykiem na pulpicie ławki. Przekonywał mnie, że w mieście wszyscy chłopcy w to grają. Gdzieś tam, za pelargoniami, za zakurzonymi szybami, przez które wdzierały się promienie słoneczne, toczyło się życie. Rozpierała nas energia i wesołość.

Ostatnio zmieniony 23 marca 2020, 08:08 przez Z. Antolski, łącznie zmieniany 54 razy.
jaceksenior
Autor/ka z pewnym stażem...
Posty: 1168
Rejestracja: 05 maja 2012, 18:45
Lokalizacja: Działoszyn
Złotych Pietruch: 5
Srebrnych Pietruch: 3
Brązowych Pietruch: 5

Post autor: jaceksenior »

Kolejna , ciekawa odsłona tamtych lat :). Pozdrawiam :)

jaceksenior

Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dziękuję Jacku i pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
elafel
Młodszy administrator
Posty: 14717
Rejestracja: 16 listopada 2007, 20:56
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 10
Srebrnych Pietruch: 11
Brązowych Pietruch: 11
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 2
Wierszy miesiąca: 13
Najlepsza proza: 7
Najciekawsza publicystyka: 1

Post autor: elafel »

Potrafisz ciekawie opowiadać. Lubię te opowieści.

Ela

Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dzięki Elu :)
Awatar użytkownika
Gelsomina
Autor/ka zasłużony/a
Posty: 6101
Rejestracja: 17 lipca 2014, 01:15
Lokalizacja: Łódź
Złotych Pietruch: 4
Srebrnych Pietruch: 7
Brązowych Pietruch: 8
Kryształowych Dyń: 1
Honorowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 5
Najlepsza proza: 8

Post autor: Gelsomina »

Z. Antolski pisze:Jego ojciec nie miał pola, tylko jakiś mały kawałek. Wystarczało na hodowlę krówki i paru świnek. Nagle coś w Lucka wstąpiło zaczął uciekać w świat. Chyba diabła miał za skórą, jak mówili ludzie. Trudno jego wyczyny nazywać „ucieczką”, po prostu wsiadał w najbliższy pekaes i jechał, gdzie go oczy poniosły.
jakiś mały kawałek* - jednak napisałabym czego, np. ziemi, podwórka... Miejsca wystarczało na hodowlę...
To zdanie - Nagle coś w Lucka... - jakoś tak wyskoczyło nagle ;) po tych zwierzątkach. Chyba najpierw wstawiłabym to zdanie o luckowym nudzeniu się.
Z. Antolski pisze:marnotrawnego syna pociągiem i pekaesem aż na wybrzeże. Po powrocie matka urządziła marnotrawnemu synowi
drugiego marnotrawnego moim zdaniem lepiej zastąpić innym określeniem.
Z. Antolski pisze:Wydawało się wszystkim, że Lucek się ustatkował.
Może wszyscy sądzili*, aby pozbyć się zaimka zwrotnego.
Z. Antolski pisze:Wiedział, że bawię się papierowymi żołnierzykami, ale zastrzegał się ze śmiechem,
zastrzegł* bez się.
Z. Antolski pisze:Stary Ostoja liczył, że może pierworodny się wreszcie opamięta, jednak duma rodzicielska szybko się skończyła.
wreszcie się opamięta* Dalsza część zdania do przemyślenia.
Z. Antolski pisze:Bo też nie przymusem i nie rozkazem można było coś wskórać u niego, ale dobrym słowem i pochwałą. Robił się wtedy dziwnie miękki i gotów był nawet do wielkich wysiłków i poświęceń dla takiej osoby, która umiała mu trafić do przekonania za pomocą dobrego słowa, a czasem pochlebstw i czułych słówek.
Powtórka z tymi dobrymi słowami.
(...)dobrym słowem, pochwałą, a nawet pochlebstwem. (...) i poświęceń dla osoby, która umiała mu trafić do przekonania w taki właśnie sposób.
Z. Antolski pisze: papierosów sport.
Sport* tak mi się wydaje :)
Z. Antolski pisze:więc w pracy sprzątania szkoły zastępował
chyba po prostu w sprzątaniu.
Nad fragmentem o ciągłym noszeniu czapki przez pana Ostoję, o paleniu i utrzymywaniu czystości przez panią Ostojową, moim zdaniem warto popracować.
Pod koniec opowieści jedno zdanie do odsiękowania.

Opowieść bardzo ciekawa, jak zwykle wszystko sobie wyobraziłam i polubiłam bohaterów, których już wcześniej miałam okazję poznać :)
Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia :)

Zielenię się, wypuszczam pierwsze słowa...
Iwa

Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dziękuję, pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
Rafał Bardzki
Moderator
Posty: 6161
Rejestracja: 14 września 2010, 19:48
Lokalizacja: Zielona Góra
Złotych Pietruch: 4
Srebrnych Pietruch: 6
Brązowych Pietruch: 14
Najlepsza proza: 1
Fraszkowy Król: 2

Post autor: Rafał Bardzki »

Przeczytałem z przyjemnością :)

Nie wiem czy ten dodatkowy fragment jest potrzebny. Sporo o nałogu dowiadujemy się wcześniej.

"Papierosy to była jego wielka namiętność i nie wyobrażał sobie życia bez nich, mimo zakazów lekarzy i trudności z oddychaniem."
Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dzięki Rafał :)
Masz rację, co do papierosów.

[ Dodano: 2020-02-10, 14:40 ]
a papierosy sporty pisze się chyba z małej litery:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Palic ... 19032.html
Awatar użytkownika
Gelsomina
Autor/ka zasłużony/a
Posty: 6101
Rejestracja: 17 lipca 2014, 01:15
Lokalizacja: Łódź
Złotych Pietruch: 4
Srebrnych Pietruch: 7
Brązowych Pietruch: 8
Kryształowych Dyń: 1
Honorowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 5
Najlepsza proza: 8

Post autor: Gelsomina »

Dzięki za link.:)
Wynika z tego, że papierosy sporty i papierosy (marki) Sport.

Zielenię się, wypuszczam pierwsze słowa...
Iwa

Awatar użytkownika
lidiusza
Autor/ka z pewnym stażem...
Posty: 811
Rejestracja: 06 września 2017, 17:56
Lokalizacja: pomorskie
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Wierszy miesiąca: 5

Post autor: lidiusza »

Lubię ten specyficzny klimat w Twoich opowiadaniach, lubię tak przenieść się w czasie :)

jesteśmy naszą pamięcią

Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dzięki lidiusza :)
Awatar użytkownika
tcz
Autor/ka z pewnym stażem...
Posty: 1020
Rejestracja: 30 maja 2018, 22:34
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Brązowych Pietruch: 1

Post autor: tcz »

Z. Antolski,
Z przyjemnością przeczytałem Twój kolejny wspomnieniowy odcinek.

Też popalałem sporty. Oprócz nich, w PRL-u, paliło się extra mocne , giewonty, klubowe, popularne, caro, carmeny. Na szczęście już od kilku lat nie palę.
Również często grałem w cymbergaja i tak samo jak opisałeś w tekście, mecze rozgrywane były na szkolnych ławkach z naciętymi na nich bramkami.
Ostatnio zmieniony 12 lutego 2020, 16:43 przez tcz, łącznie zmieniany 1 raz.
Tadeusz
Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Post autor: Z. Antolski »

Dzięki tcz, pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
Dany
Administrator
Posty: 14995
Rejestracja: 21 kwietnia 2011, 16:54
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 2
Srebrnych Pietruch: 7
Brązowych Pietruch: 7
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 15

Re: Śmierć pana Ostoi

Post autor: Dany »

Zawsze w nieodłącznej czapce na głowie, której nigdy nie zdejmował
Tym zdaniem, przypomniałeś mi Anzelma Bohatyrowicza z Nad Niemnem, który też nigdy czapki nie zdejmował, bo jak mówił Janek Bohatyrowicz: - Stryj boi się ciągów.

Robił się wtedy dziwnie miękki i gotów do wielkich wysiłków i poświęceń dla takiej osoby.
Wejście na szkolne wzgórze sprawiało staremu Ostoi trudność

.
- Przed: "Wejście na szkolne wzgórze", postawiłabym jednak większy odstęp, bo za bardzo zlewa się opis Lucka z jego ojcem.

A zimą, dodatkowo, napalenie w trzech piecach kaflowych.

- za "dodatkowo", niepotrzebny przecinek

Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.

Awatar użytkownika
Z. Antolski
Autor/ka wielce zasłużony/a
Posty: 6089
Rejestracja: 26 stycznia 2013, 10:13
Lokalizacja: Kielce
Złotych Pietruch: 1
Srebrnych Pietruch: 2
Brązowych Pietruch: 3
Tematyczny Konkurs na Wiersz: 1
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 9
Najlepsza proza: 19
Najciekawsza publicystyka: 6

Re: Śmierć pana Ostoi

Post autor: Z. Antolski »

OK dziękuję za uwagi :)

Awatar użytkownika
Dany
Administrator
Posty: 14995
Rejestracja: 21 kwietnia 2011, 16:54
Lokalizacja: Poznań
Złotych Pietruch: 2
Srebrnych Pietruch: 7
Brązowych Pietruch: 7
Kryształowych Dyń: 1
Wierszy miesiąca: 15

Re: Śmierć pana Ostoi

Post autor: Dany »

Koniec miesiąca, utwór przenoszę do Prozy. Tam też można czytać, komentować i odpowiadać na komentarze.

Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.

Gorgiasz
Autor/ka
Posty: 124
Rejestracja: 15 lutego 2014, 20:01
Lokalizacja: Łódź
Srebrnych Pietruch: 1
Brązowych Pietruch: 1

Re: Śmierć pana Ostoi

Post autor: Gorgiasz »

Miło poczytać.

Graliśmy w w cymbergaja, za pomocą monet i grzebyków. Bramki Lucek wyrył scyzorykiem na pulpicie ławki.

Też grałem. Zdarzało się, że nawet na lekcjach, na ostatnich ławkach można było.

ODPOWIEDZ