Limerykowym Królem została Antonella


Fraszkowym Królem został Rafał Bardzki

Kryształową Dynię zdobył utwór : Kończę autorstwa - Gelsomina

Złotą Pietruchę w temacie Panaceum zdobyły dwa utwory:
Cuda ludzie cuda autorstwa - jaceksenior
i gral bossa autorstwa - Antonella

BONUS Złotej Pietruchy, w temacie:
panaceum wygrał - jaceksenior

Wierszem Miesiąca został utwór:
tylko na twoim obrazie jestem prawdziwa autorstwa - Gelsomina




Poprzedni temat «» Następny temat
Papierowy żołnierzyk
Autor Wiadomość
Z. Antolski 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 1
"Srebrnych Pietruch": 2
"Brązowych Pietruch": 3
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 9
"Najlepsza proza": 18
Najciekawsza publicystyka: 6
Pomógł: 84 razy
Wiek: 67
Dołączył: 26 Sty 2013
Posty: 5913
Skąd: Kielce
Wysłany: 2020-01-10, 13:33   Papierowy żołnierzyk

Boguś był ode mnie parę lat starszy. Jego dom stał niedaleko szkoły, gdzie mieszkałem z rodzicami, po drugiej stronie drogi, błyszczącej biało w słońcu, bo wzgórze zbudowane było z wapiennych margli. Wiele godzin spędzaliśmy razem, chyba że jego ojciec gonił go do pracy w polu lub w sadzie.
Wszyscy wtedy paśli krowy, jedni na łąkach, a inni na podworskich nieużytkach na stokach góry Zawinnicy, gdzie aż roiło się od ślimaków winniczków, różnych pasikoników i ptaków: słowików i myszołowów. Przez środek wsi biegła niewielka rzeczka, trafnie nazywana strugą. Mała rzeczka, żałosne resztki po przedpotopowej olbrzymiej rzece. Strugę można było po prostu przeskoczyć, ale na wiosnę bardzo wzbierała. Stawała się szalona, rwąca i brunatna. Już z oddali słyszałem, jak niepokojąco huczy. Przenikał mnie lęk. Widziałem ją w szalonym pędzie, aż migało mi przed oczyma. Niosła pełno zerwanych drzewek, gałęzi, martwych zwierzątek, a następnie rozlewała się w dolinie na pobliskich podworskich polach. Przez łąki zmierzała wprost do rzeki Nidy, również wezbranej i szalonej.
Wieś leżała na granicy dwóch światów geograficznych. Na wschodzie ciągnęły się zielone łąki, jak jakiś kwiatowy kobierzec, przetykany kępami krzewów i szeregami rosochatych brzóz. Nad łąkami krążyły wolno, szerokimi zakolami, bociany polujące na żaby. Przed odlotem zbierały się w wielkiej ilości na swoich sejmikach. Na zachodzie zaś wznosiły się zbocza długiej i szerokiej góry, zbudowanej z wapieni, na którą wiatry przez stulecia naniosły mnóstwo urodzajnego lessu. Kraina z typową roślinnością stepową, porosła miłkami i osetnicami, rozłożystymi dziewięćsiłami.
Poniżej wiły się głębokie wąwozy, porośnięte głogiem i berberysem, ciągnące się hen na zachód, aż do Dzierążni, gdzie powstańcy styczniowi urządzali zasadzki na Kozaków. Wyrobiska wgryzały się w zbocze płaskowyżu zwieńczonego na swoim wschodnim krańcu białą bryłą kościoła, a na krańcu zachodnim, starym grodziskiem i pozostałościami zamku. Nad całością krążyły bezgłośnie myszołowy, rozciągając swoje szerokie, czarne skrzydła i śpiewały skowronki.
W ciepłe dni, zwłaszcza po deszczu, ślimaki wypełzały gromadnie na ścieżki. Niektóre trwały w miłosnym uścisku i trzeba było uważać, żeby nie nadepnąć na kochanków. Kiedy byłem mały bawiłem się z rówieśnikami w wyścigi ślimaków, a najlepszych mistrzów trzymałem w swojej zagrodzie w przydomowym ogródku. Jednak potrafiły wdrapać się na ogrodzenie i uciec. Podobno winniczki rozpleniły się przed wojną w dworskim ogrodzie, gdzie hodowano je jako kulinarne przysmaki, a później rozpełzły się po okolicy..
W średniowiecznych kamieniołomach żyły także jaszczurki zwinki, wylegujące się w słońcu na kamieniach i mnóstwo zaskrońców, które czasem opuszczały swoje kryjówki na cmentarzu i wychodziły na drogę. Bywały rozjeżdżane przez furmanki i ich pokawałkowane ciała długo jeszcze leżały w kurzu, aż zmywał je najbliższy deszcz.
Z białego kamienia grodziskiego powstał miejscowy kościół i szpital dla ubogich, który z latami stał się szkołą. Kamień miejscowy „pocił się” podczas deszczowych, jesiennych miesięcy, a znów wystawiony na promienie słoneczne w lecie – kruszył się łatwo i zamieniał w biały proch. Ale w budynkach otynkowanych budulec trzymał się zadziwiająco długo, wiele chałup pamiętało czasy powstania listopadowego. Zapewne, nieistniejący już dziś zamek, był z tego miejscowego materiału wykonany, choć to nic pewnego, bo nie zachowały się żadne zapisy historyczne ani ryciny.
Szkoła stała na tarasie tego garbu, który od południa opadał nagłym urwiskiem w stronę wsi. Właściwie był to rozległy płaskowyż, charakterystyczny dla Ponidzia garb wapienny, zbudowany ze szkieletów żyjątek, które pływały w morzu, jakie rozlewało się tu w odległych epokach. Można było zresztą znaleźć w wyrobiskach okazy z przepięknie zachowanymi wzorami muszli. Miałem w swoim posiadaniu kolekcję takich skamieniałych szkieletów amonitów i trylobitów. Trzymałem je w nocnej szafce, obok roczników gazety harcerskiej „Świat Młodych”, z komiksem o przygodach Tytusa Romka i A’ Tomka. Często oglądałem minerały przed snem, obracając je w dłoniach i próbując wyobraźnią przenieść się w przedpotopowe ery, zobaczyć jak wtedy wyglądała okolica.
Las, zwany „księżym gajem”, nie był wielki, dopiero za nim, dalej na północ zaczynał się większy kompleks lasów chroberskich, gdzie biwakowali powstańcy styczniowi, a w czasie ostatniej wojny partyzanci z przeróżnych formacji. Ojciec był zapalonym grzybiarzem. Prawie co drugi dzień biegał rano do lasu, przynosił zebrane prawdziwki, kozaki i maślaki. Natychmiast przygotowywał z nich smaczny obiad, z dodatkiem sosu, który nauczył się przyrządzać wśród zakonników w klasztorze w Czernej, gdzie pracował w czasie wojny jako pomocnik kucharza, chroniąc się przed wywózką na roboty do Niemiec.
Przed wiekami musiała tutaj szaleć olbrzymia rzeka, podobna do tych syberyjskich, która wyrzeźbiła dolinę, a górę Zawinnicę obcięła, jak ucina się w podłużnym bochenku chleba piętkę, aż utworzył się wysoki, niemal pionowy klif. Na jego szczycie biskup krakowski Pełka postawił zamek. Zajął go Łokietek w czasach walki o tron, a na koniec zburzyli go Szwedzi podczas „potopu”. Olbrzymia kiedyś rzeka zmalała, aż został tylko ślad, mały strumyczek, wspomniana wcześniej struga. A na dnie tej mitycznej rzeki, pomiędzy dwoma wzgórzami, rozłożyła się nasza wieś – Grodziska.
Znaleziono tu w XIX wieku kilka skarbów, garnków ze starymi monetami, a i do dzisiaj zdarzało się, że chłop orząc pole wyjmował z ziemi pociemniałe od czasu denary niewiadomego pochodzenia. Dzieci próbowały za nie kupić lody albo ciastka podczas odpustu pod kościołem na św. Wojciecha, ale nie znający się na numizmatyce handlarze z Wiślicy przepędzali je kijem i szyderstwem.
Na wiosnę ojciec Bogusia zaczął budowę nowego domu z cegły na miejscu starego dworu, który rozebrali chłopi niedługo po wojnie. Nigdy nie dowiedziałem się, bo nie pytałem, a nikt sam z siebie nie opowiadał, dlaczego budynek zburzono. Zostały tylko kupa gruzów kamiennych i olbrzymi kasztan, o którym wspomina pani Zofia Libiszowska-Dobrska w książce „Moje złote lata”, gdzie opisuje swoje wakacje spędzane na wsi we dworze. Odwiedzał ją tam jej mąż, lotnik, pan Heller, przylatując na niedzielę samolotem, który lądował na łąkach. Zginął później podczas walk lotniczych nad Anglią. Kiedy ludzie opowiadali, że do wsi przed wojną przylatywał samolot, myślałem, że sobie ze mnie żartują, a to była najprawdziwsza prawda. W końcu to był mały RWD, na jakich latali Żwirko i Wigura.
Z Bogusiem, kiedy była pogoda, zwłaszcza wiosną i jesienią, bawiłem się papierowymi żołnierzykami. Wycinaliśmy figurki nożyczkami ze starych książek i gazet przeznaczonych na makulaturę i prowadziliśmy wojny i rozmowy dyplomatyczne. A poza tym mój kolega penetrował strychy i komórki w całej wsi, w poszukiwaniu militariów. Stare książki kupował za torby z jabłkami z ojcowego sadu. Jeździł także rowerem do Wiślicy, gdzie w kiosku „Ruchu” kupował czasopismo „Żołnierz Polski”.
Miałem taki zwyczaj, że nawet łażąc bez celu po wsi nosiłem przy sobie jakiegoś żołnierzyka z papieru. Pewnego dnia bawiliśmy się obok budowy nowego domu Bogusia. Akurat w pobliżu nie było nikogo dorosłego. Zobaczyłem w podmurówce z kamieni wąską, ciemną szczelinę. I pomyślałem, że wrzucę tam mojego żołnierzyka, niech świadczy na wieki o naszych zabawach i o nas. Tak też zrobiłem. Papierowa figurka powirowała w głąb podmurówki. Za kilka dni już nie było tam otworu, bo został zasłonięty rosnącym murem z cegieł.
I pewnie mój papierowy bohater siedzi tam do dzisiaj, w podmurówce domu Bogusia, bo jest mu sucho, a jeść nie potrzebuje. Być może kiedyś, po wielu wiekach, ktoś będzie rozbierał dom, żeby postawić nowy, bardziej nowoczesny i znajdzie mojego żołnierzyka? Ciekawe, co sobie wówczas pomyśli?
  
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 8
"Kryształowych Dyń": 1
"Honorowa Dynia": 1
"Wierszy miesiąca": 5
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 183 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5828
Skąd: Łódź
Wysłany: 2020-01-10, 22:26   

Jak zwykle bardzo ciekawie opowiadasz. Kawał historii.
Trochę szkoda, że tak mało o Bogusiu. Początek zapowiadał co innego. Jednakże historia papierowego żołnierzyka jest super.
Pozdrawiam :)
Z. Antolski napisał/a:
Mieszkał niedaleko szkoły, której teren ogrodzono siatką.

Z. Antolski napisał/a:
Po drugiej stronie drogi,. błyszczącej biało w słońcu, bo teren leżał na wapiennych marglach, stał dom Bogusia.

Masz dwa razy teren dość blisko siebie. Nie wiem, czy informacja o ogrodzeniu siatką jest niezbędna. (...)Mieszkał niedaleko szkoły, po drugiej stronie drogi, która błyszczała biało w słońcu, bo (...)
Z. Antolski napisał/a:
Już z oddali słyszałem, jak niepokojąco huczy aż przenikał mnie lęk. Widziałem ją w szalonym pędzie, aż migało mi przed oczyma.

Tu powtórka aż*
Z. Antolski napisał/a:
Niosła pełno zerwanych drzewek i gałęzi, martwych zwierzątek a następnie rozlewała się

Może zamiast i* postawić przecinek, a i*dać za gałęzi*
Przed a* przecinek.
Z. Antolski napisał/a:
Poniżej wiły się głębokie wąwozy, porośniętych głogiem i berberysem, ciągnące się hen na zachód, aż do Dzierążni, gdzie powstańcy styczniowi urządzali zasadzki na kozaków

wąwozy, porośnięte*
Z. Antolski napisał/a:
a najlepszych mistrzów

mistrz to wiadomo, że najlepszy, ale mogę nie mieć racji.
Z. Antolski napisał/a:
nie istniejący już dziś zamek

nieistniejący*
Z. Antolski napisał/a:
Ojciec był grzybiarzem zapalonym, prawie co drugi dzień biegał rano do lasu, przynosił zebrane prawdziwki, kozaki i maślaki i natychmiast przygotowywał z nich smaczny obiad, z dodatkiem sosu, który nauczył się przyrządzać wśród zakonników w klasztorze w Czernej, gdzie pracował w czasie wojny jako pomocnik kucharza, chroniąc się przed wywózką na roboty do Niemiec.

To zdanie jest zdecydowanie za długie.
Z. Antolski napisał/a:
Przed wiekami musiała tędy szaleć olbrzymia rzeka, podobna do tych syberyjskich, która wyrzeźbiła dolinę, a górę Zawinnicę obcięła, jak ucina się w podłużnym bochenku chleba piętkę,

nie pasuje mi musiała tędy szaleć* może tutaj szaleć*?
Z. Antolski napisał/a:
Ojciec był grzybiarzem zapalonym

zapalonym grzybiarzem*
Z. Antolski napisał/a:
ale nie znający się na numizmatyce handlarze

nieznający*
Z. Antolski napisał/a:
bawiłem się w papierowych żołnierzyków.

raczej papierowymi żołnierzykami.
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
Z. Antolski 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 1
"Srebrnych Pietruch": 2
"Brązowych Pietruch": 3
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 9
"Najlepsza proza": 18
Najciekawsza publicystyka: 6
Pomógł: 84 razy
Wiek: 67
Dołączył: 26 Sty 2013
Posty: 5913
Skąd: Kielce
Wysłany: 2020-01-10, 22:57   

Gelsomino, dziękuję za trafną korektę.
Co do "najlepszych mistrzów", to jest bardzo popularne zdanie i nie wydaje mi się błędem. Ale zastanowię się jeszcze.

[ Dodano: 2020-01-10, 22:58 ]
Może jeszcze napiszę o Bogusiu. Dziękuję za podpowiedź.
  
 
     
Gelsomina 
Autor/ka zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 4
"Srebrnych Pietruch": 7
"Brązowych Pietruch": 8
"Kryształowych Dyń": 1
"Honorowa Dynia": 1
"Wierszy miesiąca": 5
"Najlepsza proza": 8
Pomogła: 183 razy
Dołączyła: 17 Lip 2014
Posty: 5828
Skąd: Łódź
Wysłany: 2020-01-10, 23:14   

Z. Antolski napisał/a:
Co do "najlepszych mistrzów", to jest bardzo popularne zdanie i nie wydaje mi się błędem.

Dlatego własnie napisałam, że nie wiem, czy mam rację:)
Z. Antolski napisał/a:
Może jeszcze napiszę o Bogusiu. Dziękuję za podpowiedź.

No to czekam:)
_________________
Kiedy zamknę książkę, czasem otwierają się okna.

Monika Stocka
 
     
tcz 
Autor/ka


Pomógł: 9 razy
Wiek: 69
Dołączył: 30 Maj 2018
Posty: 863
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 2020-01-11, 11:20   

Ponidzie, to bardzo atrakcyjny region, zarówno ze względu na walory przyrodnicze, jak i historyczne. Muszę kiedyś tam się wybrać z wycieczką.

Pozdrawiam.
_________________
Tadeusz
  
 
     
bodek 
Autor/ka zasłużony/a


"Wierszy miesiąca": 5
Pomógł: 1 raz
Wiek: 53
Dołączył: 18 Gru 2012
Posty: 2187
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-01-11, 12:30   

lubię czytać te twoje historię:)
 
     
Z. Antolski 
Autor/ka wielce zasłużony/a



"Złotych Pietruch": 1
"Srebrnych Pietruch": 2
"Brązowych Pietruch": 3
" Tematyczny Konkurs na Wiersz": 1
"Kryształowych Dyń": 1
"Wierszy miesiąca": 9
"Najlepsza proza": 18
Najciekawsza publicystyka: 6
Pomógł: 84 razy
Wiek: 67
Dołączył: 26 Sty 2013
Posty: 5913
Skąd: Kielce
Wysłany: 2020-01-11, 13:19   

Dziękuję Bodzio :)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group