Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Złotą Pietruchę w temacie "łowy" zdobył wiersz:
Lumpołowy autor - Motysia

Zapraszamy do konkursu o Złotą Pietruchę w temacie
PIKNIK

Zapraszamy do konkursu na wiersz tematyczny
WIOSNA

Wierszem Miesiąca III/2019 został utwór:
Samotnieję autorstwa echo




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Dany
2019-04-09, 01:42
Origami pełne marzeń
Autor Wiadomość
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1893
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-03-05, 20:36   Origami pełne marzeń

Chłopiec biegł coraz szybciej. Nie zwracał uwagi na mijanych ludzi i samochody. Jego drobnym ciałem raz po raz, wstrząsały spazmy płaczu. Przebiegł przez jezdnie i torowisko. Skręcił na chodnik prowadzący do parku. Niestety trafił centralnie w jegomościa idącego z naprzeciwka. Facet był zwalisty jak góra i czytał gazetę.
– Jak chodzisz gówniarzu?– warknął gniewnie.
Nie czekając na odpowiedź, mężczyzna zwinął gazetę i próbował pacnąć dziecko jak natrętną muchę. Chłopiec zrobił unik, ominął mężczyznę i pomknął w kierunku drzew. Mimo młodego wieku, Boguś opanował uniki do perfekcji. Ale i tak, jego plecy i pośladki naznaczone były gniewem ojca. Teraz też uciekał z miejsca kaźni, czyli domu.
Gdy wszedł między drzewa, poczuł zapach ziemi i ściółki. Powoli zaczął się uspokajać. Poprawił czapkę na głowie i zdjął trampki. Lubił chodzić na bosaka po piaszczystych leśnych ścieżkach. Już po chwili jego oczom ukazał się kawałek starorzecza Wisły. Był zarośnięty trzcinami i sitowiem. Tylko wąska strużka wody odbijała słońce. Boguś wyjął z tylnej kieszeni spodni dzienniczek. To jego widok podziałał na ojca jak płachta na byka. Rusycystka wpisała na czerwono uwagę:
Pański syn, nie chce korespondować z wyznaczoną przyjaciółką z ZSRR.
Jedno zdanie, a tyle furii. Ojciec chwycił sznur od żelazka i zaczął go bić gdzie popadnie.
– Czy ty wiesz, co o mnie powiedzą koledzy z partii? – Wrzeszczał i znaczył pręgami jego plecy. – Że towarzysz z komitetu zakładowego nie potrafi wychować syna.
Chłopiec wykorzystał chwilę, gdy mężczyzna zaczął sapać i wyrwał się z rąk oprawcy. Chwycił jeszcze dzienniczek i już go nie było.
Boguś usiadł na piasku. Wyrwał kartkę z uwagą i zaczął robić z niej stateczek. Robił to wielokrotnie, w tym sam miejscu. To był jego azyl, a prosta czynność uspokajała go. Ta dzika zatoczka znała wszystkie jego klęski i problemy. Pierwszy raz przyszedł tu, gdy miał sześć lat. Ojciec powiedział mu wtedy:
– Nie kupię ci żadnych korków, o piłce też nie myśl.– Wycedził powoli – Rower też nie jest ci potrzebny. Masz tylko się uczyć i nie przynosić mi wstydu.
Pewnie już spora flota niepełnionych marzeń uniosła się razem z mgłą.
Majowy zmierzch nadszedł szybko. Gałęzie drzew zaczęły rzucać długie cienie na plażę. Chłopiec wstał, otrzepał spodnie z piasku. Wiedział, że musi wracać, wiedział też, jakie będą konsekwencje. Powoli poszedł w kierunku domu. Gdy dotarł pod blok, było już ciemno. Wszedł do klatki, pokonał trzy piętra. Stanąwszy pod drzwiami, długo nie naciskał na dzwonek. Odwlekał moment wejścia, jak mógł. Dwa tygodnie temu, w ramach kary, ojciec zabrał mu klucze. Za każdym razem musiał dzwonić i się meldować. Drżącym palcem przycisnął wreszcie guzik. Z głębi mieszkania zaczęły dochodzić odgłosy podniesionych głosów. Drzwi otworzyły się z hukiem.
– O jaśnie pan raczył się pojawić. – Masywne metr osiemdziesiąt zgarnęło go do przedpokoju.
– Może opowiesz mamie jakiego grzecznego syna urodziła.– Ojciec złapał Bogdana za ucho, a ten przebierając w powietrzu nogami poszybował cztery metry. Postawiony na progu pokoju chłopiec otrzymał plaskacza w plecy, aż wylądował za szafą.
– Masz szlaban na telewizję i podwórko. A jutro, masz Pani Roksanie przedstawić plany korespondencji – powiedział ojciec głosem nieznoszącym sprzeciwu i usadowił się na fotelu przy ławie. Siorbiąc herbatę ze szklanki, kończył pajdę chleba z tłustym boczkiem.
– Wiesz co Adela? To wszystko twoja wina. Rozbestwiłaś go, pozwalasz mu na wszystko i tak to się kończy. – Mężczyzna zwrócił się do kobiety siedzącej na drugim fotelu przy ławie.
– Zamiast zajmować się domem sprzątasz pokoje po tych kapitalistycznych turystach – ciągnął swój wywód.
– Andrzej, jakoś nie masz oporów, żeby zabierać mi pieniądze, które tam zarabiam. Poza tym, czym go rozbestwiam? Dziecko nie ma roweru, żadnych porządnych zabawek ani ciuchów jak jego rówieśnicy. – Matka próbowała bronić siebie i syna.
– Tak, jak bym ci zostawił pieniądze, to raz dwa byś je roztrwoniła, a my mamy inne wydatki. – Mężczyzna znowu wrócił do posiłku, uznał temat za zakończony.
– Basiu! Dopilnuj żeby brat się umył i zjadł kolację – mama zawołała siostrę Bogdana.
– Dobrze mamo. – Drobna szatynka szybko przybiegła z małego pokoju.
– Chodź Boguś, umyjemy się.– Wzięła łkającego chłopca za rękę i poprowadziła do łazienki.
Żadne luksusy. Umywalka, sedes, wanna, piecyk gazowy. W kącie stała pralka „Frania” z wyżymaczką. Basia wywiązywała się z roli starszej siostry w stu procentach. Teraz też pomogła chłopcu umyć się i przebrać w pidżamę.
– Chodź, zjemy u mnie w pokoju. – Zabrała z kuchni talerz z kanapkami i poszli do małej klitki szumnie nazywanej pokojem.
Mieszkanie było remontowane. Pierwotnie był to pokój z kuchnią i spiżarnią. Z głównego korytarza, po minięciu łazienki, można było wejść do dużego pokoju lub do szerokiego korytarza prowadzącego do kuchni. Ten szeroki korytarz był zarazem spiżarnią z licznymi szafkami. Ojciec przerobił kuchnie na mały pokój, a szeroki korytarz/spiżarnię na ciemną kuchnie. Mieszkanie miało jeszcze dwa pawlacze/antresole, gdzie można było zapakować dużo zbędnych rzeczy. Dopóki byli małymi dziećmi, Boguś z Basią spali razem w małym pokoju. Gdy siostra zaczęła dojrzewać, w dużym pokoju postawiono w poprzek szafę i kredens, wydzielając tym samym przestrzeń dla chłopca.
– Bardzo boli? – zapytała Basia, gdy już siedzieli przy biurku w pokoiku.
– Już się przyzwyczaiłem, tylko wstydzę się potem przebierać do WF. Chłopaki się śmieją z siniaków, mówią że jestem workiem treningowym – odpowiedział Boguś.
– Też dzisiaj dostałam, pomyliłam się przy zakupach o dwa złot. – przyznała się siostra, tak jakby chciała w ten sposób pocieszyć małego.
– Idź spać, ja muszę się jeszcze pouczyć do klasówki – zabrała pusty talerz i wyprowadziła go do kuchni.
– Spokojnie on już chrapie. Słyszysz? – Basia uśmiechnęła się i pocałowała go na dobranoc.
Faktycznie, po przekroczeniu progu pokoju, zauważył ojca leżącego na plecach w poprzek wersalki. Jego charkot przypominał pracę maszyn z pobliskiej budowy. Matka spała na siedząco w fotelu. Niedopity kieliszek winiaku i pety w popielniczce wskazywały na metodę znieczulenia. Boguś wziął popielniczkę i poszedł do łazienki. Wyrzucił zawartość do sedesu i spuścił wodę. Wyłączył śnieżący ekran telewizora i poszedł do swojego kącika wydzielonego od reszty pokoju szafą. Uchylił trochę drzwi balkonowe, żeby wpuścić świeże powietrze. Tapczan-półka był już rozstawiony i pościelony. Chłopiec położył głowę na poduszce, przykrył się kocem i zamknął oczy. Po chwili śnił o pięknych plażach i nieprzebytych kniejach.
Najchętniej spałby tak w nieskończoność. Niestety siostra miała w obowiązkach obudzić go, zrobić śniadanie i przyszykować do szkoły. Nie chciał, żeby miała kłopoty. O siódmej czterdzieści pięć, z tornistrem na plecach, z juniorkami w worku, pocałował siostrę w policzek i już go nie było. Skakał po trzy stopnie, na półpiętrach wirażował. Na zewnątrz rozejrzał się po okolicy. Ich dom był typowym budynkiem wybudowanym na potrzeby „Huty Warszawa”. Trzypiętrowy, bez windy, plus poziom strychów, piwnice, biała i czerwona cegła. Pięć klatek schodowych, dozorca w służbowym mieszkaniu. Pomiędzy dwoma blokami wyasfaltowane podwórko, piaskownica, huśtawki karuzela. Na obrzeżach drzewa i krzaki bzów. Sześć ławek okupowanych przez lokatorów. Dwa szeregi garaży i nieliczne samochody. Przechodząc przez drugie podwórko, widać przedszkole i szkołę podstawową. Gmach szkoły był okazały. Przez furtkę przechodziło się po schodach do wejścia głównego albo spadzistym chodnikiem do szatni w piwnicy. Miał jeszcze godzinę do pierwszej lekcji. Miał też zapas kapsli w tornistrze. Przy szkole był też najwspanialszy murek w okolicy. Sto metrów z przeszkodami. Kilku chłopców już wystawiło swoich zawodników. Zgodnie z zasadami można było trzy razy wymienić kapsel. Specjalizacje były różne, poduszkowce, z plasteliną, z parafiną i metalowce. Po chwili Wyścig Pokoju, w wersji mini, zawładnął młodymi kolarzami.
Dzwonek na przerwę przypomniał im, że czas zmienić obuwie i iść pod klasę. Przed salą stali już uczniowie. Przy drzwiach wkurzona Pani Roksana walczyła z zamkiem.
– Coście zrobili z zamkiem, urwisy?– Rusycystka uderzyła dłonią w futrynę i pobiegła w kierunku gabinetu dyrektorki.
Przez chwilę było słychać podniesione głosy. Potem wysunęła się głowa dyrektorki szkoły, Pani Alicji Majewskiej.
– Dyżurny klasy do mnie! – Jej głos był ostry jak brzytwa.
Padło na nowego, Artura Boryczko. Spuścił głowę i pobiegł. Z gabinetu skierował się do woźnej. Stamtąd wypadł jeszcze szybciej i z daleka machał kluczem.
– Idziemy do sali PO – Krzyknął.
W podpiwniczeniu oprócz szatni, były magazynki i sala Przysposobienia Obronnego. Bogdan jeszcze nie miał tego przedmiotu. Czasami tylko, w ramach zastępstwa emerytowany pułkownik LWP przechowywał ich w swoim azylu. Nazywał to godzinami patriotyzmu. Pan Zdzisław opowiadał o swoim szlaku bojowym od Lenino do Berlina. W otoczeniu manekinów w umundurowaniu fizyliera Kościuszkowców, kombinezonie chemicznym OP1 i szafek pełnych różnych wojennych gadżetów, były dla chłopców fascynujące. Język rosyjski w tej samej Sali, w dodatku z Panią Roksaną to już nie to samo.
– Доброе утро, дети, садитесь и вынимайте тетради и учебники. – Pani Roksana przywitała się i kazała usiąść w ławkach.
Po sprawdzeniu listy obecności, zaczęła na wyrywki zapraszać do nauczycielskiego biurka z zeszytami. Bogdan starał się być niewidzialny, ale po chwili został trafiony zatopiony.
– No chodź Bogusław, pokaż czy moja interwencja coś dała. – Powiedziała z przekąsem.
Klasa zachichotała, a on czerwony ze wstydu, poszedł jak na szafot.
– No i bardzo ładnie, postarałeś się. – Stwierdziła po przeczytaniu listu do Swietłany z Kijowa.
– A teraz dyżurny wyda wam legitymacje TPPR. To dla was zaszczyt i obietnica nowej ciekawej przygody. Możecie zacząć korespondować z połową kuli ziemskiej, tylu ludzi posługuje się językiem rosyjskim – Z błyskiem w oku zaczęła odlatywać w swój świat.
Wszystko szło dobrze, lekcja miała się ku końcowi, gdy niespodziewanie do klasy wszedł Pan Kazio. Był dozorcą i złotą rączką w szkole. Coś szepnął nauczycielce na ucho, a ta zaczęła się miotać, jakby zaatakowało ją stado mrówek.
– Popamiętacie mnie gówniarze – Rzuciła na odchodne i pobiegła do dyrektorki.
– No przegięliście, szpilka w zamku to jeszcze pikuś, ale domalowywanie na portretach wąsów i rogów, to już nie przejdzie. – Dozorca pokiwał głową z politowaniem.
Gdy zniknął za drzwiami, dzieci w małych grupkach zaczęły ożywioną dyskusję. Po chwili gwar był jak w ulu. Nawet nie zauważyli, gdy do sali weszła Pani dyrektor z dwoma funkcjonariuszami, w niebieskich mundurach.
– Dzieci! Teraz pojedynczo będziecie rozmawiać z panami milicjantami. Potem udacie się na salę gimnastyczną i będziecie czekać na dalsze polecenia. – Głos jej drżał i łamał się w pół słowa.
Uczniowie kolejno wychodzili na korytarz, siadali przy stoliku z milicjantami. Po chwili rozmowy szli na salę gimnastyczną. Gdy przyszła kolej Bogdana, usiadł na brzegu krzesła.
– Imię nazwisko, miejsce zamieszkania, osoba dorosła do kontaktu. – Głos funkcjonariusza był suchy i zimny, beznamiętny. – Czy wiesz coś na temat zatrzaśniętych drzwi i malunków na portretach sławnych osób z zaprzyjaźnionego kraju? – Był najwyraźniej znudzony tą rozmową.
Po udzieleniu odpowiedzi, chłopiec wolno poszedł w stronę łącznika szkoły z salą gimnastyczną. Po drodze wszedł do toalety, nerwy jak stado skorpionów atakowały jego żołądek. Gdy jego brzuch uspokoił się na tyle, żeby stanąć normalnie na nogach, Bogdan dołączył do pozostałych uczniów. Długo jednak nie posiedział na ławeczce, ustawionej pod ścianą. Na korytarzu dało się słyszeć krzyki i do sali wpadł jego ojciec, a za nim dwóch milicjantów z dyrektorką. Wzburzony mężczyzna podbiegł do chłopca i uderzył na odlew otwartą dłonią. Bogdan padł nieprzytomny na podłogę, a z kącika ust popłynęła mu krew.
– I co ty robisz bydlaku, dziecko bijesz?– Funkcjonariusz złapał go za rękę i obezwładnił.
– Uważaj komu ubliżasz, jeden telefon i będziesz szlifował krawężniki w Pcimiu Dolnym – Andrzej wyciągnął wolną ręką czerwoną legitymację z marynarki i machnął milicjantom przed oczami.
– Niech Pan się uspokoi, zaraz wszystko wyjaśnimy. – Dyrektorka próbowała zażegnać konflikt.
– Dobrze, muszę teraz wrócić do Huty, mam zebranie POP. Z tym gówniarzem porozmawiam w domu – Warknął i nie zważając na funkcjonariuszy, wyszedł ze szkoły.
Gdy chłopiec oprzytomniał i otworzył oczy, stała nad nim dyrektorka i reszta klasy. Jedna z koleżanek ocierała mu krew. Bogdan powoli wstał, zachwiał się na nogach. Podniósł tornister, worek na buty i ruszył w kierunku wyjścia.
– Zostań, gdzie idziesz? – zawołała dyrektorka.
– A co, jak zostanę, to co, pomoże mi Pani?– chłopiec zapytał z sarkazmem.
Nie zatrzymywany już przez nikogo wyszedł ze szkoły. Poprzez dwa podwórka, doszedł do swojego bloku. Drzwi od wejścia do piwnicy, były jak zwykle otwarte. Ich boks był za dwoma zaułkami. Trafiłby nawet po ciemku. Ze skrytki za zawiasem wyjął klucz od kłódki i otworzył skrzypiące drzwi. Zza regału wyciągnął ukryty dawno temu plecak. Zerknął do środka, parę ubrań na zmianę i parę wyrobów czekoladopodobnych. Odnalazł obluzowaną cegłę i wyjął spod niej tak zwaną żelazną gotówkę. Dużo tego nie było, tyle co dostał od dziadków i chrzestnej na urodziny i pod choinkę. Był już zdecydowany. Musiał uciec, ale nie miał tyle środków, aby dostać się za morze. Czyli pozostaje wyjazd do rodziny na wieś. Tam zatrzymałby się na jakiś czas i spokojnie pomyślał nad dalszą trasą. Po chwili już biegł w kierunku przystanku tramwajowego. Przezornie koło Komendy Milicji na Żeromskiego przeszedł na drugą stronę jezdni. Oglądając się dookoła, czy nikt go nie obserwuje, dotarł do PKS Marymont. W kiosku przy dworcu kupił bilet MZK. W tramwaju było pusto. Spokojnie dojechał aż do Dworca Gdańskiego. Przeszedł na drugą stronę ulicy i sprawdził rozkład jazdy PKS. Za godzinę miał autobus do Krasińca, a stamtąd już tylko parę kilometrów do Krasnego.
  
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 153 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5375
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-03-05, 22:36   

Bodek, wzbudziłeś we mnie wiele emocji tym tekstem. Wielką sympatię do Bogusia i jego siostry, współczucie... mam nadzieję, że ich ojciec zostanie surowo ukarany i już nigdy nie podniesie ręki na dzieci. Wzruszyłeś mnie losem Bogusia. Czekam na ciąg dalszy tej opowieści.
bodek napisał/a:
– Czy ty wiesz, co o mnie powiedzą koledzy z partii. – wrzeszczał i znaczył pręgami jego plecy – że towarzysz z komitetu zakładowego nie potrafi wychować syna.

Postawiłabym znak zapytania po partii* i bez kropki. Natomiast kropka po plecy* i Że*
bodek napisał/a:
Chłopiec wykorzystał chwilę gdy mężczyzna się zasapał i wyrwał się z rak oprawcy.

Przecinek przed gdy* Dwa razy się* Może coś pokombinujesz. Napisałabym z jego rąk* zabrakło ogonka przy a*
bodek napisał/a:
Mimo młodego wieku, Boguś opanował uniki do perfekcji. Mimo to, jego plecy i pośladki naznaczone były gniewem ojca.

Powtórka Mimo to*
bodek napisał/a:
Pierwszy raz przyszedł tu gdy miał sześć lat.

Przecinek przed gdy*
bodek napisał/a:
– Nie kupię ci żadnych korków, o piłce też nie myśl.– wycedził powoli – rower też nie jest ci potrzebny.

Tu też zły zapis dialogowy.
bodek napisał/a:
Chłopiec wstał otrzepał spodnie z piasku.

Przecinek po wstał* albo i*
bodek napisał/a:
Wiedział że musi wracać, wiedział też jakie będą konsekwencje.

Przecinek przed że* i jakie*
bodek napisał/a:
Powoli noga za nogą poszedł w kierunku domu.

Powoli albo noga za nogą.
bodek napisał/a:
Drżący palec przycisnął wreszcie guzik.

Napisałabym drżącym palcem*
bodek napisał/a:
– O jaśnie pan raczył się pojawić. – masywne metr osiemdziesiąt zgarnęło go do przedpokoju.
– Może opowiesz mamie jakiego grzecznego syna urodziła.– ojciec złapał Bogdana za ucho, a ten poszybował w powietrzu cztery metry. Postawiony na progu pokoju chłopiec otrzymał plaskacza w plecy aż wylądował za szafą.

Tu też kuleje zapis dialogowy i ogólnie niezrozumiale napisałeś. Złapał go za ucho, a on poszybował w powietrzu cztery metry?

bodek napisał/a:
– Wiesz co Adela? To wszystko twoja wina. Rozbestwiłaś go, pozwalasz mu na wszystko i tak to się kończy. – mężczyzna zwrócił się do kobiety siedzącej na drugim fotelu przy ławie.

Mężczyzna*
bodek napisał/a:
– Andrzej, jakoś nie masz oporów żeby zabierać mi pieniądze które tam zarabiam. Poza tym czym go rozbestwiam. Dziecko nie ma roweru, żadnych porządnych zabawek ani ciuchów jak jego rówieśnicy. – matka próbowała bronić siebie i syna

Raczej znak zapytania po rozbestwiam i Matka*
bodek napisał/a:
– Tak, jak bym ci zostawił pieniądze to raz dwa byś je roztrwoniła, a my mamy inne wydatki. – mężczyzna znowu wrócił do posiłku, uznał temat za zakończony.
– Basiu! Dopilnuj żeby brat się umył i zjadł kolację. – mama zawołała siostrę Bogdana.
– Dobrze mamo – drobna szatynka szybko przybiegła z małego pokoju.
– Chodź Boguś, umyjemy się.– wzięła łkającego chłopca za rękę i poprowadziła do łazienki.

Mężczyzna*, Mama*, Drobna szatynka*, Wzięła* Jakbym*
kropka po Dobrze mamo.
bodek napisał/a:
– Chodź, zjemy u mnie w pokoju. – zabrała z kuchni

Zabrała*
bodek napisał/a:
w poprzek szafę i kredens wydzielając tym samym

przecinek przed wydzielając*
bodek napisał/a:
pomyliłam się przy zakupach o dwa złote. – przyznała się siostra
bodek napisał/a:
– Idź spać, ja muszę się jeszcze pouczyć do klasówki – zabrała pusty talerz i wyprowadziła go do kuchni.

Musisz popracować nad zapisem dialogowym.
bodek napisał/a:
Przechodząc przez drugie podwórko widać przedszkole i szkołę podstawową.

można było zobaczyć* albo coś wymyśl, bo teraz według mnie nie jest poprawnie.
bodek napisał/a:
Pan Zdzisław opowiadał na nich o swoim szlaku bojowym

bez na nich*
bodek napisał/a:
Nawet nie zauważyli gdy do Sali weszła Pani dyrektor

przecinek przed gdy* Napisałabym sali i pani*
bodek napisał/a:
Uczniowie kolejno wychodzili na korytarz, siadali przy stoliku z milicjantami i po chwili szli na salę gimnastyczną. Gdy przyszła kolej Bogdana usiadł brzegu krzesła.

usiadł na*
nie bardzo mi pasuje siadali przy stoliku z milicjantami*
bodek napisał/a:
Długo jednak nie posiedział na ławeczkach ustawionych pod ścianą. Na korytarzu dało się słyszeć krzyki i do sali wpadł jego ojciec a za nich dwóch milicjantów z dyrektorką. Wzburzony mężczyzna podbiegł do chłopca i uderzył na odlew otwartą dłonią. Bogdan nieprzytomny na podłogę a z kącika ust popłynęła krew.

może na ławeczce? a za nim* i uderzył go otwartą dłonią w twarz albo na odlew w twarz* Bogdan padł* popłynęła mu*
bodek napisał/a:
wyjął spod niej tzw. żelazną gotówkę. Dużo tego nie było, tyle co dostał od dziadków i chrzestnej na urodziny i choinkę.

tak zwaną* i pod choinkę* i przed drugim i* przecinek.
bodek napisał/a:
Musiał uciec, ale nie miał tyle środków aby dostać się za morze. Czyli pozostaje wyjazd rodziny na wieś.

zabrakło do*
bodek napisał/a:
Oglądając się dookoła czy nikt go nie obserwuje

przecinek przed czy*
bodek napisał/a:
Za godzinę miał autobus do Krasińca, a z tamtą już tylko parę kilometrów do Krasnego.

a stamtąd*
Nie wiem dlaczego napisałeś pani, panowie i sala wielkimi literami.

Masz jeszcze trochę błędów, ale to już wyłapią lepsi ode mnie.
W każdym razie przeczytałam z zainteresowaniem :)

[ Dodano: 2019-03-05, 22:44 ]
bodek napisał/a:
mam zebranie POP

Nie wiem, co znaczy skrót POP. :shy:
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1893
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-03-06, 17:34   

dzięki Gelso, pisane na szybko. POP to Podstawowa Organizacja Partyjna. pozdrawiam
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 153 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5375
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-03-06, 20:53   

bodek napisał/a:
dzięki Gelso, pisane na szybko

Jak wena najdzie to trzeba pisać, a poprawić się zawsze zdąży. Najważniejsza jest treść. Twój tekst do mnie przemówił i tak, jak napisałam wcześniej czekam na ciąg dalszy :thumbup:
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
elafel 
Moderator
elafel


"Złotych Pietruch": 8
"Srebrnych Pietruch": 10
"Brązowych Pietruch": 11
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 13
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 147 razy
Wiek: 64
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 13986
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-03-07, 23:33   

Bodziu, popraw ze spokojem, bo warto. Przeczytałam z przyjemnością, bo opowiadanie bardzo ciekawe. Żal mi chłopca i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
_________________
Ela
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 7
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 370 razy
Wiek: 69
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 14037
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-03-08, 15:00   

Ciekawie piszesz, dobrze się czyta. No i co było dalej?
Pozdrawiam :)
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1893
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-03-09, 13:56   

hejka, rzadko zaglądam bo pracy tyle mam ze szkoleniami, że padam na twarz. miło że się spodobało, obiecuje sukcesywnie przesyłać dalsze przygody Bogusia:)
 
     
elafel 
Moderator
elafel


"Złotych Pietruch": 8
"Srebrnych Pietruch": 10
"Brązowych Pietruch": 11
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 13
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 147 razy
Wiek: 64
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 13986
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-03-09, 15:52   

bodek napisał/a:
obiecuje sukcesywnie przesyłać dalsze przygody Bogusia:)

To dobra wiadomość.
_________________
Ela
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1893
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-03-16, 19:24   

miło mi Eluniu:)
 
     
Dany 
Administrator



"Złotych Pietruch": 2
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 7
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 15
Pomogła: 370 razy
Wiek: 69
Dołączyła: 21 Kwi 2011
Posty: 14037
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-04-09, 01:41   

Koniec miesiąca, utwór przenoszę do Prozy, gdzie również można czytać i komentować.
Pozdrawiam :)
_________________
Oczekujesz komentarza do swojego utworu - inni także oczekują tego od Ciebie.
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1893
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-04-09, 19:01   

dzięki Dany, pozdrawiam:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group