Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Limerykowym Królem zostały dwie osoby: Antonella oraz echo

Tytuł Najciekawszego Opowiadania zdobył utwór: - Muuuuuuuuuuuu autor Gelsomina

Wierszem Miesiąca został utwór: Zwiędły liść autorstwa Gelsomina

Tytuł Najpiękniejszego Wiersza o Jesieni zdobył utwór: jesiennie autorstwa Antonella

Zapraszamy do konkursu o Złotą Pietruchę w temacie: PUŁAPKA

Zapraszamy do konkursu na wiersz tematyczny: ŚWIĘTA

Zapraszamy do głosowania o : Kryształową Dynię




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Dany
2018-09-22, 11:26
Muuuuuuuuuuuu
Autor Wiadomość
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-16, 20:37   Muuuuuuuuuuuu

I po diabła wyszłam za mąż? Po co mi to było? No tak... Zaraz zaraz... Teraz sobie przypominam, że po prostu chciałam mieć rodzinę. Ale byłam głupia! Przecież gniazdo można założyć, nie wstępując w związek małżeński, a o ile prostsze wtedy jest ewentualne rozstanie, to już o tym nie wspomnę. Co prawda, wychodząc za mąż, nie zakładałam, że po sześciu latach wspólnego pożycia, będę chciała rozwodu. Baaaaa, nie zakładałam tego w ogóle. Byłam pewna, że łączy nas miłość aż po grób tak, jak głosi przysięga. Kiedy przyjaciółki wypłakiwały się na moim ramieniu, skarżąc na swoich mężusiów, a to, że za często wychodzą z kolegami na piwko, a to, że nie mają w sobie za grosz romantyzmu, a to, że oglądają się za innymi, pocieszałam je, jak umiałam, a w duchu myślałam sobie, jaką jestem szczęściarą, mając Jacusia. Z czasem przyjaciółki skarżyły się coraz bardziej na leniwych partnerów, którzy wymigują się od prac domowych i opieki nad dziećmi, a nawet, o zgrozo, dopuszczają się zdrad. Straszne. Utwierdzałam się w przekonaniu, że mój Jaculka to skarb. Przystojny, męski, opiekuńczy, zasypujący mnie kwiatami i prezentami. A ileż miłosnych listów mam schowanych w szufladzie biurka! Nie jakieś tam smsy, maile, a prawdziwe, tradycyjne listy, pisane na przepięknej papeterii. A, jeśli chodzi o seks, to był naprawdę cudowny, szczególnie w pierwszym roku małżeństwa, a później... Tak czy siak, uważałam, że nasze małżeństwo jest doskonałe i dałabym sobie rękę urąbać (mam nadzieję, że chociaż wykazałabym tyle rozsądku, żeby lewą, bo jestem praworęczna), że wpatrzony we mnie jak w obrazek, mężuś, nigdy mnie nie zdradzi. O święta naiwności! Pociechą jest to, że zachowałam obie ręce i tymi ręcyma znalazłam dowód na to, jak bardzo się myliłam. A niech to szlag! Jednak, nim dojdę do sedna sprawy, nadmienię, że mój wybranek miał jedną wadę, która na początku wydawała mi się jedynie wadką, a dla innych (czytaj: moja szanowna mamusia) nawet zaletą.

- A gdzie ty, dziewczyno, takiego drugiego znajdziesz, co do kościoła chodzi, modli na różańcu? A co ci to przeszkadza? Widać, że chłopak dobry, spokojny, zakupy robi, sprząta, gotuje, pierze, kwiaty przynosi... - Tu mamcia musiała złapać oddech, bo aż ją zatchło od wymieniania zalet wszelakich wyżej wymienionego Jacka, czyli zięcia idealnego.

No dobra. Może i racja. Przemogłam się i w niedzielę, po upojnym seksie i przepysznym śniadanku, przyrządzonym przez mężulka, szłam z nim za rączkę do domu bożego, gdzie na około czterdzieści pięć minut, stawałam się posłuszną owieczką: wstawałam, robiłam znak krzyża, siadałam, klękałam... taka swego rodzaju gimnastyka. Później szliśmy na spacer do pobliskiego parku, następnie na lody i na obiad do rodziców Jacusia. Z czasem chodzenie na coniedzielną mszę stało się dla mojego męża niewystarczające i zaczął uczestniczyć w niej również w dni powszednie i nie ma, że boli... trzaskające mrozy, wichury, burze, tropikalne upały, nic a nic, nie przeszkodziło mu w spełnianiu katolickiego obowiązku. Chodził do kościoła nawet z gilem do pasa i tak kaszląc, że ludzie rozbiegali się w panice, byle dalej od niego. Na takie coś to ja się już zgodzić nie mogłam, a utwierdziłam się w postanowieniu, kiedy w niedzielę wielkanocną, zostałam brutalnie zbudzona z najlepszego snu o piątej rano!

- Zwariowałeś??? - Byłam naprawdę wściekła.


- Małpeczko kochana, wstawaj. Przecież musimy zdążyć na Rezurekcję - powiedział z czułym uśmiechem, ubrany w najlepszy garnitur, Jaculka.

- Co???? - Schowałam głowę pod kołdrę i ani myślałam spod niej wyjść, dopóki niebezpieczeństwo nie minie. Jacek na Rezurekcję poszedł sam, a kiedy wróci,ł nie ukrywał, że jest na mnie śmiertelnie obrażony, ale różaniec za mnie zmówił. Głośno. Nawet dobrze, bo dzięki temu znów zmorzył mnie sen, a później wstałam wypoczęta i pełna energii, tym bardziej, że pogoda za oknem nastrajała optymistycznie. Pogodziliśmy się i stwierdziliśmy, że będziemy dla siebie tolerancyjni, czyli on będzie praktykującym katolikiem, a ja niepraktykującą katoliczką, jeśli tak można nazwać moją niechęć do uczestnictwa w nabożeństwach, ale co tam, bylebym miała spokój. Później uległam tylko raz, ponieważ Jacuś z taką pasją i miłością opowiadał o Triduum Paschalnym, że chciałam się przekonać na własne oczy i uszy o sile tych uroczystości. Wyszłam z pracy o siedemnastej, biegiem zrobiłam zakupy, wpadłam do domu, aby coś przekąsić i się odświeżyć, a następnie, co koń wyskoczy pognałam do kościoła, gdzie miał czekać na mnie Jacuś. Niestety nie wypatrzyłam w tłumie wiernych ani męża, ani wolnego miejsca. Przestałam bite dwie godziny, przestępując z nogi na nogę i ziewając tak szeroko, że o mało nie zwichnęłam sobie szczęki. To nie dla mnie. Zapewne sczeznę w piekle, ale nawet taka groźba nie jest w stanie wywołać we mnie prawdziwych uczuć religijnych. Od tej pory już nie ulegałam takim praktykom i żyliśmy sobie spokojnie aż do momentu, kiedy wiara zaczęła wkraczać do naszego życia intymnego. Okazało się, że wolno kochać się tylko w jednej, wiadomej pozycji, o miłości francuskiej nawet mowy nie ma, a jak już się skusił, to na drugi dzień leciał do spowiedzi, mało nóg nie połamał. Stwierdziłam, że mój małżonek zwariował i prosto z mostu mu to powiedziałam, a nawet zapisałam go na wizytę do psychologa. Z tym trzeba walczyć. Mąż spojrzał na mnie tak, jakbym to ja potrzebowała wizyty u specjalisty, a najlepiej, żebym od razu została poddana serii elektrowstrząsów i stała się warzywkiem jak McMurphy w "Locie nad kukułczym gniazdem". Następnie poskarżył się teściowej na Małpeczkę.

- Dziewczyno, czy ty oszalałaś? Gdzie ty takiego drugiego znajdziesz? - No nie, znów ta sama śpiewka.

- Ale mamo, ty nic nie rozumiesz! Jestem młoda, chcę się bawić, zwiedzać świat, kochać...

- A o to ci chodzi. Coś nie tak z nim w łóżku?

- Wszystko nie tak.

- To twoja wina - stwierdziła mama autorytatywnie. - Spójrz na siebie. Kiedy byłaś ostatnio u fryzjera czy kosmetyczki? Kiedy kupiłaś sobie nowy ciuch? Zapuściłaś się jak dziadowski bicz.

- Rozpuściłaś a nie...

- Cicho! Weź się za siebie, a i świętego na złą drogę sprowadzisz. Do dzieła!

Może i racja. Ostatnio tylko wiara i wiara aż do przesytu i chyba się trochę w tym wszystkim pogubiłam. Nie ma co gdybać, a trzeba działać. Poszłam do pani Kasi, właścicielki salonu piękności i po starej znajomości, wcisnęła mnie bez zapisu, między tłum klientek. Po drodze do domu, przeglądając się z satysfakcją w mijanych witrynach, kupiłam sobie dopasowaną sukienkę z dekoltem i koronkową bieliznę. Drżyjcie narody! Czekałam odziana w seksowne ciuszki, a na stole stygła kolacja i wypalały się świece, a Jacusia nie było widać. W komórce włączała się tylko poczta głosowa. Cóż było robić? Nalałam sobie wina do kieliszka i wysączyłam dla poprawy nastroju. Później drugi kieliszek i trzeci... Przyszedł Jacula, a ja już byłam trochę wstawiona, ale tym bardziej gotowa na seks, więc zaczęłam się do niego przymilać, zamiast skrzyczeć za spóźnienie i nie odbieranie telefonu.

- Małpeczko, jedynie marzę o łóżku... - Na słowo łóżko pognałam do sypialni jak młoda klacz, z tą różnicą, że po drodze zrzuciłam szpilki i sukienkę. Mąż przyczłapał za mną noga za nogą. Normalnie trwało to całą wieczność...

- Jaculku... - Mówiąc to, przytuliłam się do mężowskiej piersi. - Nie uważasz, że już dawno się nie kochaliśmy, a czasem warto popracować nad przekazaniem genów...

- Co? Jestem tak zmęczony, że nie mam siły nawet wziąć prysznica. Marzę tylko o śnie.

- Ale przed snem pieszczotki nie zaszkodzą. - Nie ustępowałam, a wtedy, mimo zmęczenia, wyskoczył jak oparzony z naszej alkowy.

- Małpeczko zaraz ci przyniosę zimny napój i lody, te twoje ulubione z czekoladową polewą. Upał dziś nie do zniesienia, więc trochę się ochłodzisz.

- Daruj sobie - odpowiedziałam zniechęcona. - Ale jak już wstałeś, to przynieś mi wino.

I tak każda moja próba uwiedzenia własnego małżonka spełzała na niczym. Pewnego wieczoru zaczął płakać nad talerzem z kolacją i urywanym od szlochu głosem powiedział, że stał się impotentem, że to nie moja wina, że mnie kocha... Cóż było robić? Małpeczka czyli ja we własnej osobie, przytuliła biednego Myszorka i pocieszała jak mogła.
- Będzie dobrze, ale przestań brać na siebie tyle obowiązków w pracy. To cię wykańcza. Pieniędzy mamy dość. - Pokiwał tylko głową i ponownie się rozszlochał. Postanowiłam, że na jakiś czas zaprzestanę ataków seksualnych i uzbroję się w cierpliwość. Mam dwadzieścia osiem lat, a Jaculka jest ode mnie starszy o dziesięć lat, więc dobiega czterdziestki. Może dopadł go kryzys wieku średniego...

No i zaprzestałam. Minął miesiąc, dwa, pół roku, a ja wmawiałam sobie, że takie białe małżeństwo ma swoje plusy. Na razie nie potrafiłam wymienić ani jednego, ale na pewno są. Rekompensowałam sobie braki pysznym jedzonkiem, a gotowałam i piekłam naprawdę dobrze. Jednak zauważyłam, że zaczęło mi to wchodzić w boczki i kamuflowałam naddatki tłuszczyku, spodniami na gumkę i luźnymi bluzkami. Tak odziana szłam do pracy i łudziłam się, że nikt nie zauważy powstałych krągłości. Nie mogłam sobie odmówić porcyjki lodów, które obficie polewałam ajerkoniakiem. Z czasem wystarczał mi już tylko ajerkoniak, a później innego rodzaju trunki. Mimo otumanienia procentami zauważyłam, że Jacula zaczął bardzo o siebie dbać, a nawet korzystać z solarium, które kiedyś uważał za bardzo niezdrowe dla skóry, a wręcz potępiał. Chodził też na siłownię, a nawet zakupił rower stacjonarny i postawił w naszej sypialni, aby co wieczór go ujeżdżać. Wtedy przemykałam do łóżka, szczelnie owinięta szlafrokiem, ponieważ zaczęłam wstydzić się swojego męża. Ale jego niewiele obchodziło, czy jestem naga, czy ubrana... Może teraz to nawet lepiej. Kiedy Jacuś piękniał, ja...

- Dziewczyno, jak ty wyglądasz??? I co ty na siebie włożyłaś? Worek po kartoflach? - Mama nie kryła oburzenia. - Coś się tak zapuściła?

A co jej będę tłumaczyć.

- Zaraz zapuściła. Mam gorsze dni.

- Raczej gorsze miesiące. Przecież zaraz wyjeżdżacie na urlop. Jak ty będziesz wyglądała w kostiumie?

A niech to szlag! Rzeczywiście. Ale przecież niewiele jem, a tylko piję... Hm... I zaczęłam co wieczór ujeżdżać ukochany sprzęt męża. Urlop zbliżał się nieubłaganie, a tłuszczyk nie miał zamiaru mnie opuścić, więc z rozpaczy piłam więcej. Często miałam wolną chatę, bo Myszorek wyjeżdżał w delegacje i mogłam bezwstydnie obalać wieczorem butelkę czerwonego wina. Na następny dzień czułam się okropnie i obiecywałam sobie, że już nigdy więcej, ale kiedy około południa kac mijał, obiecanki schodziły na dalszy plan.

Mieliśmy wyjechać w sobotę, ale urlop wzięłam już od środy. Chciałam na spokojnie nas spakować, opłacić rachunki, ogarnąć chatynkę i doprowadzić się do ładu, ale pierwszy dzień urlopu zaczęłam od zrobienia sobie drinka. Pierwszy łyczek i wstąpiła we mnie energia. Zaczęłam przeglądać ubrania i stwierdziłam, że wielu nie nosiłam od lat, więc trzeba je spakować do pudła i wynieść na strych. Po powrocie znad morza zdecyduję, co z nimi zrobię. Jak pomyślałam tak też zrobiłam. Pociągnęłam drugi łyk smakowitego drineczka i uniosłam ciężkie pudło jak piórko, a następnie wspięłam się z nim po schodach. Przecież nie będę czekała z takim drobiazgiem na Jacusia. Dam se radę. No i dałam. Na strychu, na którym byłam wieki temu, dopadły mnie wspomnienia i sobie nawet puściłam łezkę, może dwie. Zeszłam na dół po drinka, do którego sowicie dolałam wódki, a trochę mniej soku pomarańczowego i wróciłam z nim na strych. Postanowiłam, że pobuszuję trochę w pamiątkach i innych szpargałach, które trzymaliśmy w odpowiednio oznaczonych pudłach. Sięgnęłam po pierwsze z brzegu i znalazłam porcelanowe figurki aniołków, które zbierałam w dzieciństwie, a pod nimi kolekcję słoni, koniecznie z podniesioną trąbą, które niegdyś z pasją zbierał Jacuś. Kiedy to było? Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, kiedy jeszcze wierzył, że słoń przynosi szczęście. Toż to grzech. Uśmiechnęłam się. Wyciągnęłam największego słonia i przyglądałam mu się, nie dowierzając, że Jacuś mógł kupić taki kicz.
Jednak ostrożnie odłożyłam go na miejsce, bo przecież zyskał wartość sentymentalną, czyli jest bezcenny i wtedy zauważyłam coś kolorowego obok jego pokaźnej trąby. Ostrożnie odsunęłam resztę figurek i moim oczom ukazała się papierowa, błyszcząca torebka, a na niej wizerunek uśmiechniętego bobasa, otoczonego kwiatkami i motylkami. O jakie urocze zjawisko - pomyślałam. Zajrzałam do środka i znalazłam tam przesłodkie, malutkie, różowe buciczki. Rozkoszne..., ale zaraz zaraz, skąd one się tutaj wzięły? Takie butki dostają mężczyźni od swoich ciężarnych partnerek, a Jaculka jest jedynym mężczyzną, który mieszka w tym domu, a ja jedyną kobietą, ale na pewno nie jestem ciężarna, ponieważ stosuję najskuteczniejszą metodę antykoncepcyjną, czyli całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, nie licząc sprawiania sobie samej, od czasu do czasu, przyjemności. Jakoś trzeba sobie radzić, no nie? Święta, w przeciwieństwie do Myszorka, to ja nie jestem. Ale, wracając do tematu... Co te buciki robią w naszym pudle z pamiątkami?
Zajrzałam jeszcze raz do torebki i znalazłam w niej kopertę, która wcześniej umknęła moim oczom. Z koperty wyjęłam list i przeczytałam go jednym tchem. Był pełen miłosnych wyznań, pieszczotliwych, figlarnych słów, a na końcu... Najukochańszy Jacku, dzięki Tobie jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Teraz gdy wiem, że zostaniemy rodzicami, to miłość wypełnia mnie po brzegi. Kocham cię, kocham, kocham....
A niech to szlag. To nie może być prawda. Na pewno, wchodząc na strych, wyrżnęłam się w łeb o powałę, spadłam ze schodów i teraz leżę w szpitalu, będąc w śpiączce i śnię takie horrory, a przy moim łóżku siedzi mój wspaniały, wierny mąż i zrozpaczonym, ale pełnym nadziei głosem mówi...

- Małpeczko, dlaczego sama wchodzisz na strych. Mogłaś poczekać na mnie. Wtargałbym ci to pudło... - Nagle zamilkł. Jego wzrok padł na list i buciki, które trzymałam na kolanach. - To nie moje. - Czyżby w jego głosie naprawdę brzmiała rozpacz

- A CZYJE???????? - wydarłam się aż sufit zatrząsł się nam nad głowami. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi, a w sumie byłam ciekawa, jakie kłamstewko na poczekaniu wymyśli. Widocznie wystraszyłam go swoim krzykiem. Nie czekał na więcej, ale z szybkością geparda pokonał schody. Przecież nie zamierzałam go gonić. Co jak co, ale godność swoją mam. Takich rzeczy nie robi się kochającej i ufającej bezgranicznie żonie. Takich rzeczy kochająca i ufająca żona nigdy nie wybacza. Chciałam zapiec się w złości, ale wbrew sobie usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Ale byłam głupia! Dokończyłam drinka i podniosłam się, prostując dumnie, a wtedy naprawdę wyrżnęłam łbem o belkę. Zabolało jak cholera i błyskawicznie urósł mi wielki guz po prawej stronie głowy. Pomyślałam, że gdybym nabiła sobie guza jeszcze po lewej, to będzie namiastka rogów.. jak znalazł.

Zeszłam na dół, a tam mój niewierny małżonek cały w pąsach, z mnóstwem czerwonych róż w ramionach, klęczy na dywanie w salonie. Kiedy tylko mnie ujrzał, od razu wpadł w lament i błagał o przebaczenie swoją Małpeczkę. Małpeczka czyli ja, zdradzona żona, żona wpuszczona w kanał, której naiwność graniczyła z głupotą, podeszła do zapłakanego Myszorka i dała mu z całej siły w gębę. Biedny Jacula wypuścił z wrażenia różyczki z drżących rączek i powiedział - Jak możesz, Małpeczko?
Nie, tego to już mi było za wiele. - Paszoł won! - wrzasnęłam. Następnie wpadłam w taki szał, że z siłą wodospadu zmiotłam wszystkie jego rzeczy na środek podwórka, a na wierzchołku góry zatknęłam przeuroczą torebkę. Rower sobie zostawiłam. W końcu coś ujeżdżać muszę.

Z urlopu nie zrezygnowałam, ale nie pojechałam nad morze, tracąc tym samym wpłacony wcześniej, dość pokaźny zadatek. Chciałam znaleźć spokojne, ustronne miejsce i w końcu padło na malutką wieś, położoną nad rzeczką, wśród lasów. Dotarłam na miejsce zapyziałym busem, który prowadził niesympatyczny kierowca z mordem w oczach. Cóż, mogłam pojechać samochodem, ale trudno byłoby jednocześnie popijać wino z butelki po soku, rozmyślać nad tym, co się stało i prowadzić... W przydrożnej gospodzie nie było dla mnie miejsca, ale urocza właścicielka pokierowała mnie do równie uroczej pani Marysi, która wynajmowała pokoje w swoim prześlicznym jednopiętrowym domku. Przyjęła mnie z otwartymi ramionami, tym bardziej, że byłam pierwszą w tym sezonie wczasowiczką. Dostałam ładny pokoik z ukwieconym balkonem, z którego widok rozpościerał się na sosnowy las. Zaraz za płotem, okalającym posiadłość pani Marysi, zobaczyłam pasące się trzy krowy, a za nimi malownicze budynki stodół, w tym jedną wskazującą na przebyty pożar. Wysłuchałam, co ma mi do powiedzenia gospodyni, na temat oszczędzania wody, segregowania śmieci i zamykania drzwi wejściowych, a następnie z ulgą zamknęłam za nią drzwi, ciesząc się nareszcie, otaczającą mnie ciszą. Następnie chwyciłam butelkę po soku, usiadłam na balkonie w starym fotelu i zaczęłam przyglądać się krówkom, popijając winko. Wolałabym, żeby było zimne, ale nie chciało mi się iść do kuchni i włożyć go na trochę do zamrażalnika, więc delektowałam się tym, co mam. Przymknęłam oczy...

- Renatka! Jola! Grażynka! Chodźcie dziewczynki. Przyniosłem wam jabłuszka. Grażynka! Ogłuchłaś, babo jedna?

Donośny głos sprawił, że podskoczyłam na fotelu i wylałam na siebie zawartość butelki. No nie! Dobrze, że w walizce mam jeszcze dwie butelki. Przezorny zawsze ubezpieczony. Spojrzałam w kierunku wrzasku i zobaczyłam mężczyznę w nieokreślonym wieku, ubranego w białą koszulę, czarną kamizelkę i czarne spodnie, których nogawki schowane były w granatowych gumowcach. Osobnik miał na głowie czarny kapelusz, a w dłoniach metalowe wiadra, po brzegi wypełnione papierówkami.

- Jolka, nie fikaj, tylko podążaj do mnie, bo ci jabłuszek zabraknie.

Na te słowa jedna z krówek, na moje oko najmłodsza, pobiegła w podskokach do gospodarza, a dwie starsze podążyły za nią majestatycznie.

- Jak będziecie grzeczne, to i drugą porcję wam przyniosę. - Krowy zachowały całkowitą obojętność na taką deklarację, a skupiły się na konsumowaniu owoców. Mężczyzna zniknął za stodołą, by wrócić po kilku minutach z następną dostawą jabłek. W tym samym momencie, jedna z krów, która stała zadem w moim kierunku, nagle podniosła ogon i zrobiła wielką kupę. O rany! Obrzydliwość.

- No najadłyście się dziewczynki, to jazda do domu. Grażynka! Jolka! Renatka! - Darł się mężczyzna, a krowy posłusznie podążały za jego głosem.

No nareszcie będzie trochę spokoju...

Mimo wypitego wina długo nie mogłam zasnąć. Udało mi się dopiero, jak zaczęło widnieć. Zapadłam w drzemkę, z której nagle wyrwał mnie znajomy głos.

- Renata cholero jedna! Pospiesz się, bo do jutra nie zajdziemy na pastwisko! - Wtedy rozszczekały się psy z całej okolicy, zapiały koguty, a sroki, skrzecząc niemiłosiernie, ganiały się wśród listowia przydomowej brzozy. A niech to szlag! Muszę zamykać na noc okno, ale przecież w takim upale się uduszę. W takim razie muszę kupić zatyczki do uszu. Chyba mają tu taki asortyment...

Nie mieli, ale za to byli w posiadaniu najprzeróżniejszych trunków. Tym razem postawiłam na piwo, które po powrocie do domu, porządnie ochłodziłam, a następnie zaczęłam popijać, siedząc na wspomnianym już balkonie. O cholera. Romeo wraca z krowami i już po spokoju.

- A nie chce mleka? - krzyknął mężczyzna, zadzierając głowę i patrząc w moim kierunku.

- Ja?

- A widzi tu kogoś jeszcze?

- Mleka?

- No mleka, to taki biały płyn i w dodatku prosto od krowy. - Czyżby się ze mnie nabijał? - I twaróg mam i masło. Sam robię. Chce, czy nie chce? - Zaniemówiłam. - Jak chce, to niech do mnie przyjdzie jutro o dziesiątej, świeżutkie jej dam, Marysia powie jak do mnie trafić. Aaaa..., tylko niech butelkę weźmie po mineralnej.

- Butelkę? - Byłam naprawdę oszołomiona. Nigdy nie piłam mleka prosto od krowy.

- No butelkę na mleko. - Gospodarz pokiwał głową i zdawało mi się, że zrobił to z politowaniem. - Renatka, a gdzieś ty tam wlazła cholero jedna? Zobaczysz, że cię do rzeźni oddam!

Następnego dnia, w okolicach dziesiątej, wzięłam butelkę po wodzie mineralnej i podreptałam do pani Marysi, aby mi powiedziała, gdzie mieszka facet od krów.

- Andrzej? - zapytała pani Maria.

- Nie wiem czy Andrzej, ale chodzi mi o tego mężczyznę, którego krowy pasą się codziennie pod pani płotem.

- Andrzej.

- No to zechce mi pani powiedzieć, jak do niego trafić?

- Łatwo.

- Aha. - Pani Maria naprawdę dziwnie się zachowywała, więc zapytałam wprost, o co jej chodzi.

- Ano chodzi o to, że Andrzej... - Tu zawiesiła dramatycznie głos, aż mnie ciarki przeszły. - Otóż Andrzej - ciągnęła dalej, a ja coraz bardziej zaintrygowana wpatrywałam się w nią jak sroka w gnat. - Andrzej podrywa kobiety na mleko prosto od krowy - wypaliła gospodyni jednym tchem, a ja po dłuższej chwili konsternacji dostałam ataku śmiechu, który trwał i trwał. Prawdę powiedziawszy, dawno się tak nie ubawiłam.

- A niech się pani śmieje, ale później proszę mi nie mówić, że pani nie ostrzegałam. Jakby co, to on się z panią nie ożeni, a jedynie następną krowę nazwie pani imieniem. Była tu parę lat temu taka Grażynka z Warszawy, pani profesor. I też jej się mleka zachciało, a później to za nic wyjechać nie chciała, tylko za Andrzejem jak cielę łaziła. Nie powiem, zarobiłam na niej sporo, ale żal kobieciny, zakochała się na zabój. W końcu mąż po nią przyjechał i siłą do samochodu zapakował. Wierzgała jak opętana jakaś.

- Ale bajki pani opowiada.

- Żadne bajki - oburzyła się pani Maria. - Po niej była Renata. Piękna kobieta, dystyngowana, no dama po prostu, ale cóż, jak i ona mleka zapragnęła, a po kilku dniach spakowała się, pożegnała ze mną i do Andrzeja chciała wprowadzić, a on jej veto postawił. Ależ rozpaczała, krzyczała, że go kocha, że tylko on sprawił, że poczuła się prawdziwą kobietą. I nic z damy nie zostało. Andrzej się zlitował, sprawdził, kiedy odjeżdża bus do Łodzi, wziął walizkę w jedną rękę, a Renatkę pod drugą i wpakował do tego busa, choć się bardzo opierała, a później na pożegnanie jej pomachał. Ludzie mieli widowisko, że ho ho. Jola była u mnie dwa lata temu. Wesolutka jak szczygiełek. Fajna taka, że aż miło. Kiedy zobaczyłam, że idzie po mleko, postanowiłam ją ostrzec, ale śmiała się tak jak i pani, do rozpuku i poszła, i tak chodziła codziennie przez dwa tygodnie, a zadowolona jaka była, a wypiękniała jak królewna. Stwierdziła, że z Andrzejem to może nawet krowy paść, gnój wyrzucać, ale on ani myślał jej na gospodarstwo brać. Na szczęście Jolka nie rozpaczała, a powiedziała do mnie, że rozumie Andrzeja i jest mu wdzięczna za wszystkie chwile szczęścia. To jej wystarczy. Wycałowała mnie na pożegnanie, pomachała Andrzejowi, który akurat krowy z pastwiska sprowadził, posłała mu buziaka i odjechała.

Stałam z rozwartą buzią, naprawdę nie wiem jak długo. Ocknęłam się, kiedy poczułam, że ślina wypływa mi kącikiem ust. Musiałam wyglądać bardzo zabawnie, ponieważ gospodyni, do tej pory śmiertelnie poważna, nagle zachichotała. Wierzchem dłoni otarłam ślinę, przełknęłam jej nadmiar, zgniotłam butelkę i poszłam wrzucić ją do worka na plastik. Pani Maria pokiwała głową z wyraźną aprobatą. No co jak co, ale ja nie zamierzam uganiać się za facetem. Owszem potrzebuję mężczyzny, ale to on ma zabiegać o mnie, a nie odwrotnie. Upokorzeń miałam dość na następne sto lat.
Tym razem zamiast siedzieć na balkonie i pić, poszłam na długi spacer do lasu, a później nad rzekę. Wykąpałam się, poopalałam i poczułam się naprawdę dobrze, prawie tak jak dawniej, nim zostałam zdradzoną żoną. Poza tym przypomniałam sobie, że w sumie to ja nie przepadam za mlekiem.

Po trzech tygodniach abstynencji, kąpieli rzecznych i słonecznych, wróciłam do domu tym samym zapyziałym busem, prowadzonym przez kierowcę, w którego oczach nie dojrzałam tym razem żądzy mordu, ale zainteresowanie, a nawet podziw. Uśmiechał się do mnie szeroko, ilekroć na niego spojrzałam, więc stwierdziłam, że lepiej będę gapić się w okno. Co prawda zauważyłam, że jest nawet przystojny, ale na razie nie chciałam zawierać nowych znajomości. Przyjdzie na to czas. Podróż minęła szybko, a ja, wysiadając z busa, śledzona spojrzeniem kierowcy, pomyślałam, że nareszcie mogę zacząć nowe życie. Nie będę już szukać pocieszenia w alkoholu i nikomu nie pozwolę nazywać się Małpeczką, Żabcią czy inną zwierzyną. Mam całkiem ładne imię. Jestem mądrą, energiczną, piękną kobietą z poczuciem humoru, a moja wartość w związku nie będzie dzielić się na dwa, ale mnożyć.

A swoją drogą, to trochę mnie intryguje, co ten Andrzej w sobie ma...
 
     
elafel 
Moderator



"Złotych Pietruch": 8
"Srebrnych Pietruch": 9
"Brązowych Pietruch": 11
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 11
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 133 razy
Wiek: 64
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 13520
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-08-16, 21:42   

Czy to jest opowiadanie, o którym pisałaś Bodziowi. Podziwiam za upór i odtworzenie z pamięci.

Gelsomina napisał/a:
Tu mamcia musiała złapać oddech, bo aż ją zatchło

Trochę mi dziwnie brzmi. Nigdy z słowem "zatchło" nie spotkałam się.
Gelsomina napisał/a:
nic a nic nie przeszkodziło mu w spełnianiu katolickiego obowiązku.

Za "nic" przecinek
Gelsomina napisał/a:
Jacuś z taką pasją i miłością opowiadał o Triduum Paschalnym. że chciałam się przekonać

Przed "że" zamiast kropki, przecinek.
Dalszych uwag brak. Hi hi. Wczytałam się na wdechu.
Początek nie zapowiadał, że opowiadanie tak się potoczy. Byłam pewna, że kobieta wpadnie w alkoholizm, a tu psikus, wcale nie.
Zakończenie tłumaczy, dlaczego taki tytuł. Fajne opowiadanie. Masz pomysły.
_________________
Ela
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-16, 22:19   

Elu tak to jest to opowiadanie. Na początku zdenerwowałam się, ale później stwierdzilam, że szkoda czasu na nerwy i smutek a trza się wziąć do roboty :)
Co do zatchło to tak jak z ręcyma ;D Dam kursywę.
https://sjp.pl/zatchnąć
Dzięki za wyłapanie potknięć. Poprawię jutro i jeszcze popatrzę gdzie można ulepszyć tekst. Najważniejsze, że udało mi się go jako tako odtworzyć. Dzięki za czytanie i uśmiech, który chciałam wywołać. :)
 
     
tcz 
Autor/ka


Pomógł: 4 razy
Wiek: 68
Dołączył: 30 Maj 2018
Posty: 330
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 2018-08-18, 13:10   

Gelsomina,

Świetne opowiadanie, napisane z humorem.
Podobało mi się.
_________________
Tadeusz
 
     
echo 
Konsultant/ka



"Złotych Pietruch": 7
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 2
Pomógł: 165 razy
Wiek: 57
Dołączył: 21 Gru 2015
Posty: 4892
Skąd: Jędrzejów
Wysłany: 2018-08-18, 17:51   

Jak zwykle zabawnie i z polotem, dobre pisanie :)
Bardzo podoba mi się opowieść, jest taka… życiowa :)
Swoją drogą, podobno faceci myślą o seksie 19 razy dziennie, aż strach pomyśleć ile razy - kobiety :P


Przecież gniazdo można założyć, nie wstępując w związek małżeński, a o ile prostsze wtedy jest ewentualne rozstanie, to?(tego) już nie wspomnę.

Kiedy przyjaciółki wypłakiwały się na moim ramieniu, skarżąc na swoich mężusiów, a to, że za często wychodzą z kolegami na piwko, a to, że nie mają w sobie za grosz romantyzmu, a to, że oglądają się za innymi, pocieszałam je(,) jak umiałam, a w duchu myślałam sobie, jaką jestem szczęściarą, mając Jacusia.

Tak czy siak, uważałam, że nasze małżeństwo jest doskonałe i dałabym sobie rękę urąbać (mam nadzieję, że chociaż wykazałabym tyle rozsądku, żeby lewą, bo jestem praworęczna), że wpatrzony we mnie jak w obrazek(,) mężuś, nigdy mnie nie zdradzi.

- A gdzie ty(,) dziewczyno(,) takiego drugiego znajdziesz, co do kościoła chodzi, (co się) modli się na różańcu?

- Co???? - Schowałam głowę pod kołdrę i ani myślałam spod niej wyjść(,) dopóki niebezpieczeństwo nie minie.

Jacek na Rezurekcję poszedł sam, a kiedy wrócił(,) nie ukrywał, że jest na mnie śmiertelnie obrażony, ale różaniec za mnie zmówił.

Później uległam tylko raz, ponieważ Jacuś z taką pasją i miłością opowiadał o Triduum Paschalnym(,) że chciałam się przekonać na własne oczy i uszy o sile tych uroczystości.

- Ale mamo(,) ty nic nie rozumiesz!

- Jaculku... - Mówiąc to(,) przytuliłam się do mężowskiej piersi.

- Ale przed snem pieszczotki nie zaszkodzą. - Nie ustępowałam, a wtedy(,) mimo zmęczenia(,) wyskoczył jak oparzony z naszej alkowy.

Małpeczka czyli ja we własnej osobie, przytuliła biednego Myszorka i pocieszała(,) jak mogła.

- Dziewczyno(,) jak ty wyglądasz???

Ale przecież (ja) niewiele jem, a tylko piję... Hm... I zaczęłam() co wieczór ujeżdżać ukochany sprzęt męża.

Urlop zbliżał się nieubłaganie, a (mój) tłuszczyk nie miał zamiaru mnie opuścić, więc z rozpaczy piłam więcej.

Jak pomyślałam(,) tak też zrobiłam.

Na strychu, na którym nie byłam wieki temu, dopadły mnie wspomnienia i sobie nawet puściłam łezkę, może dwie.
Wydaje mi się, że „byłam wieki temu”, ale „nie byłam od wieków”.

Jednak ostrożnie odłożyłam go na miejsce, bo przecież zyskał wartość sentymentalną(,) czyli jest bezcenny i wtedy zauważyłam coś kolorowego obok jego pokaźnej trąby.

Teraz gdy wiem, że zostaniemy rodzicami, to miłość wypełnia mnie po brzegi. Kocham cię(,) kocham, kocham....

Pomyślałam, że gdybym nabiła sobie guza jeszcze po lewej(,) to będzie namiastka rogów.. jak znalazł.

Kiedy tylko mnie ujrzał(,) od razu wpadł w lament i błagał o przebaczenie swoją Małpeczkę.

- Jolka, nie fikaj(,) tylko podążaj do mnie, bo ci jabłuszek zabraknie.

- No najadłyście się dziewczynki(,) to jazda do domu.

Chce(,) czy nie chce?

- Jak chce(,) to niech do mnie przyjdzie jutro o dziesiątej, świeżutkie jej dam. Marysia powie(,) jak do mnie trafić.

- Pani Maria naprawdę dziwnie się zachowywała, więc zapytałam wprost(,) o co jej chodzi.

- Tu zawiesiła dramatycznie głos(,) aż mnie ciarki przeszły.

Prawdę powiedziawszy(,) dawno się tak nie ubawiłam.

Musiałam wyglądać bardzo zabawnie, ponieważ gospod(y)ni, do tej pory śmiertelnie poważna, nagle zachichotała.
_________________
Piszę, kiedy nie mam nic do powiedzenia.
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-19, 10:43   

Dziękuję Zbyszku za miłą ocenę i za korektę :)
"Swoją drogą, podobno faceci myślą o seksie 19 razy dziennie, aż strach pomyśleć ile razy - kobiety :P "
No nie wiem, nie wiem :P


Poświęciłam temu opowiadanku wiele godzin, a to dlatego, że musiałam go pisać dwa razy :lmao: Przez nieuwagę czy głupotę :hmm:
Niebawem naniosę twoje poprawki, za które jak zwykle jestem wdzięczna. Ileż czasu dzięki nim oszczędzam :]

Pozdrawiam :)

[ Dodano: 2018-08-19, 11:45 ]
Mam pytanie... to tego już nie wspomnę czy o tym*?



Tadeuszu, tak się zagapiłam na echo, że Ciebie nie zauważyłam, a raczej twojego komentarza :( , ale już naprawiam błąd :)

tcz napisał/a:
Gelsomina,

Świetne opowiadanie, napisane z humorem.
Podobało mi się.


Nawet nie wiesz jak cieszą mnie twoje słowa :)
Pozdrawiam :)

[ Dodano: 2018-08-19, 12:13 ]
A jednak już poprawiłam, oprócz to tego czy o tym :lmao:
Dodałam ci punkcik, ale myślę, że za taką korektę, to ze sto punktów powinieneś dostać :]
 
     
echo 
Konsultant/ka



"Złotych Pietruch": 7
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 2
Pomógł: 165 razy
Wiek: 57
Dołączył: 21 Gru 2015
Posty: 4892
Skąd: Jędrzejów
Wysłany: 2018-08-19, 12:41   

Pewnie o tym*, tak się tylko zastanawiałem :)
_________________
Piszę, kiedy nie mam nic do powiedzenia.
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-19, 13:57   

Zastanawianie się ma przyszłość :thumbup:
No to już mam poprawione wsio :)
 
     
echo 
Konsultant/ka



"Złotych Pietruch": 7
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 2
Pomógł: 165 razy
Wiek: 57
Dołączył: 21 Gru 2015
Posty: 4892
Skąd: Jędrzejów
Wysłany: 2018-08-19, 14:01   

Tylko popraw(ie)ni królestwa dostąpić mogą ;)
_________________
Piszę, kiedy nie mam nic do powiedzenia.
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-19, 14:16   

Zależy o jakie królestwo chodzi :)
 
     
echo 
Konsultant/ka



"Złotych Pietruch": 7
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 2
Pomógł: 165 razy
Wiek: 57
Dołączył: 21 Gru 2015
Posty: 4892
Skąd: Jędrzejów
Wysłany: 2018-08-19, 14:20   

Jak to pośród narodami, każdy ma swoje :)
_________________
Piszę, kiedy nie mam nic do powiedzenia.
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 353 razy
Wiek: 69
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 13522
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-08-20, 10:03   

Bardzo intrygujące opowiadanie, pisane z dowcipem, lekkim piórem.
Nic nie wspomniałaś o tym jej nałogu, w który zaczęła popadać. Wydaje się, że była już uzależniona, więc nie wiadomo, jak potoczyły się jej losy.
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-22, 10:34   

Dzięki Dany za komentarz i miłą ocenę, a co do picia to myślałam, że dałam do zrozumienia, że przestała. Może powinnam bardziej się postarać ;) . Wieczorem dopiszę jakieś zdanie na ten temat, żeby była jasność. Dopracuję :) Lubię pracować nad tekstem.
Pozdrawiam :)

[ Dodano: 2018-08-22, 19:47 ]
"Po trzech tygodniach abstynencji, kąpieli rzecznych i słonecznych..."

"Nie będę już szukać pocieszenia w alkoholu i nikomu nie pozwolę nazywać się Małpeczką, Żabcią czy inną zwierzyną. Mam całkiem ładne imię. Jestem mądrą, energiczną, piękną kobietą z poczuciem humoru, a moja wartość w związku nie będzie dzielić się na dwa, ale mnożyć."

Dwa wtrącenia... Myślę, że teraz już OK. :)
 
     
Antonella 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 4
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 4
Fraszkowy Król: 2
Pomogła: 29 razy
Dołączyła: 06 Paź 2010
Posty: 5195
Skąd: z daleka
Wysłany: 2018-08-26, 09:16   

Gelsomino, świetne pisanie, czyta się jednym tchem, a gdy dogalopuje się do końca, ogarnia rozczarowanie, że już po uczcie.

Proszę o ciąg dalszy, no :)
_________________
Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Teraz - z wzajemnością.

Anthony Hopkins
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-26, 09:58   

Antonella napisał/a:
Gelsomino, świetne pisanie, czyta się jednym tchem, a gdy dogalopuje się do końca, ogarnia rozczarowanie, że już po uczcie.

Tosiu uszczęśliwiłaś mnie tym komentarzem. :]

Antonella napisał/a:
Proszę o ciąg dalszy, no

Dla ciebie wszystko ;)
Tylko jest jeden maluteńki problemik... otóż powinnam dokończyć, co najmniej, trzy opowiadanka, a ja... :thumbdown:
Jednak dla takich komentarzy warto pisać, więc myślę, że natchnienie przyjdzie do mnie szybko. :)
 
     
lidiusza 
Autor/ka z pewnym stażem...


"Wierszy miesiąca": 2
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 06 Wrz 2017
Posty: 380
Skąd: pomorskie
Wysłany: 2018-08-26, 12:52   

Zaciekawiłaś, z przyjemnością przeczytałabym ciąg dalszy :D
_________________
jesteśmy naszą pamięcią
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-26, 21:36   

Zobaczę co da się zrobić ;D
Dzięki :)
 
     
Antonella 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 4
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 4
Fraszkowy Król: 2
Pomogła: 29 razy
Dołączyła: 06 Paź 2010
Posty: 5195
Skąd: z daleka
Wysłany: 2018-08-28, 11:32   

Rozumiem, też tak mam, wena musi być, inaczej topornie wychodzi :)

Weny zatem życzę :)
_________________
Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Teraz - z wzajemnością.

Anthony Hopkins
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 6
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 145 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5039
Skąd: Łódź
Wysłany: 2018-08-29, 07:52   

Bez weny ani rusz i bez czasu i spokoju, aby wszystko zebrać w jedną całość :]
Dzięki Tosiu za życzenie :) Na pewno się spełni :thumbup:
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 353 razy
Wiek: 69
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 13522
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-09-22, 11:25   

Utwór ten zdobył tytuł Najciekawszego Opowiadania i przenoszę go na Górną Półkę.
Serdecznie gratuluję :)
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group