Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Limerykowym Królem zostały dwie osoby: Antonella oraz echo

Wierszem Miesiąca został utwór: Rozjesiennienie autor echo

Złotą Pietruchę w temacie lody zdobył utwór: Jak żem staremu zrobiułam loda autor - elafel

Najciekawszą Publicystyką I półrocza/ 2018 został utwór: Turyści na miarę... (felieton) autor- Pola

Rozpoczynamy nową Pietruchę w temacie- szkoła

Zapraszamy do głosowania na Najciekawsze Opowiadanie




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Dany
2018-05-14, 13:04
Bałagan (cz. 4)
Autor Wiadomość
KHelbig 
Autor/ka


Wiek: 30
Dołączył: 12 Sty 2018
Posty: 18
Skąd: Northampton
Wysłany: 2018-03-11, 06:41   Bałagan (cz. 4)

Odrzucił połączenie, wiedząc, że telefon zadzwoni znowu. Późna godzina graniczyła z wczesnym, nowym dniem. Ocierając się o opadający księżyc, zwiastowała jeden z tych ciężkich poranków, który rozbija marzenia. Na szczęście pozbył się ich już wieki temu, spuszczając w rynsztoku życia, wpadającego do bezmiaru nicości. Ich okruchy mieliły gigantyczne ostrza, produkując galaretowatą papkę nihilizmu i nałogów.
Nie chciał wiedzieć ile czasu zajmie marsz do biura. Marzył, o odorze stęchlizny oraz niedopitych flaszek własnego mieszkania i kanapy. Pragnął zanurzyć się w podziurawionym od niedopałków kocu - obudzić w nowym koszmarze następnego dnia. Może lekko dyszący, przerażony oraz roztrzęsiony, byłby gotowy stanąć naprzeciw czegoś, co nie gnębi go od wczoraj? Doskonale rozumiał, że nie uwolni się od starych demonów.
Całując butelkę zaczynał wierzyć we wszystko, co dzisiaj widział: kot pociągający za spust, martwy klient w piwnicy, utrata samochodu, koperta z jego imieniem. A cały ten galimatias w jednej dzielnicy, praktycznie w jednym domu.
Była-nigdy-żona nie spełniała wymagań nawet kiepskich gierek seryjnych morderców. Pasowała do profilu samotnej karierowiczki, pozbawionej czasu na torturowanie innych we własnej piwnicy. Intuicja zawodziła w decyzyjnych kwestiach takich dylematów. Należała do współczesnego świata sukcesu, tworząc podwaliny wielkich biurowców i diamentowych apartamentów. Przechodzenie po trupach do celu leżało w jej krzepnącym krwiobiegu. Po co byłby jej taki nikt? Przerażające poczucie humoru Karmy bawi tylko wybranych. A może i tym razem był w błędzie?
Najeżone zwłoki wydawały się dość świeże. Dookoła czuć było jedynie smród fekaliów, echa krzyków, wiwaty chorej satysfakcji. Na pewno nie zgniliznę ropiejących ran, czy dynamicznego rozwoju kolonii larw. Pomieszczenie było sterylne, gotowe, zadbane - przygotowane lepiej niż deszcz do powodzi. Idealnie zaaranżowane do sceny, gdzie rozegrał się ten ponury, przeszywający do szpiku kości spektakl.
Mógł tylko czekać. Mógł też odebrać telefon, który znów zaczął wibrować. Po raz kolejny numer klienta z piwnicy pojawił się na wiekowym wyświetlaczu. Ciągle nie był gotowy na nadchodzące zagadki, tonąc w poprzednich. Przestał panikować dość dawno temu, zbywając to obezwładniające uczucie ignorancją.
Utknął w dość niezręcznym miejscu. Pociągając z butelki zadzwonił po taksówkę. Czuł ciążącą w kieszeni kopertę. Treść zapakowana w nieskazitelną biel musiała poczekać, aż znajdzie się w bezpieczniejszej części miasta – tej, w której nie wybuchają samochody, a ludzie umierają z jaśniejszych pobudek. Z trudem odpędzał przeczucie, że wiadomość nie pomoże w redukcji zgonów. Spodziewał się pogorszenia sytuacji, rozważając wyrzucenie telefonu do studzienki kanalizacyjnej i spalenia znaleziska. Cokolwiek postanowi w tej chwili, pojawi się więcej trupów. Trupów, z którymi nie chciał mieć nic do czynienia. Szkoda, że pierwsze skrzypce grał tu tani smyczek niezrozumiałych powodów, a nie Stradivarius chęci ledwie dychającego pijaka.
Żółta taryfa pojawiła się na przedmieściach zdecydowanie za późno, względem ilości posiadanego alkoholu. Bulgocząca w żołądku whiskey, kotłowała się na ringu kwasów z papierosowym dymem, wywołując odruchy wymiotne. Kierowca nie zdradzał obrzydzenia. Schował uczucia w otchłani głębokiego „może” i obowiązków. Klnąc pod nosem zabrał niepewnego pasażera do sklepu, a następnie na ulicę Nową.
Detektyw rozumiał, że pozbawiony samochodu, został skazany na łaskę chytrych przewoźników. Gapił się przez umorusane odciskami okno, próbując zrozumieć słowa jazgotliwej piosenki o zakazanej miłości w Delhi. Zostawiali w tyle mrugające latarnie spluwające na zamknięte sklepowe zasłony. Wydrążone w starych kamienicach witryny, prezentowały mizerne wystawy jeszcze mizerniejszej klienteli. Paskudny obraz centrum kompletnie wymazał wspomnienia mdłych przedmieść. Niewysokie, ceglane budynki, łakomie wciągały nieposłuszeństwo i nałogi wszystkich dookoła. Żywiły się porażkami, oddychały niedolą. Wydychały otumanienie pod postacią straconych nadziei uzależnionych pokoleń, które nie wiedziały gdzie uciekać. Wygodniej im było brodzić w niskich, lokalnych standardach.
Szukanie kluczy do biura, zajęło o wiele więcej czasu niż się spodziewał. Kiedy zaskrzypiały zawiasy drzwi do klatki schodowej, odetchnął z ulgą. Wspinaczka po stromych schodach kamienicy zawsze była wyczerpująca. Leciwa budowla żyła przedwojennym swingiem smokingów oraz cygar. Prawie siedemdziesiąt wiosen temu, okupowana przez bohemę i burżuazję, teraz majestatycznie topniała. Odrzucała pożółkłe tynki w ocean ulic pod zasłoną gołębich skrzydeł, piszczących anten, cieknących sufitów oraz czerni spalin. Wyrosła na tanie lokum, gdzie zagnieździli się drobni lichwiarze, kiepskie prostytutki, małe firmy i paru kłopotliwych lokatorów – zrezygnowani marzyciele ubogiej finansjery.
Odbijając się od ścian zagraconego korytarza, tasował w dłoni pęk kluczy - wszystkie wyglądały tak samo. Ząbkowane kawałki metalu, służące do izolacji czegoś przed kimś, trzaskały z niecierpliwości. Każdy chciał zostać wybrany, dlatego poirytowany domagał się głosowania. Zatrzymał się przed drzwiami do biura, próbując wytężyć wzrok. Trzech kandydatów stanęło w szranki, by zdobyć zamek, który tylko czekał na zwycięzce. Za drugim razem zapadki skapitulowały, a klamka opadła. Detektyw pchnął drzwi i chwiejnym krokiem wszedł do biura na drugim piętrze przy ulicy Nowej.
Opadając na fotel odpalił kolejnego papierosa, znów ryzykując zawartością żołądka. Na chwilę obecną nic nie miało sensu. Wiara w przypadki już dawno temu wywiodła go w pole, nigdy nie pozwalając wrócić do swojej świątyni. Nieszczęsne fatum morderczej logiki ciągnęło się za Detektywem od kiedy pamiętał. Jego przeznaczeniem nie była passa sukcesów, nagród z wyróżnieniem czy medali za uczestnictwo.
Zgasił papierosa i sięgnął do szuflady po niewielki nożyk do listów – sentymentalna pamiątka po ojcu. Staruszek zawsze lubił badziewne graty, o których przeznaczeniu zapominano. Dawne lata bez prądu, centralnego ogrzewania oraz telefonów znikały bezpowrotnie w kotle współczesności. Nikt nie żył dla lepszego jutra. Listonosze dostarczali teraz konsekwencje rozrzutności oraz ulotne spadki cen produktów dla wybranych. Ludzie poddali się wygodzie. Robiąc coraz mniej zaczęli tracić czas, który winni zaoszczędzić na postępie. Nowości stawały się przestarzałe już po paru miesiącach. Rdzewiejący nożyk, spisujący się prawie od wieku, pozostawał niezastąpionym.
Wysłużone ostrze wślizgnęło się pod sklejone fragmenty papieru, szybkim ruchem skazując je na bezpowrotną rozłąkę. Detektyw wziął głęboki oddech i odkładając narzędzie obok dymiącej popielniczki, sięgnął do szuflady, po pozbawiające odcisków palców szczypce. Z największą - na jaką mógł sobie pozwolić – precyzją, skubnął zawartość.
Kiedy idealnie złożona kartka upadła na biurko, złowieszczo kłapnęła cienkimi ustami,. Ostrożnie rozsunął białą gębę, która wyszczerzyła, w złowrogim grymasie, równe rządki liter. Odręczne, staranne pismo zionęło przemyślaną kompozycją, która informowała, że:

Nie znamy się. Nie jesteśmy przyjaciółmi. Daleko nam również do wrogów. Wypada Panu wiedzieć, że nigdy się nie spotkaliśmy twarzą w twarz. Śpieszno mi donieść, że mam pańską broń z sejfu. Proszę się nie martwić, to jedyna rzecz jaka zginęła. Nie kradnę niepotrzebnie - tak mnie wychowano.
Skoro czyta Pan ten list, to z pewnością ma Pan świadomość, że osoba, która skłoniła Pana do podjęcia tego zadania nie żyje. Rzeczą, o której jeszcze Pan nie wie jest fakt, że pocisk, który zakończył żywot tej nieszczęsnej istoty pochodzi z Pańskiej broni. Broni, która dwa dni temu leżała w biurowym sejfie. To tylko pierwsza ofiara.
Nie jesteśmy podobni. Nie jesteśmy kompletnie inni. Daleko nam również do wrogów. Dlaczego więc Pan? Możliwości są nieskończone. Wszystko polega na odpowiedniej argumentacji, a przede wszystkim motywacji.
Gwarantuję, że odzyska Pan swoją broń, unikając dalszych komplikacji. List posłuży jako dowód Pańskiej niewinności. W takim razie, o co mi chodzi? Możliwości są nieskończone...

Z wyrazami szacunku
Nadzieja

PS
Proszę dostarczyć wiadomość do Eligiusza P., a możliwości się skończą.


Opadł na skórzany fotel licząc, że mebel załamie się w czasoprzestrzeni i zabierze go do innego piekła. Gdzieś, gdzie nie będzie pionkiem w fatalnej grze kaligraficznego diabła. Sejf stał nieporuszony w rogu biura udając, że do niczego nie doszło. Zachował swoją niewinność, posłusznie spełniając powierzoną rolę. Niewzruszenie mrugał tarczowym okiem, spokojnie czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Otworzył się na życzenie, nie musząc stawiać niezbędnego oporu.
Detektyw wstał z fotela, by sprawdzić wiarygodność korespondencji. Klęknąwszy przed mechanizmem, chwycił za klamkę, która ani drgnęła. Gość posiadał na tyle przyzwoitości, by zamknąć za sobą drzwi. Idealne maniery na pewno nie pozwoliły zostawić niczego brudnym.
Zakręcił tarczą, ustawiając cyfry w odpowiedniej sekwencji. Ciężkie wrota westchnęły, zdradzając niepokojące braki własnego wnętrza. Broń faktycznie zniknęła. Porozsypywane resztki pocisków turlały się po żelaznych półkach, pobłyskując niczym złoto tonące w smole.
Zaczęło brakować mu tchu. Szybkie tętno wysysało powietrze z płuc, a obrastające cholesterolem naczynia krwionośne, domagały się strajku głodowego. Nie chciał umierać na zawał tak samo, jak ryba nie chce kopać w ziemi. Taki miał być koniec? Pijany, śmierdzący potem i papierosami, na brudnej podłodze własnego biura? Czuł, że traci przytomność. Z otwartymi oczami osunął się na plecy nie widząc ratunku. Widział za to kota morderce, który starannie oblizywał własną łapę. Zwierzę usadowiło się na białej kopercie tuż pod drzwiami, omiatając ogonem próg.
Hipnotyzujący ruch przywrócił regularny oddech Detektywa. Jego ręce, z łoskotem pękającej góry, ciężko opadły na podłogę, Przygwożdżona grawitacją dłoń, sunęła w stronę białej wyspy, na czarnym bagnie wejścia. Powracające krążenie pozwoliło palcom chwycić papier, aktualnie pozbawiony faktury. Przyciągnął korespondencje do siebie, doskonale wiedząc czego się spodziewać po adresacie. Nie miał za to zielonego pojęcia o nadawcy. Miał służyć za pośrednika i tym chciał pozostać.
Dzięki sumiennie zarobionym latom kiepskiego życia, ściskając list w dłoni, z doświadczeniem dźwignął obolałe ciało. Na zewnątrz zaczynało świtać. Promienie słońca porzucały swoje szkodliwe części w górnych częściach atmosfery, nie oglądając się do tyłu. Bombardowały alejki jasnością, która nie pozwalała zatracić się we własnym mroku. Pełne beznadziei miasto, budziło się na kolejny marny poranek. Drzemie coś magicznego w pojawiającym się na szczycie dachów słońcu. Na tyle tajemniczego i mistycznego, że postanowił odebrać telefon od martwego klienta. Trzęsący się z niecierpliwości plastik, gruchotał krzemowymi kośćmi procesorów i płytek. Detektyw wcisnął zieloną słuchawkę.
Głos był miękki, chociaż pewny siebie. Jego brzmienie przypominało harmonie wszystkich orkiestr świata grających spójną kompozycję. Milion kropel deszczu wpadających do śpiącego jeziora w tym samym, idealnym momencie. Był jednym pociągnięciem pędzla, który malował całą panoramę barw i emocji denerwujących autyków oraz daltonistów. Detektyw musiał przebrnąć przez wyłożone jedwabnymi sylabami pytanie, zanim zdołał cokolwiek powiedzieć. Kobieta na drugim końcu chciała wiedzieć, jak miewa się kot.
_________________
Żywię ogromną nadzieję, w kwestii interpunkcyjnego progresu
 
     
jaceksenior 
Autor/ka z pewnym stażem...


"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 2
"Brązowych Pietruch": 5
Pomógł: 7 razy
Wiek: 63
Dołączył: 05 Maj 2012
Posty: 936
Skąd: Działoszyn
Wysłany: 2018-03-11, 19:02   

Podziwiam piszących eseje :) Czytam owszem lecz nie piszę . To mnie nie kręci :) . Byłem, poczytałem i ślad zostawiłem :) Pozdrawiam
_________________
jaceksenior
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 345 razy
Wiek: 69
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 13251
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-05-14, 13:04   

Opowiadanie przenoszę do działu Prozy, gdzie również można czytać i komentować. :0
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
elafel 
Moderator



"Złotych Pietruch": 8
"Srebrnych Pietruch": 9
"Brązowych Pietruch": 10
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 11
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 125 razy
Wiek: 64
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 13138
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-09-13, 23:31   

Prawda, tu też można czytać, ja przeczytałam i zaciekawiona idę dalej.
Pozdrawiam autora.
_________________
Ela
 
     
elafel 
Moderator



"Złotych Pietruch": 8
"Srebrnych Pietruch": 9
"Brązowych Pietruch": 10
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 11
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 125 razy
Wiek: 64
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 13138
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-09-13, 23:31   

Prawda, tu też można czytać, ja przeczytałam i zaciekawiona idę dalej.
Pozdrawiam autora.
_________________
Ela
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group