Limerykowym Królem została Antonella


Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Złotą Pietruchę, w temacie:Obietnica zdobył utwór
Obietnica autorstwa - jaceksenior

Tytuł Wiersza Miesiąca IX/2019 zdobył utwór
bruzdy autorstwa - lidiusza




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Dany
2019-10-21, 12:52
Ucieczka
Autor Wiadomość
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-07-08, 16:08   Ucieczka

Zbliżała się godzina przyjazdu autobusu. Bogdan stał na przodzie grupki oczekujących ludzi. Punktualnie podjechał prawie nowiutki Autosan. Chłopiec pamiętał, że gdy za pierwszym razem jechał do dziadków, podróżował Jelczem tzw. ogórkiem. Teraz popychany przez pozostałych podróżnych wsiadł do autobusu i podszedł do kierowcy.
– Poproszę ulgowy do Krasińca– powiedział.
– A nie za młody jesteś, żeby podróżować sam?- zapytał kierowca.
– Rodzice w pracy, a babcia zachorowała. – skłamał.
Wziął bilet i żeby nie rzucać się w oczy wścibskiemu kierowcy poszedł na sam tył autobusu. Zanim wyjechali z Warszawy prawie wszystkie miejsca były zajęte. Obok Bogdana rozsiadła się grupa dorastającej młodzieży. Czterech chłopców i dziewczyna. Oni już pod wąsem, ona z mocnym makijażem. Żuli gumy balonowe i rozmawiali podniesionymi głosami. Gdy autobus minął Legionowo, wyjęli z plecaka piwo Królewskie w baryłkach i zaczęli pić. Robili to z przyczajki, żeby kierowca zbytnio się nie czepiał. Częstowali też Bogdana, ale powiedział, że bierze leki. Skłamał żeby nie przyznać się do tego, że jeszcze nie próbował alkoholu. Potem przestał dla nich istnieć, zajęli się własnym światem. Chłopiec zamyślił się. Musiał zmontować jakąś bajkę dla dziadków.
Pułtusk, pierwszy dłuższy przystanek. Bogdan szybko pobiegł na dworzec do toalety. Wracając, zdążył napić się wody z sokiem z saturatora. Opróżniony pęcherz i ugaszone pragnienie wpłynęło na niego kojąco. Po chwili już kimał oparty głową o okno. Obudził się dopiero w Makowie Mazowieckim, znowu szybko wyskoczył na dworzec za potrzebą. Po powrocie, usiadł na pierwszym wolnym miejscu. Nie chciał przegapić swojego przystanku. Gdy autobus minął Bramurę Szlasy, w dali zamajaczył wysoki komin cukrowni. Boguś zarzucił plecak na ramię i przyszykował się do wyjścia. Kierowca zjechał na pobocze i zatrzymał się.
– Do widzenia, miłego dnia – pożegnał się chłopiec.
- Trzymaj się mały, życz babci zdrowia – odpowiedział kierowca.
Bogdan przeszedł na drugą stronę drogi. Minął olbrzymi zbiornik na melasę i ruszył drogą do Krasnego. Obok biegł tor kolejki wąskotorowej, a całe pobocze wysadzone było drzewami morwowymi. Zapuszczony mały dworek po prawej pamiętał lepsze czasy, gościł nawet Elizę Orzeszkową. W Krasińcu chłopiec też miał rodzinę, ale wujek Milewski był kierowcą w cukrowni i miał telefon. Nagły przyjazd chłopca mógł spowodować chęć skomunikowania z jego ojcem. Więc tylko poprawił szelki plecaka i ruszył przed siebie. Na razie panowała tu cisza i spokój, dopiero, gdy zacznie się kampania buraczana, wszędzie pojawią się przyczepy z burakami cukrowymi. Teraz mógł bez przeszkód iść poboczem w kierunku zabytkowego kościoła w Krasnym. Sześć kilometrów po asfaltowej drodze nie sprawiło mu trudności. Na Krzyżówce skręcił w lewo, wszedł na podwórko z figurką Matki Boskiej. Mieszkali tu Kowalscy, rodzona siostra ojca z mężem i dwoma córkami. Zapukał do drzwi i nacisnął klamkę.
– Dobry wieczór – Zdążył powiedzieć i już utonął w ramionach ciotki.
– Boguś, dziecino, co tu robisz sam? – zapytała.
– Rodzice mają przyjechać później – skłamał.

– Pewnieś głodny, siadaj właśnie robię racuchy z jabłkami – Ciotka posadziła go na taborecie przy kuchennym stole pokrytym ceratą.
Zręcznie zdjęła pogrzebaczem fajerki, odsłaniając palenisko. Przegrzebała żar i dosypała węgla. Z haczyka nad kuchnią zdjęła olbrzymią patelnię. Otworzyła stary kredens, wyjmując z niego miskę przykrytą lnianą bieżnikiem. Uniósł się zapach rozczynionego ciasta. Na patelnię wrzuciła najpierw łyżkę smalcu zaczerpniętego z kamiennego naczynia. Gdy już temperatura była wystarczająca, zaczęła wylewać ciasto i formować placuszki
– W salaterce masz konfiturę z wiśni, możesz smarować – powiedziała stawiając przed nim talerz pełen pachnących placków.
Dla samych tych smakołyków warto było przyjechać. Po trzeciej dokładce i wypiciu kwarty świeżego mleka, chłopiec rozsiadł się na taborecie i popuścił pasek.
– Dziękuję, nie dam rady wcisnąć już nawet okruszka. Muszę jeszcze przed wieczorem dojść do Wężewa.– Boguś uśmiechnął się do ciotki, cmoknął ją w policzek i zaczął powoli się zbierać.
– Jak poczekasz na wujka, to cię odwiezie– rzuciła za nim kobieta.
Jazda wozem zaprzężonym w koniki była pociągająca, ale nie chciał czekać. Pomachał tylko na do widzenia i ruszył asfaltówką w kierunku wsi swoich dziadków. Po obu stronach szosy ciągnęły się rowy melioracyjne. Po lewej kawałek lasu, po prawej pola. Gałęzie drzew rosnących na poboczu tworzyły baldachim nad drogą. Po przejściu dwóch kilometrów, zamajaczyły na widnokręgu dwa budynki gospodarskie z drewna i murowany dom. To była tak zwana kolonia. Właściwa wieś była dopiero za następne dwa kilometry. Pierwsze wyczuły go psy. Zaczęły obszczekiwać obcego. Gospodarze podchodzili do bram i furtek, wpatrywali się w twarz przybysza, oczekiwali powitania. Boguś grzecznie mówił wszystkim dzień dobry. Większość tych ludzi to jego bliższa lub dalsza, albo jak to mówiła babcia „piąta woda po kisielu”. Trochę śmiesznie wyglądali, gdy tak wisieli na sztachetach płotów. Ale była to jedna z niewielu uciech, jaką mieli, obserwacja. Pod ciekawskimi spojrzeniami, doszedł do dużego metalowego krzyża, stojącego przy domu cioci Poli. Skręcił w prawo i już stał w opłotkach gospodarstwa dziadków. Po lewej stronie rósł sad. Z sześć gatunków jabłoni, cztery grusze, czereśnia, wiśnia i śliwki. Przy samym domu, babcia miała mały warzywniak i kwietnik. Na tle drewnianego ganeczku, rosły różnokolorowe malwy. Na progu sieni stał już dziadek, sprawdzający, na kogo szczeka pies.
– Boguś, to ty? Aleś wyrósł – Przywitał chłopca.
– Witaj dziadziusiu – Chłopiec przytulił się do wysuszonego ciała starzyka.
– Chodź do izby, babcia właśnie herbatkę z malinami zrobiła – Zagarnął chłopca ramieniem do środka.
– Chodź dziecino do babci–I już zamknęła go w ramionach.
– Kocham cię babciu– wyszeptał i wtulił się jeszcze bardziej.
Po chwili już siedział przy stole popijając herbatkę malinową i pogryzał ciasteczka cynamonowe z dużego metalowego pudełka.
Chłopiec rozejrzał się po izbie, nic nie zmieniło się od jego ostatniej wizyty. Przy wejściu stał piec na cztery paleniska. Z jednej strony miał dwie pary drzwiczek, jedne do dosypywania węgla, drugie do usuwania popiołu. Z drugiej strony były duże drzwiczki do komory służącej do pieczenia chleba. Większość kafli pieca śnieżyła bielą, tylko dwa rzędy były zdobione jakimś dawnym motywem roślinnym. Po drugiej stronie wejścia stał biały kredens. Posiadał mnóstwo drzwiczek i szufladek. Następny mebel rzucający się w oczy to bardzo stara szafa. Gdzieniegdzie odłaziła z niej politura, odsłaniając poczerniały dąb. Ściany ozdobione były kilimami i świętymi obrazami. Te proste reprodukcje przedstawiały ostatnią wieczerzę, Józefa podczas pracy i anioła przeprowadzającego dwójkę dzieci przez dziurawą kładkę. Całość wyposażenia dopełniały dwa łoża, robione na zamówienie. Drewniane stelaże, a na nich materace wypchane słomą. Wszystko przykryte pierzynami, poduchami i ręcznie dziergane serwety. Po wypiciu herbaty, wyszedł z dziadkiem przed chatę. Od podwórza oddzielał ich płot. Przez szpary między sztachetami chłopiec widział całe zabudowania gospodarcze. Stajnia połączona z oborą była wymurowana z polnych kamieni. Dach pokryty eternitem. Chlewnia i drewutnia były zbudowane z drewna i pokryte słomianą strzechą. Najnowsza konstrukcja to parownik wymurowany z cegły. Całość zamykała stodoła z olbrzymimi wierzejami. Z drugiej izby otworzyły się drzwi i wyszła kobieta z dzieckiem na ręku, drugie chowało się za jej spódnicą.
– O, Boguś. Myślałam, że dopiero na wakacje przyjedziesz– powiedziała Jagoda.
– Dobry wieczór ciociu, a gdzie wujek Jurek – zapytał.
– A znowu gdzieś polazł, pewnie pije w Kaciubie w Krasnem– odpowiedziała wyraźnie zdenerwowana.
– Krowy trzeba zaraz zagnać, pójdziesz – wtrącił dziadek.
– Oczywiście, tylko nie wiem czy poradzę sobie z nalaniem wody do koryta – powiedział chłopiec patrząc na żurawia przy studni.
– Przyprowadź krowy, my nalejemy wody – Dziadek ruszył w kierunku furtki prowadzącej do wodopoju przy studni.
Chłopiec ruszył polną drogą, a raczej koleinami wyjeżdżonymi przez wóz. Z jednej strony rosły ziemniaki, z drugiej buraki. Na widnokręgu widać było łąki i pasące się bydło. Boguś ruszył biegiem, uważając na doły i krowie placki. Na miejscu wyciągał po kolei pale. Na przymocowanych do nich długich łańcuchach, spokojnie pasły się krowy. Gdy tylko zwierzęta poczuły swobodę grzecznie zaczęły truchtać w stronę zabudowań.
Studzienny żuraw skrzypiał jakby z wysiłku. A to przecież dziadek spracowanymi, ale jeszcze krzepkimi dłońmi wciskał kluczkę z wiadrem do studni. Głęboka była na osiem betonowych kręgów i zawsze pełna smakowitej zimnej wody. Z olbrzymie koryta wydłubanego w pniu drzewa, krowy piły długo i trzeba było jeszcze dwukrotnie dolewać do pełna. Potem w szeregu jak żołnierze trzoda pomaszerowała do obory. Jeszcze tylko w drzwiach odpiął im łańcuchy i przypiął do koryt pod ścianą. Kontrolę nad oborą przejęły babcia z ciotką. Miały po wiadrze i zydelku. Zaczął się wieczorny udój.
– Jak chcesz się napić świeżego, to przynieś sobie kubek – zachęcała babcia.
Przyniósł emaliowaną kwartę i po chwili pił ciepłe mleko z pianką.
– Tam w kredensie jest placek drożdżowy, to se ukrój. – powiedziała nie przerywając rytmicznego uciskania wymion krowy.
Była w tym mistrzynią, chłopiec widział jak skierowała strumień mleka na sześć metrów, trafiając do małego kubka.
Po napełnieniu wiadra, mleko przelewano do dwudziesto litrowej bańki. Przepuszczane było przez tetrową pieluchę. Całość wynoszono do piwniczki. Znajdowała się ona w ziemiance, przy wejściu do sadu. Była w niej druga studnia służąca też za chłodnię. Przykryta drewnianą klapą, miała drzwiczki zamykane na dużą kłódkę. Dziadek mawiał, że to zabezpieczenie przed wścibskimi dzieciakami. Na ścianach ziemianki były półki, a na nich przetwory wszelkiego rodzaju. W najdalszym kącie stał kojec, zbity z grubych desek. Zawsze pełny trocin i brył lodu. To starożytna lodówka niepotrzebująca zasilania prądem. Ze względu na te wszystkie skarby babcia zamykała piwniczkę na zamek z poprzedniej epoki. Klucz był olbrzymi i wisiał poza zasięgiem dzieci nad kuchnią.
– Umyj się i do łóżka spać – zawołała babcia.
Mimo że dopiero była dwudziesta, Boguś nie dyskutował. Zmęczony i senny. Przeżycia i świeże wiejskie powietrze wyczerpało jego siły witalne. W dużej miednicy na stojaku stała wlana ciepła woda z czajnika. Wziął mydło, namydlił twarz i ręce. Potem obficie spłukał wodą. Jedno łóżko już było przygotowane do spania. Szybko rozebrał się i w samych slipach wskoczył pod pierzynę.
– Śpij, opowiesz jutro, co ci się przyśniło – powiedziała babcia okrywając go dokładnie, potem pogłaskała go jeszcze go głowie i pocałowało w policzek.
– Dobranoc, kocham cię babciu – powiedział sennie chłopiec i przytulił się do poduszki.
Dziadek poprawił się na krześle, dopił herbatkę ze szklanki. Wsparł się na lasce i przygarbiony zamyślił się.
– Jak Wala myślisz? Co tam znowu się stało?– zapytał.
– Wiesz Janku, że byłam przeciwna temu małżeństwu. Ale Adela ma swój rozum– Odpowiedziała i zrzuciła grubą chustę na plecy – Chodź idziemy na drogę, widzę, że kumoszki czekają.
Chłopiec czuł się tu bezpiecznie. Z dala od miejskiego zgiełku i ojca. Mimo iż stary drewniany dom jakby ożywał w nocy, skrzypiał piszczał i wibrował, to usypiał go. Po chwili już śnił, że kąpie się w Węgierce. W małej rzeczce, przy stawidłach młyna w Bogatym.
Wala z Jankiem po godzinie plotkowania z sąsiadami, siedzenia przy opłotkach na stojaku gdzie rano wystawiano bańki, zastanawiali się czy iść już do domu.
– A może zadzwonimy od Poli do Warszawy? – zapytał dziadek.
– Tak po nocy dzwonić, lepiej jutro rano, jak Andrzej będzie w pracy – stwierdziła babcia.
W nocy obudziły ich rumor w sieni, a potem krzyki w drugiej izbie. Dziadek w koszuli nocnej i szlafmycy, podpierając się laską, pokuśtykał do źródła hałasu. Gdy Bogdan dotarł do drugiej izby, zobaczył niesamowicie umorusanego wujka Jurka leżącego przy piecu. Na głowie miał ranę, z której ciekła krew. Nad nim stała ciotka z szufelką od węgla i nadawała w takim tępię kurpiowska gwarą, że nie sposób było ją zrozumieć. Na pewno nie było to przyjazne ani miłe dla wujka. Babcia pochyliła się na Jurkiem, zmywakiem przetarła ranę na głowie.
– Nic mu nie będzie, ma mocny łeb. Szkoda, że nie do wódki – Powiedziała – Boguś, przynieś bandaż i spirytus salicylowy z kredensu.
Chłopiec szybko pobiegł i przyniósł potrzebne rzeczy. Starsza pani z widoczną wprawą przemyła ranę i założyła opatrunek. Wujaszek zaczął dawać znaki życia, gdy spirytus przeniknął do rany. Coś mamrotał i wygrażał ciotce, ale nie był wstanie nawet wstać.
– Jagoda, podłóż mu coś pod głowę i przykryj kocem. Rano mu zrobisz burę, teraz i tak nic do niego nie dociera – wydała polecenie ciotce – Idziemy spać, rano mamy dużo pracy.
O piątej rano wozak zbierał bańki z mlekiem i zawoził do mleczarni. Czyli o czwartej trzydzieści gotowa przesyłka musiała stać na stojaku przy drodze. Bańki oznakowane inicjałami gospodarza i numerem posesji. Co jakiś czas, przy zwrocie opróżnionych opakowań, dodawano masło. Dobre gospodarstwa były samowystarczalne. Wszystko zależało od zaradności gospodyni. Ze sklepu GS kupowały rzadko kiedy, a jeśli już to rzeczy, których same nie potrafiły zrobić. No chyba, że były żniwa lub wykopki i normalnie nie miały na to czasu. Tym razem Boguś został wysłany po chleb i konserwy. We wsi ze wszystkich zabudowań były dwa najważniejsze budynki. Strażnica OSP z remizą i sklep GS z klubokawiarnią. Druhowie mieli Stara z motopompą i sporo wyjazdów w okresie letnim. W remizie odbywały się zebrania i imprezy Koła Gospodyń Wiejskich oraz zabawy wiejskie. Sklep to już całkiem inna bajka. Po wejściu nos był atakowany taką ilością zapachów, że aż zatykało. Mieszały się aromaty landrynek, świeżego chleba, a z drugiej strony nafty i mydła.
– Dzień doby– Chłopiec przywitał się w progu.
– A dzień dobry Bogusiu. Co babcia wysłała po zakupy?– zapytała z uśmiechem ciocia Wandzia.
– Tak, mam wziąć chleb i konserwy – Boguś odwzajemnił uśmiech.
– Proszę bardzo, dwa bochenki chłopskiego i cztery paprykarze szczecińskie. – mówiła i pakowała do lnianej torby podanej przez chłopca.
Chłopiec chłonął widoki sklepu, jakże innego niż w Warszawie. Była duża waga z odważnikami do gabarytowych towarów i miała z szalami takimi jak Temida trzymała przy sądach. W szklanych słojach widać było różnokolorowe cukierki. Wyroby czekoladopodobne i oszukana chałwa. Oranżada w proszku i cukrowane galaretki. No i lizaki, różnej wielkości i koloru. Wszystko, co dzieci lubią najbardziej.
– Weź sobie landrynkę na drogę – Powiedziała sprzedawczyni, widząc rozmarzonego chłopca.
– Mogę tę białą?– zapytał.
– Tak, a to przesyłka od Balcerzaków z Mosak – dodała kobieta i przekazała siatkę z zawiniątkiem.
Gdy Boguś odwinął róg zatłuszczonej gazety, zapach kaszanki i salcesonu powędrował przez nos prosto do jego brzucha i zaburczał.
– Dasz radę, trochę ciężkie? – zapytała z troską.
– Tak, nie jest tak daleko – Odpowiedział i wyszedł ze sklepu.
Drogę powrotną pokonał prawie biegiem, tak bardzo chciał spróbować kaszanki. Już skręcał w opłotki, gdy kątem oka zauważył samochód na podwórzu u cioci Poli. Był zagraniczny i miał dziwną rejestrację. Zaczął czujnie się rozglądać, ale było za późno. Furtkę otworzyła zapłakana mama.
– Jak mogłeś mi to zrobić? Odchodziłam od zmysłów, myślałam, że coś ci się stało. Milicja już wszczęła poszukiwania, przesłuchiwała twoich kolegów ze szkoły i podwórka – Szlochając mówiła, z przerwami na otarcie łez chusteczką.
– A ojca nie zapytali? Pewnie spokojnie poszedł do pracy – zapytał Boguś.
– Dobrze, że Dragan zechciał przyjechać a ambasador Jugosławii dał mu samochód i wolne – przerwała –pędził tu jak wariat, dobrze, że milicji nie wolno zatrzymywać samochodów CC.
– Ale ja nie chcę wracać, zostanę i będę pomagać dziadkowi w gospodarstwie – Zaoponował, gdy zaczęła go ciągnąć za rękę w kierunku samochodu.
– Jak na razie to musisz zameldować się na komisariacie w Warszawie – Powiedziała wpychając go do samochodu.
Zdążył tylko pomachać dziadkom przez tylną szybę auta i pomknęli do domu.


[ Dodano: 2019-07-10, 15:04 ]
zgodnie z obietnicą dalsze przygody Bogusia:)
  
 
     
Antonella 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 8
"Brązowych Pietruch": 7
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 5
Fraszkowy Król: 2
Pomogła: 36 razy
Dołączyła: 06 Paź 2010
Posty: 5763
Skąd: z daleka
Wysłany: 2019-07-12, 07:58   

Przeczytałam z zainteresowaniem 😉

Bodek, strasznie dużo w tekście czasownika "być", warto trochę powyrzucać np. zamiast

Furtkę otworzyła mama, była zapłakana.

Furtkę otworzyła zapłakana mama.

Po napełnieniu wiadra, mleko przelewane było do dwudziestolitrowej bańki. Przepuszczane było przez tertrową pieluchę. Całość była wynoszona do piwniczki.

Po napełnieniu wiadra mleko przelewano do dwudziestolitrowej bańki, następnie przepuszczano przez tetrową pieluchę, a całość umieszczano w piwniczce.

Za pomocą nieodmiennej formy czasowników zakończonych na -no i -to, można się pozbyć "być" 😉

Interpunkcja też kuleje, ale tę poprawi Dany, bo jest w tym dobra 😉
_________________
Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Teraz - z wzajemnością.

Anthony Hopkins
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-07-12, 10:49   

dzięki Tosiu, pozdrawiam:)
 
     
tcz 
Autor/ka


Pomógł: 6 razy
Wiek: 69
Dołączył: 30 Maj 2018
Posty: 793
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 2019-07-12, 20:10   

Jak Antonella, przeczytałem z zainteresowaniem.

Mleko prosto od krowy bardzo smaczne.
Przypomniały mi się wakacje spędzane na wsi, w rodzinnych stronach moich rodziców.
_________________
Tadeusz
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-07-12, 20:23   

dzięki tcz, pozdrawiam:)
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 166 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5548
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-10-14, 18:49   

Czytałam już jakiś czas temu i mi się podobało:) Poniżej kilka uwag, ale nie wszystkie, ponieważ zaczytałam się ponownie. Sam dasz radę poprawić albo zrobią to za Ciebie korektorzy, gdy przygody Bogusia zostaną przygotowane do wydania.
Pozdrawiam:) I czekam na ciąg dalszy, bo warto:)

bodek napisał/a:
Zapuszczony mały dworek po prawej pamiętał lepsze czasy, gościł nawet Elizę Orzeszkową. W Krasińcu też miał rodzinę, ale wujek Milewski był kierowcą w cukrowni i miał telefon.

Tu wygląda na to, że to dworek miał rodzinę:)
bodek napisał/a:
Chłopiec pamiętał, że gdy pierwszym razem

nie wiem, czy nie powinno być za pierwszym*
bodek napisał/a:
– Poproszę ulgowy do Krasińca– Powiedział.
– A nie za młody jesteś, żeby podróżować sam?- Zapytał kierowca.
– Rodzice w pracy, a babcia zachorowała. – Skłamał.

powiedział, zapytał, skłamał
bodek napisał/a:
Za nim wyjechali z Warszawy

zanim*
bodek napisał/a:
piwo królewskie

Nazwa, to raczej Królewskie*?
bodek napisał/a:
Gdy autobus minął Bramurę Szlasy, w dali zamajaczył wysoki komin cukrowni. Zarzucił plecak na ramię i przyszykował się do wyjścia.

Komin zarzucił?:)
bodek napisał/a:
- Trzymaj się mały, życz babci zdrowia – Odpowiedział kierowca.

odpowiedział*
bodek napisał/a:
gdy zaczynie się kampania buraczana,

zacznie*
bodek napisał/a:
z figurką matki boskiej.

Matki Boskiej*
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-10-14, 20:43   

dzięki Gelso, cały czas mam jeszcze problemy z dialogami. pozdrawiam:)
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 166 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5548
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-10-14, 20:54   

bodek napisał/a:
dzięki Gelso, cały czas mam jeszcze problemy z dialogami. pozdrawiam:)

Ja też:)
Ale Ty masz świetną opowieść:)
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-10-15, 16:22   

to samo życie Gelso:)
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 7
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 381 razy
Wiek: 70
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 14401
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-10-17, 14:41   

Didaskalia opisujące sposób mówienia bohaterów
Didaskalia mogą informować czytelnika, który bohater (ewentualnie w jaki sposób) wypowiada daną kwestię – używamy w tym celu m.in. takich czasowników, jak: powiedział, odpowiedział, rzekł, wyjaśnił, odparł, wycedził, oznajmił, ryknął, wyszeptał itd.
– Lubisz gwiazdy? – zapytał.
– Nienawidzę – rzekł Warszawiak.
– Dlaczego?
– Wcale ich nie ma na niebie – powiedział Warszawiak.

 Didaskalia opisujące tło dialogowe
Didaskalia mogę też opisywać tzw. tło dialogowe, czyli to, co dzieje się dookoła rozmawiających bohaterów, to, jak oni sami się zachowują, jak wygląda otoczenie itd.
– (…) Teraz jest trochę lepiej. – Uśmiechnęła się figlarnie i dodała: – Nasza praca świadczy o nas.








Cytat:
– Do widzenia, miłego dnia – Pożegnał się chłopiec.
- Trzymaj się mały, życz babci zdrowia – Odpowiedział kierowca.


- pożegnał
- odpowiedział


– Dobry wieczór – zdążył powiedzieć i już utonął w ramionach ciotki.
– Boguś, dziecino, co tu robisz sam? – zapytała.
– Rodzice mają przyjechać później – skłamał.

– Pewnieś głodny, siadaj właśnie robię racuchy z jabłkami. – Ciotka posadziła go na taborecie przy kuchennym stole pokrytym ceratą.
Cytat:
Otworzyła stary kredens wyjmując z niego miskę przykrytą lnianą bieżnikiem.
- Przed "wyjmując", przecinek.
Cytat:
Na patelnie wrzuciła najpierw łyżkę smalcu zaczerpniętego z kamiennego naczynia.

- Na kilka patelni czy na jedną? Jeśli na jedną, to powinno być "patelnię"
Cytat:
Gdy już temperatura była wystarczająca, zaczęła wylewać ciasto i formować placuszki
– W salaterce masz konfiturę z wiśni, możesz smarować – Powiedziała stawiając przed nim talerz pełen pachnących placków.

- powiedziała
Cytat:
– Dziękuję, nie dam rady wcisnąć już nawet okruszka. Muszę jeszcze przed wieczorem dojść do Wężewa– Boguś uśmiechnął się do ciotki, cmoknął ją w policzek i zaczął powoli się zbierać.
– Jak poczekasz na wujka, to cię odwiezie– Rzuciła za nim kobieta.

- rzuciła*
Cytat:
Większość tych ludzi to jego bliższą lub dalszą, albo jak to mówiła babcia „piąta woda po kisielu”.

- bliższa lub dalsza

Cytat:
Pod ciekawskimi spojrzeniami, doszedł do dużego metalowego krzyża stojącego przy domu cioci Poli.
- po "dużego", przecinek
- po "krzyża", przecinek
Cytat:
Większość kafli pieca śnieżyła biela, tylko dwa rzędy były zdobione jakimś dawnym motywem roślinnym.
- bielą*
Cytat:
Gdzieniegdzie odłaziła z niej politura odsłaniając poczerniały dąb.
- przed "odsłaniając", przecinek

Cytat:
To proste reprodukcje przedstawiały ostatnią wieczerzę, Józefa podczas pracy i anioła przeprowadzającego dwójkę dzieci przez dziurawą kładkę.

- Te*
Cytat:
Najnowszą konstrukcją to parownik wymurowany z cegły.

- Najnowsza* konstrukcja* Całość zamykała stodoła z olbrzymimi wierzejami.
Cytat:
Z drugiej izby otworzyły się drzwi i wyszła kobieta z dzieckiem na ręku, drugie chowało się za jej spódnicą.


- powtarzasz: drugie, druga
Cytat:
– O, Boguś. Myślałam, że dopiero na wakacje przyjedziesz– Powiedziała Jagoda.
– Dobry wieczór ciociu, a gdzie wujek Jurek – Zapytał.
– A znowu gdzieś polazł, pewnie pije w Kaciubie w Krasnem– Odpowiedziała wyraźnie zdenerwowana.
– Krowy trzeba zaraz zagnać, pójdziesz – Wtrącił dziadek.
– Oczywiście, tylko nie wiem czy poradzę sobie z nalaniem wody do koryta – powiedział chłopiec patrząc na żurawia przy studni.
– Przyprowadź krowy, my nalejemy wody – Dziadek ruszył w kierunku furtki prowadzącej do wodopoju przy studni.

- powiedziała*
- zapytał
- Jurek?-
- wtrącił
- przed "patrząc", przecinek
- po "wody" i po "furtki"- kropki


Cytat:
Boguś ruszył biegiem uważając na doły i krowie placki.

- przed "uważając", przecinek
Cytat:
Na miejscu wyciągał po kolei pale. Na długich łańcuchach do nich przymocowanych spokojnie pasły się krowy. Gdy tylko zwierzęta poczuły swobodę grzecznie zaczęły truchtać w stronę zabudowań.

Na przymocowanych do nich, długich łańcuchach, spokojnie pasły się krowy.
.
Cytat:
Olbrzymie koryto wydłubane w pniu drzewa było napełnione. Krowy piły długo i trzeba było jeszcze dwukrotnie dolewać do pełna.

- było napełnione, trzeba było/ powtarzasz
Inaczej ułóż zdanie, by wyeliminować jedno "było".
np Z napełnionego, olbrzymiego koryta, wydłubanego w pniu drzewa, krowy piły długo i trzeba było jeszcze dwukrotnie dolewać do pełna.

Cytat:
Kontrolę na oborą przejęły babcia z ciotką.

- Kontrolę nad*
Cytat:
– Jak chcesz się napić świeżego, to przynieś sobie kubek – Zachęcała babcia.

- zachęcała

Cytat:
– Tam w kredensie jest placek drożdżowy to se ukrój – Powiedziała nie przerywając rytmicznego uciskania wymion krowy.

- przecinek przed "to" i kropka za "ukrój"
Cytat:
Była w tym mistrzynią, chłopiec widział jak skierowała strumień mleka na sześć metrów trafiając do małego kubka.

- przecinek przed "trafiając"
Cytat:
Po napełnieniu wiadra, mleko przelewano do dwudziesto litrowej bańki.


Połączenie to piszemy razem: dwudziestolitrowej, ponieważ jest to przymiotnik złożony z członów nierównorzędnych (utworzony od wyrażenia nadrzędno-podrzędnego dwadzieścia litrów), a przymiotniki złożone z członów nierównorzędnych zapisujemy łącznie.

Przymiotnik ten można również zapisać z użyciem cyfr. Według zasad pisowni polskiej dopuszczalny jest zapis mieszany: 20-litrowy.

Cytat:
Znajdowała się ona w ziemiance przy wejściu do sadu.

- przecinek przed "przy" (jako dopowiedzenie)
Cytat:
Była w niej druga studnia służąca też za chłodnię
.
- przecinek po "studnia"
Cytat:
Przykryta drewnianą klapą miała drzwiczki zamykane na dużą kłódkę.

- przecinek po "klapką" (w zdaniu może być jedno orzeczenie- czasownik. Jeśli pojawia się drugi, rozdzielamy je.
Cytat:
W najdalszym kącie stał kojec zbity z grubych desek.

- przed "zbity", przecinek

Cytat:
– Umyj się i do łóżka spać – Zawołała babcia.

- zawołała babcia. ( małą literą- kto i jak powiedział)
Cytat:
Mimo że dopiero była dwudziesta Boguś nie dyskutował.

- za "dwudziesta", przecinek (była, nie dyskutował- dwa czasowniki)




Cytat:
– Dobranoc, kocham cię babciu – Powiedział sennie chłopiec i przytulił się do poduszki.
- powiedział*

Cytat:
– Jak Wala myślisz? Co tam znowu się stało?– Zapytał.

-zapytał*
Cytat:
Mimo iż stary drewniany dom jakby ożywał w nocy, skrzypiał piszczał i wibrował, to usypiał go. Po chwili już śnił, że kąpie się w Węgierce. W małej rzeczce, przy stawidłach młyna w Bogatym.

-Mimo iż stary drewniany dom jakby ożywał w nocy, skrzypiał, piszczał i wibrował, to usypiał go. Po chwili już śnił, że kąpie się w Węgierce, w małej rzeczce, przy stawidłach młyna w Bogatym.
Cytat:
Wala z Jankiem po godzinie plotkowania z sąsiadami, siedzenia przy opłotkach na stojaku gdzie rano wystawiano bańki, zastanawiali się czy iść już do domu.

- przecinek przed "gdzie"
Cytat:
– A może zadzwonimy od Poli do Warszawy? – Zapytał dziadek.
– Tak po nocy dzwonić, lepiej jutro rano jak Andrzej będzie w pracy – Stwierdziła babcia.

- zapytał*
- przecinek przed "jak" (przed "jak" nie stawiamy przecinka tylko przy porównaniu. )
Cytat:
W nocy obudziły ich rumor w sieni a potem krzyki w drugiej izbie. Dziadek w koszuli nocnej i szlafmycy, podpierając się laską pokuśtykał do źródła hałasu.

- przecinek przed "a"
- przecinek przed "pokuśtykał"



Cytat:
Wujaszek zaczął dawać znaki życia, gdy spirytus dotarł przeniknął do rany
. - opuściłabym "dotarł"
Cytat:
Co jakiś czas przy zwrocie opróżnionych opakowań dodawano masło.
-
- "przy zwrocie opróżnionych opakowań", jako dopowiedzenie, z obydwóch stron przecinek.
Cytat:
Ze sklepu GS kupowały rzadko, kiedy, a jeśli już to rzeczy, których same nie potrafiły zrobić.

- "rzadki kiedy", bez przecinka
Cytat:
W remizie odbywały się zebrania i imprezy koła gospodyń wiejskich oraz zabawy wiejskie.

- Koła Gospodyń Wiejskich, dużą literą jako nazwa.
Sklep to już całkiem inna bajka. Po wejściu nos był atakowany taką ilością zapachów, że aż zatykało. Mieszały się aromaty landrynek, świeżego chleba, a z drugiej strony nafty i mydła.
[quote]
Cytat:
– Dzień doby– Chłopiec przywitał się w progu drzwi.
– A dzień dobry Bogusiu. Co babcia wysłała po zakupy?– Zapytała z uśmiechem ciocia Wandzia.

- zapytała

- "w progu" (opuściłabym "drzwi"



Cytat:
– Proszę bardzo, dwa bochenki chłopskiego i cztery paprykarze szczecińskie – mówiła i pakowała do lnianej torby podanej przez chłopca.

Mówiła* (diadoskalia opisująca tło, co dzieje się dookoła- kropkę przed myślnikiem, a za myślnikiem dużą literą.
.
Cytat:
– Weź sobie landrynkę na drogę – Powiedziała sprzedawczyni widząc rozmarzonego chłopca.
- "powiedziała" małą, a przed "widząc" przecinek.
Cytat:
– Mogę tą białą?– Zapytał.

- "tę"
- "zapytał"


Cytat:
– Dasz radę, trochę ciężkie? – Zapytała z troską.

- zapytała* (kto i jak powiedział- małą literą)
Cytat:
– Tak, nie jest tak daleko – odpowiedział i wyszedł ze sklepu.
-Tak, nie jest tak daleko. – Odpowiedział i wyszedł ze sklepu. (opis co się działo, dużą literą)


Cytat:
– A ojca nie zapytali? Pewnie spokojnie poszedł do pracy – Zapytał Boguś.
- zapytał*
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-10-18, 13:30   

dzięki Dany za mrówczą pracę nad tekstem, pozdrawiam:)
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 7
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 381 razy
Wiek: 70
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 14401
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-10-21, 12:52   

Przenoszę do Prozy, pomiędzy inne opowiadania. Tam też można czytać i komentować.
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-10-21, 19:52   

dzięki Dany, pozdrawiam:)
 
     
jaga 
Autor/ka


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 19 Paź 2019
Posty: 184
Skąd: lubuskie

Wysłany: 2019-11-17, 18:49   

przyciągnął mnie tytuł i pierwszy wers opowiadania
dokładnie - taki sam tytuł ma moje opowiadanie
Ucieczka - i zaczyna się od słów
Zbliża się godzina wyjazdu, a właściwie mojej ucieczki.
w pierwszej chwili pomyślałam, że ja tu wstawiłam i zapomniałam
ulga - to nie ja - dziwny zbieg okoliczności...

Opowiadanie przeczytam jutro - dzisiaj czas mnie goni....
_________________
jaga - babajaga
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2065
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-11-17, 19:00   

ok, zapraszam:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group