Limerykowym Królem została Antonella


Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Zapraszamy do GŁOSOWANIA o Złotą Pietruchę w temacie
ZABAWA

W konkursie na wiersz tematyczny - lato wygrał wiersz
Sad autorstwa - Z. Antolski

Wierszem Miesiąca VII/2019 został utwór:
Bezsenność na życzenieautorstwaAutsajder1303




Poprzedni temat «» Następny temat
ostatnie radosne wakacje
Autor Wiadomość
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-08-31, 19:01   ostatnie radosne wakacje

Pierwszy dzień po powrocie z ucieczki był dziwny. Nauczyciele unikali rozmów z Bogusiem, ale bacznie obserwowali. Uczniowie nadali mu tytuł giganciarza i na wyścigi okazywali przyjaźń. Był na topie. Nie wiedział czy się z tego cieszyć czy martwić. Z jednej strony, miał akceptacje ferajny, a o to zabiegał dawno. Z drugiej strony, nadopiekuńczość belfrów mogła się źle skończyć. Czas mijał na wypośrodkowaniu nauki i zabawy. Bywały dobre i złe dni, a niekiedy wręcz parszywe. Wtedy zza szafy słyszał kłótnie rodziców, kończące się rękoczynami. To było gorsze od tego, gdy ojciec tłukł go czym popadnie, za to, że nie był jego klonem. Mimo wszystko był zdziwiony, gdy pewnego dnia przed szkołą czekała na niego mama. Miała jego plecak i dużą torbę. Spod makijażu przebijał fiolet siniaka.
– Dzisiaj jesteśmy zaproszeni do Alego i Salamatii – Powiedziała sadzając go do taksówki.
Boguś pamiętał attaché kulturalnego Nigerii i jego rodzinę. Parę razy odwiedzali ich apartament na ulicy Koziej. Zawsze było tam ciekawie. No i egzotyczne żarcie, i coca-coli do oporu. Ich piątka dzieci potrafiła robić niezły harmider.
– Ale, co się stało? – Chłopiec próbował dowiedzieć się coś więcej.
– Później ci wytłumaczę – Odpowiedziała.
U Alego wszystko musiało być dogadane, bo tylko mama przekazała plecak i już jej nie było. Na kolację Salamatii podała kaszę kuskus z bardzo ostrym sosem. Wszyscy siedzieli w kręgu na dywanie. Po środku stała duża miska z kaszą i mniejsza z sosem. Jedli palcami, kulgając kulki z kaszy maczali je w sosie. W tle dudniła muzyka, pełen folklor, bębny i grzechotki.
Zmęczony wrażeniami zasnął jak kamień. Gdy wstał, mama już siedziała przy stole. Towarzyszyli jej Ali i Salamatii, był też jakiś facet z wypomadowanymi włosami.
– Dzisiaj zawiozę cię do dziadków, posiedzisz u nich, dopóki cię nie odbiorę – Powiedziała.
– A co ze szkołą? – Zapytał chłopiec.
– Rozmawiałam z dyrektorką, większość ocen masz wystawionych, z niczego nie jesteś zagrożony – Odpowiedziała.
– Rysiu, porozmawiaj jeszcze z attaché a ja schodzę z Bogusiem do samochodu – Zwróciła się do wypomadowanego.
Gość zaczął rozmawiać z Alim po angielsku, coś mu tłumaczył gestykulując przy tym. Salamatii się nie wtrącała, ucałowała chłopca w czoło, pożegnała Adelę i wróciła do swoich zajęć przy dzieciach. Na dole czekał Duży Fiat, kierowca wrzucił plecak i torbę do bagażnika i szybko ruszyli w drogę. Cała podróż upłynęła im w milczeniu. Mama nie chciała jeszcze rozmawiać o całym zajściu, a Boguś nie miał odwagi pytać. Po dwóch godzinach wjeżdżali już w opłotki zabudowań w Wężewie. Babcia Wala po wycałowaniu wnuka zabrała Adele do swojej izby. Chłopiec został zawołany przez ciotkę Jagodę na pampuchy, które właśnie były przygotowane. Zapach ciasta z aromatem waniliowym i dźwięki strzelającego tłuszczu, gotowego do przyjęcia następnej porcji do obróbki, oszołamiało i kusiło. Po chwili już pałaszował gorące delicje, popijając je zimnym mlekiem. Na kolanach usadowiła mu się kuzynka Aldona, obok na tapczanie leżała malutka Wiesia.
– A wujek Jurek, gdzie? – Zapytał.
– W polu, jak Bóg przykazał. Ale za niedługo wróci – Odpowiedziała Jagoda.
– Nie widzę kosiarki, to pewnie sianokosy zaczął? – Zgadywał chłopiec.
– Czy ty na pewno jesteś z miasta? – Zaśmiała się ciotka.
– Na pewno, ale kocham wieś – Odpowiedział.
Na zewnątrz rozległo się skrzypnięcie drewnianej bramy. Duże wierzeje otwierał wujek Jurek. Ubrany we flanelową koszulę, drelichowe spodnie. Na nogach miał gumofilce a na głowie sfatygowany kapelusz Borsalino. Wprowadził konia z zaprzęgiem na podwórko i zaczął wyprzęgać zwierzę od kosiarki. Boguś wyskoczył na zewnątrz.
– Dzień dobry wujku, mogę ci pomóc? – Zapytał.
– Chodź, zawsze dobrze mieć pomocnika– Uśmiechnął się mężczyzna.
Odpięli łańcuchy od orczyka, pasy od puszorka, uzdę i lejce. Gdy koń został w samym kantarze, chłopiec poprowadził go do wodopoju. Trzeba było nalać mu świeżej wody. Jeśli pływały w niej jakieś paprochy, to nawet nie ruszył. Potem już tylko do stajni. Tam podrzucili mu siana za grzebień i obroku do żłobu. Boguś pogłaskał go jeszcze po szyi, a on pokiwał łbem i zarżał cicho. Wujaszek sięgnął do skrytki pod belką, wyjął butelkę wódki i pociągnął duży łyk.
– Ani słowa ciotce i dziadkom – Przytknął wymownie palec do ust i schował butelkę z powrotem.
Jagoda wystawiła dużą miednicę przed sień, dolała do zimnej wody wrzątku z czajnika. Na stołku obok postawiła mydelniczkę z Białym Jeleniem i ręcznikiem. Jurek zdjął kapelusz, zrzucił koszulę i stanąwszy w rozkroku mył twarz i tors. Na koniec wstrząsnął się jak mokry pies, przeczesał palcami włosy i wytarł ciało ręcznikiem.
– Zjesz w domu czy w ogrodzie? – Zapytała Jagoda.
Między owocowymi drzewami stała ława zbita z desek. Wokół były krzesła, każde z innej parafii. Obok wystawiono stary tapczan, do poobiedniej drzemki.
– Zjemy z Bogusiem w sadzie – Zdecydował.
Gdy tylko zasiedli za stołem ciotka stawiała przed nimi talerze, pełne rosołu z domowym makaronem. Na drugie dostali po kurzej nodze z ziemniakami i mizerią. Po obiedzie Jurek wyciągnął pogniecioną paczkę papierosów bez filtra. Przeciął papierosa na pół i wsadził w szklaną lufkę. Przypalił zapałką i głęboko się zaciągnął. Wypuścił dym nosem i westchnął.
– Jeszcze zimne piwko i jak w raju – Zamarzył na głos.
– Ta! I znowu zabłądzisz do Kaciuby w Krasnem – Ściągnęła go na ziemię Jagoda.
– Na dzisiaj dosyć roboty. Jutro pojedziemy do lasu. – Powiedział Jurek do Bogusia.
– Będziemy ścinać drzewa? – Zapytał chłopiec.
– Nie, drzewa już ściąłem i zwiozłem pniaki. Teraz została tylko gałęziówka do sprzątnięcia – odpowiedział mężczyzna.
Zaciągnął się jeszcze ze trzy razy i zasnął. Lufka z kiepem wysunęła mu się z ręki i upadła na ławę. Boguś zgasił niedopałek w przezroczystym kaflu służącym za popielniczkę. Odstawił krzesło i już miał iść do izby, gdy przed sień wyszedł dziadek.
– Gdzie idziesz dziadku? – Zapytał chłopiec
– Zaraz żniwa trzeba wyklepać kosę. A na niego nie mam co liczyć! – Wskazał drzemiącego na krześle Jurka.
– A mogę popatrzeć? – Zapytał.
– Oczywiście. Chodź. Tylko weź krzesła – Dziadek opierając się na lasce pokuśtykał w kierunku drewutni.
Boguś przyniósł krzesła, podstawił jedno dziadkowi, drugie ustawił obok. Potem zgodnie z instrukcjami seniora, wytoczył pieniek ze stalową babką. Ze stodoły jeszcze dwie kosy bez kosideł i gotowe. Dziadek wziął pieniek między nogi, blachę kosy położył na babkę i zaokrąglonym czubkiem młotka uderzał w stal. Jego wprawne ruchy i celne uderzenia sprawiały, że krawędź stawała się jeszcze cieńsza.
– Widzisz wnusiu, teraz jeszcze tylko osełką w tę i we w tą. Co jakiś czas splunąć na kamień – Instruował Bogusia.
Gdy już wszystko było wyklepane i naostrzone, dziadek wstał z krzesła i podreptał za stodołę. Chłopiec poszedł za nim, myślał, że może będzie jeszcze potrzebny. Ale starzyk oparł się tylko o laskę i patrzył, hen, poza widnokrąg. Boguś po cichu wycofał się przed sień. Akurat wyszły ciotka z babcią.
– Pójdziesz po krowy, bo tego znowu gdzieś wywiało? – Zapytała Jagoda.
Faktycznie, Jurek ulotnił się bezszelestnie zza ławy. Nigdzie w obejściu nie było po nim śladu. Chłopiec miał tylko nadzieję, że jutrzejszy wyjazd do lasu dojdzie do skutku.
– Jak będziesz wracał, to zobacz za pieczarkami – dorzuciła babcia.
– Tam za polem buraków, przed kartofliskiem na tej łączce, sąsiad konie wypasał – potwierdziła ciotka.
Już chciał biec, gdy dołączyła do niego Aldonka. Chciał ją zostawić, ale jak zaczęła płakać uległ. Wziął ją za rączkę i poszli razem. Po odpalowaniu krów, pozbierali pieczarki. Dziewczynka zerwała jeszcze kwiatki dla mamy. Potem już wszystko zgodnie z cyklem wsi. Udój mleka, plotki w opłotkach z kumoszkami, dla dzieci w telewizji dobranocka, dla dorosłych dziennik. Oczywiście jeśli ciocia Pola mieszkająca po drugiej stronie drogi zaprosiła. Posiadanie telewizora to był zbytek, na który nie każdego było stać. Dziadkowie szybko kładli się spać, więc chłopiec musiał się dopasować. Spał czujnie, jak zawsze. Ten dom przerażał go i ciekawił. Był jak żyjąca osoba. Oddychał. Trzeszczące deski zawodziły, a wiatr tarmosił okiennice. No i te aromaty, lawenda, kulki na mole i zapach ziół wędrujący ze strychu. Przez okiennice sączył się mrok ledwo rozpraszany poświatą księżyca. Nawet psy nie ujadały bez powodu. Sen przychodził szybko i bezszelestnie. Powieki same się zamykały bez liczenia baranów czy chmurek. Oddech wyrównywał się. Ciało odprężało i wiotczało. Dopiero świt, radosny śpiew ptaków i krzątanie się babci przy kuchni budziło chłopca.
– Dzień dobry babciu, czy wujek wrócił? – Zapytał.
– Tak, już szykuję się do wyjazdu do lasu – Wyjaśniła.
– Chce jechać beze mnie? – Zaniepokoił się.
– Spokojnie poczeka na ciebie – Uspokajała go.
Boguś ubrał się szybko w przygotowane przez babcię stare spodnie i koszulę. Na stopy założył trampki, a na głowę czapkę. Kobieta podała mu kanapki zawinięte w gazetę i butelkę podpiwku.
– To, jak zgłodniejesz – powiedziała.
Ale on już był przed sienią. Otworzył furtkę na podwórze, a tam wujek który kończył zaprzęgać konia do wozu.
– Już myślałem, że sam pojadę – zażartował Jurek.
– Nie wiedziałem, że tak wcześnie trzeba wstać – odpowiedział.
Po wyjechaniu z opłotek, skręcili w prawo. Podkute kopyta stukały o asfalt. Mijali kolejne gospodarstwa, witali się z ludźmi. W centralny miejscu wsi zatrzymali się przy sklepie. Jurek oddał lejce chłopcu a sam pobiegł do sklepu. Boguś skorzystał z okazji, żeby popatrzeć co dzieje się przy stojącej obok remizie OSP. Akurat wóz bojowy wystawiony był na zewnątrz. Przy samochodzie kręcili się dwaj ludzie i czyścili skrytki i karoserię. Wujek wrócił niosąc cztery baryłkowate piwa i dwie paczki papierosów.
– No, teraz mamy już wszystko! – Stwierdził.
Boguś chciał oddać lejce, ale Jurek tylko machnął ręką i otworzył sobie piwo.
- Jedź, tylko nie za szybko – Rzucił przez ramię.
Radość chłopca była ogromna. Uwielbiał czuć moc tego cudownego zwierzęcia, a zarazem władzę w trzymanych lejcach. Mijali kolejne gospodarstwa, przystanek PKS i zbiornik pożarowy. Zgodnie z poleceniem chłopiec skręcił w lewo na drogę z kocimi łbami. Po lewej las, po prawej łąki. Zapach ściółki z jednej strony, z drugiej aromat traw.
– Zajrzymy jeszcze do Mosak, do twojej matki chrzestnej – Zadysponował wujek.
– Ale fajnie, dawno nie widziałem cioci Wandy! – Ucieszył się Boguś.
Wujaszek dalej delektował się piwkiem, widać było jak kac powoli go opuszcza. Chłopiec znał drogę doskonale. Co wakacje był to jeden z punktów jego eskapad. Lubił odwiedzać ciocię, była świetną kucharką a w obejściu była jeszcze stara kuźnia. Co prawda wujek już nie żył, ale jego synowie od czasu do czasu rozpalali palenisko. Kocie łby przeszły w zwykłą szutrową drogę. Parę gospodarstw rozrzuconych po obu stronach. Zadbane podwórka i domy z ogródkiem i sadem. Po prawej stronie Boguś zobaczył olbrzymią wierzbę płaczącą i staw. W wodzie taplały się kaczki, na brzegach porastały trzciny z pałkami. W gospodarstwie na wprost stawu, brama była otwarta.
– Ksu, Kary! – Wydał komendę dla konia, a ten grzecznie skręcił w lewo.
Pies przy stodole zaczął ujadać na niespodziewanych gości. Jurek oprzytomniał i wyprostował na koźle, Z ławeczki przy domu podniosła się kobieta. Na widok Bogusia uśmiechnęła się i podeszła do wozu.
– A cóż to za wspaniały woźnica zajechał? Czyżby to mój chrześniak tak wyrósł? – Przywitała chłopca.
– Dzień dobry ciociu – i zeskoczył żwawo z wozu.
– Chodź do kuchni, mam świeżą kaszanę z wątróbką – Kobieta objęła go i poprowadziła w stronę domu.
– A Witek w domu? – Zawołał za nimi Jurek.
– Zobacz za stodołą – odpowiedziała – I przyjdźcie na klina – dodała.
Jako zrządzająca wesele, stypy i chrzciny miała w domu zamrażarkę i lodówkę. Wołano ją też do każdego uboju zwierząt w promieniu kilkunastu wsi. Szynki, ogonówki, salcesony i kaszanki były towarem pożądanym na każdej imprezie. Teraz ciocia też wyjęła na stół talerz z grubą kaszanką. Ukroiła parę pajd chleba z okrągłego bochna. Otworzyła też słoik z marynowanymi maślakami.
– Zrobić ci herbaty? – Zapytała.
Kiwnął tylko głową, bo nie mógł wydusić słowa. Miał usta pełne pyszności. Tak marzył o tej kaszance, lubił ją bardziej od szynki i baleronu. Kroił sobie już drugi gruby plaster, gdy weszli mężczyźni. Ciotka wyjęła trzy musztardówki i litrową butelkę zatkaną korkiem. Fachowo rozlała płyn po trzeci szlaczek. W powietrzu rozeszła się ostra woń bimbru.
– No maładcy, po szklanie i do roboty – Powiedziała wypijając całą zawartość szklanki.
– Co za wiatry cię przygnały? – Zapytała Jurka, zakąszając.
– Witek obiecał zrobić mi siekierę – Odpowiedział.
– Już kończę mamo, tylko połączę ostrze z bagnetu pługa z obuchem siekiery –Szybko zareagował syn Wandy.
– To jak już będziesz grzebał się w kuźni, zrób mojemu chrześniakowi małą podkówkę na szczęście – Wydała polecenie.
– Będę mógł popatrzeć? – Boguś gotów był zostawić wspaniałości na talerzu, aby tylko być przy działaniach w kuźni.
– Dobrze, tylko będziesz dmuchać miechem – Uśmiechnął się Witek.
– Ekstra! – Zawołał chłopiec i wybiegł na zewnątrz.
W palenisku były już drzazgi na rozpałkę i koks do rozgorzenia. Po chwili ogień już był na tyle mocny, żeby użyć miecha. Zgodnie z instrukcjami Witka Boguś chwycił linkę i rytmicznie ciągnął i popuszczał ramię miecha. Gdy kolor żaru był odpowiedni, wrzucono do niego dwa zespolone elementy. Stal pod wpływem temperatury zrobiła się niebieska, potem fioletowa. Jasno żółty element został wyjęty szczypcami przez Witka na kowadło. Wprawnymi uderzeniami młota, kowal łączył rozgrzane elementy. Na koniec wrzucił wszystko do kąpieli olejowej.
– No dobra, jaka ma być duża ta podkówka? – Zapytał chłopca.
– Taka na ścianę, ale żeby mieściła się w kieszeni – Odparł rozradowany.
Witek wybrał kawałek płaskownika ze stosu odpadów i wrzucił w żar paleniska. Po pogrzaniu, na stożkowatej części kowadła wyprofilował arkadę podkowy. Jeszcze tylko dwa gniazda haceli, sześć otworów podkowiaka, kapturek górny i dwa boczne. Wrzucona do wody podkówka skwierczy i paruję.
– No dobra możesz już wyjąć – Stwierdził po chwili kowal.
– Dziękuję wujaszku – Powiedział Boguś wyjmując swój gotowy amulet ze zbiornika.
– No chodź już, bo nas noc w lesie zastanie – Poganiał Jurek.
Dorośli wypili jeszcze po rozchodniaku, chłopiec zjadł plaster kaszanki. Dobrze, że podwórko było duże, więc Boguś mógł przetrenować zawracanie zaprzęgu. Nie rozjechał żadnej kury ani nie uszkodził wozu. I znowu po kocich łbach pojechali do krzyżówek. Tym razem nie skręcili w stronę wsi, wjechali do lasu. Była to mieszanka starodrzewu liściastego z domieszką iglastego. Gdzieniegdzie trochę podmokłego tereny. Minęli właśnie dwa leśnie jeziorka porosłe trzcinami i rzęsą wodną.
– Skręć w prawo w następną przecinkę – Zadysponował wujek.
– Ouu, Kary – Zawołał Boguś i ściągnął prawy lejc.
Zjechali w leśny dukt i po stu metrach byli na miejscu. Przy brzegu leżały metrówki pniaków ułożone w rzędzie i sześć kup gałęzi. Mężczyzna podał chłopcu toporek, sam wziął nowo zrobioną siekierę. Zaczęli ciąć gałęzie na mniejsze kawałki, takie, aby łatwiej załadować na wóz. Poszło im sprawnie, wóz był załadowany do granic możliwości.
– Popuść Karemu popręg i wyjmij wędzidło, niech se poskubie trawę. Ja się zdrzemnę a ty jak chcesz idź na grzyby – Wydał polecenie chłopcu.
Bogdanowi nie trzeba było dwa razy takich rzeczy powtarzać. Zabrał tylko z wozu lnianą torbę, gdzie miał podpiwek i kanapkę i już go nie było. Tak jak miał w zwyczaju zdjął buty i skarpetki. Bose stopy zanurzyły się w mchy. Odczuwał radość z kontaktu z naturą. Bardziej to był spacer po lesie niż grzybobranie. Mieszkańcy wsi z samego rana już przetrzebili zasoby kapeluszników. O tej porze mógł się tylko nasycić oczy widokami i posłuchać odgłosów ptaków i zwierząt. Na niewielkiej polanie przy leśnym stawie, usiadł i zjadł kanapkę od babci i popił podpiwkiem. Położył się na plecach i przez zmrużone oczy podglądał słońce na niebie, przebijające przez gałęzie drzew. Las go ukołysał do snu. Choć trwało to tylko chwilę, poczuł się rześki i wypoczęty. Zapakował pustą butelkę i gazetę z kanapki do torby i pomaszerował w kierunku, gdzie zostawił Jurka. Wujaszek też się chyba przebudził na dobre, bo osuszał ostatnie piwo.
– No dobra, wracamy – Szepnął smętnie.
– Już czas, ciocia pewnie z obiadem czeka – Chłopiec już marzył o pomidorowej z domowym makaronem.
Jechali jakimś dziwnym skrótem, zahaczając o obrzeża Krasnego. W otwartej bramie obejścia wyglądała ich jakaś starowinka. Jurek zrzucił pniaki pod drewutnie. Bogdan pomyślał, że wujaszek tak z dobrego serca pomógł kobiecie, ale zauważył jak starowinka spod fartucha wyjmuję butelkę. Później się dowiedział, że to tak zwana meta a kobieta dorabia sobie handlem bimbrem. Jurek schował napitek do cholewki gumofilca i ruszyli do Wężewa. Droga minęła im szybko. W opłotkach czekała na nich Jagoda. Niby witała męża, zagadywała, ale ukradkiem niuchała, czy czuć alkohol. Wynik kontroli mieścił się chyba w granicach normy, bo nawet jej kurpiowski zaśpiew nie był wrogi. Wujaszek wyprzęgnął konia i wprowadził do stajni, pewnie przy okazji schował butelkę. Wóz z drewnem został przy szopie.
– Po obiedzie możesz dziadkom porąbać gałęzie na rozpałkę – Powiedział Jurek do chłopca.
– Dobrze wujku – odpowiedział Boguś.
Ustawił sobie pieniek przy wozie. Rozłożył brezent obok i zaczął zdejmować pojedyncze gałęzie. Ciął na drobniaki aż uzbierała się duża kupa. Zawinął rogi materiału i zaniósł urobek do izby dziadków. Babcia kazała mu to rzucić pod kuchnię. Następne porcje wrzucał do drewutni. Po jakimś czasie gałęzie się skończyły. Chłopiec umył się przy miednicy wystawionej przed sień. Ciotka ukroiła mu drożdżowego placka i nalała zimnego mleka. Placek rozpływał się w ustach, a mleko chłodziło rozgrzany organizm. Jeszcze tylko wieczorem po krowy, może wizyta u cioci Poli na telewizji. Potem już tylko pierzyna, skrzypiące łózko i dom, który ożywał w czasie nocy.
  
 
     
elafel 
Moderator
elafel


"Złotych Pietruch": 9
"Srebrnych Pietruch": 10
"Brązowych Pietruch": 11
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 13
"Najlepsza proza": 7
Najciekawsza publicystyka: 1
Pomogła: 150 razy
Wiek: 65
Dołączyła: 16 Lis 2007
Posty: 14019
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-09-02, 20:07   

bodek napisał/a:
Dzisiaj jesteśmy zaproszenie do Alego i Salamatii

zaproszeni do Alego
bodek napisał/a:
Jedli palcami, kulgając kulki

kulgając - pierwszy raz słyszę, może kulając
bodek napisał/a:
U Alego wszystko musiało być dogadane, bo tylko mama przekazała plecak i już jej nie było. Na kolację Salamatii podała kaszę kus kus z bardzo ostrym sosem. Wszyscy siedzieli w kręgu na dywanie. Po środku stała duża miska z kaszą i mniejsza z sosem. Jedli palcami, kulgając kulki z kaszy maczali je w sosie. W tle dudniła muzyka, pełen folklor, bębny i grzechotki. Zmęczony wrażeniami zasnął jak kamień.

Kuskus - raczej razem, a od słowa "zmęczony" zrobiłabym nowy akapit, bo gdy jest napisane jednym ciągiem, to nie wiadomo o kim mowa, a tak będzie wiadomo, że o Bogusiu.
bodek napisał/a:
ucałowała chłopca w czoło, pożegnała się z Adelą

Napisałabym - pożegnała Adelę.
bodek napisał/a:
Wokół były krzesła, każde z innej parafii.

Może i tak się mówi, ale napisałabym - każde inne.
bodek napisał/a:
Zjemy z Bogusiem w sadzie – Zadysponował.

Może - zadecydował, bo dysponować to można czymś, przedmiotem, a nie sytuacją.
bodek napisał/a:
– Widzisz wnusiu, teraz jeszcze tylko osełką wtę i wewtą

Może - w tę i wew tę
bodek napisał/a:
Chłopiec miała tylko nadzieję, że jutrzejszy wyjazd do lasu dojdzie do skutku.

Tu nie rozumiem.
bodek napisał/a:
- Jedź, tylko nie za szybko – Rzucił tylko.

Dwa "tylko" obok siebie, może to drugie wytniesz.
bodek napisał/a:
– Zajrzymy jeszcze do Mosak, do twojej matki chrzestnej – Zadysponował wujek.

Tu też raczej zadecydował.
bodek napisał/a:
Chłopiec znał drogę doskonalę,

raczej - doskonale
bodek napisał/a:
Lubił odwiedzać ciocię, była świetna kucharką a w obejściu była jeszcze stara kuźnia.

świetną i przed "a w obejściu" - przeciek
bodek napisał/a:
Jako zrządzająca wesele, stypy i chrzciny

Może - zarządzająca
bodek napisał/a:
Fachowa rozlała płyn po trzeci szlaczek.

Raczej - fachowo
bodek napisał/a:
Już kończę mamo, tylko połączę ostrze z bagnetu pługa z, obuchem siekiery –– Szybko zareagował syn Wandy.

bez drugiego przecinka i bez drugiego myślnika
bodek napisał/a:
Gdzieniegdzie trochę podmokłego tereny.

może - podmokłego terenu
bodek napisał/a:
– Skręć w prawo w następną przecinkę – Zadysponował wujek.

znowu dysponowanie zamiast decydowanie
bodek napisał/a:
Niby witała męża, zagadywał, ale ukradkiem niuchała, czy czuć alkohol.

raczej - zagadywała
bodek napisał/a:
Zawinął rogi materii i zaniósł urobek do izby

Napisałabym - materiału
Jest jeszcze kilka przecinków brakujących przed "a".


Bodziu - opowiadanie o ciekawych zdarzeniach, wspomnieniach pełnych ciepła. Podałam Ci kilka moich spostrzeżeń, może weźmiesz je pod uwagę gdy będziesz robił korektę.
Pozdrawiam :)
_________________
Ela
 
     
Autsajder1303 
Autor/ka zasłużony/a



"Srebrnych Pietruch": 1
"Brązowych Pietruch": 2
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 2
Pomógł: 10 razy
Wiek: 29
Dołączył: 12 Paź 2015
Posty: 2424
Skąd: Hrabstwo Armagh
Wysłany: 2019-09-02, 22:40   

Zacząłem czytać i zdałem sobie sprawę że nie jestem na bieżąco. Nadrobię i wrócę.
_________________
"Swoją radość można znaleźć w radości innych; to właśnie jest tajemnicą szczęścia."
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-03, 07:32   

witaj Eluniu, pewnie że wezmę. pozdrawiam:)

[ Dodano: 2019-09-03, 07:33 ]
hejka Autsajder, szykuję większą całość, zapraszam:)
 
     
Antonella 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 8
"Brązowych Pietruch": 5
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 6
Limerykowy Król: 5
Fraszkowy Król: 2
Pomogła: 32 razy
Dołączyła: 06 Paź 2010
Posty: 5512
Skąd: z daleka
Wysłany: 2019-09-11, 14:47   

bodek napisał/a:
Chłopiec został zawołany przez ciotkę Jagodę na pampuchy, które właśnie były przygotowane. Zapach ciasta z aromatem waniliowym i dźwięki strzelającego tłuszczu, gotowego do przyjęcia następnej porcji do obróbki, oszołamiało i kusiło.


Oj, pampuchy, niebo w gębusi, dziś czasem jadam z powidłami śliwkowymi 😊

bodek napisał/a:
Gdy tylko zasiedli za stołem ciotka stawiała przed nimi talerze, pełne rosołu z domowym makaronem. Na drugie dostali po kurzej nodze z ziemniakami i mizerią.


To też moje ulubione jedzonko było w czasach, gdy sprzedawano wiejskie kury 👌

Kaszankę swojską też jadłam. O! 🙃

Klimatyczne opowiadanie, jak to drzewiej na wsi bywało 👍 😁
_________________
Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Teraz - z wzajemnością.

Anthony Hopkins
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-11, 19:45   

jeszcze się pisze o żniwach, miło mi gościć pozdrawiam Antonella:)
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 154 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5337
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-09-12, 17:05   

Dobrze się czyta:)

Pozdrawiam:)

Błędy dialogowe i inne to już sprawa korekty w redakcji, do której wyślesz ten takt. Powodzenia:)
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-13, 10:45   

dzięki. pozdrawiam:)
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 3
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 6
"Wierszy miesiąca": 4
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 154 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5337
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-09-13, 10:52   

Bo mam nadzieję, że wydasz historię Bogusia, prawda?
Pozdrawiam:)
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
Autsajder1303 
Autor/ka zasłużony/a



"Srebrnych Pietruch": 1
"Brązowych Pietruch": 2
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 2
Pomógł: 10 razy
Wiek: 29
Dołączył: 12 Paź 2015
Posty: 2424
Skąd: Hrabstwo Armagh
Wysłany: 2019-09-13, 12:35   

W końcu nadrobiłem. Czyta się Bodku. Pozdrawiam
_________________
"Swoją radość można znaleźć w radości innych; to właśnie jest tajemnicą szczęścia."
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-13, 13:09   

postaram się Gelso, ale jeszcze sporo pisania przede mną:)

[ Dodano: 2019-09-13, 13:09 ]
dzięki Autsajder, pozdrawiam:)
 
     
Autsajder1303 
Autor/ka zasłużony/a



"Srebrnych Pietruch": 1
"Brązowych Pietruch": 2
"Kryształowych Dyń": 2
"Wierszy miesiąca": 2
Pomógł: 10 razy
Wiek: 29
Dołączył: 12 Paź 2015
Posty: 2424
Skąd: Hrabstwo Armagh
Wysłany: 2019-09-13, 16:48   

Ależ niezamaco :)
_________________
"Swoją radość można znaleźć w radości innych; to właśnie jest tajemnicą szczęścia."
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-13, 19:14   

jeszcze dojrzewanie i subkultury:)
 
     
tcz 
Autor/ka



Pomógł: 4 razy
Wiek: 69
Dołączył: 30 Maj 2018
Posty: 689
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 2019-09-13, 19:25   Re: ostatnie radosne wakacje

Zabrałem się w końcu do przeczytania kolejnej części opowiadania o Bogusiu.
Interesujący tekst, z bliskimi mi klimatami wiejskimi.
bodek napisał/a:
Udój mleka, plotki w opłotkach z kumoszkami, dla dzieci w telewizji dobranocka, dla dorosłych dziennik. Oczywiście jeśli ciocia Pola mieszkająca po drugiej stronie drogi zaprosiła. Posiadanie telewizora to był zbytek, na który nie każdego było stać.

Pamiętam te czasy (byłem wtedy w wieku Bogusia), jak wpraszaliśmy się z kolegami do rodzin posiadających telewizory, aby obejrzeć kolejny odcinek "Zorro".

Pozdrawiam autora.
_________________
Tadeusz
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 52
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 1978
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-13, 20:08   

miło mi że zagościłeś:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group